Lubię konstruktywną krytykę...”


112.

Witaj Andrzeju,

Minał rok od naszego spotkania. W ubiegłum grudniu załamana dziewczyna z eks pijącym...
Dzisiaj i przez statni rok szczęśliwa i uśmiechnięta, spokojna kobieta z wspaniałym mężczyzną u boku (tak tym samym wczesniej pijacym a ponad roku już nie). Po prawie dwóch latach wspólnego życia, roku intensywnych, dzikich wyjazdów w różne ciekawe miejsca stwiedziliśmy, że chcemy oprócz naszego psiaka Brutusa mieć dziecko. I ...przy pierwszej próbie udało sie. Dwa dni temu okazało się, że jestem w ciąży :)

Dziękuje raz jeszcze za wszystko - za otwarcie mi oczu na nowe możliwości, za uwolnienie od cieni przeszłości, za spokój i uśmiech, za każdą minutę naszego spotkania, która wryła się w moją głowę i życie bardzo głęboko, za książki które napisałeś i te które poleciłeś mi przeczytać, za zlecone ćwiczenia, za "kajet Andrzeja" jak go nazwałam - ten mały zeszycik ze szkoleń i spotkań który jest ze mną :) za szyderstwa i przytulanie :) za pandę i śmiech. Za pewnosć, którą mi pomogłeś zyskać, za pewność że... wszystko będzie dobrze :)
DZIĘKUJĘ!!!


Wszystkiego najlepszego na Święta, a w nadchodzącym Nowym Roku jak najwięcej uleczonych i szczęśliwych wariatów!!!
Pomiziaj Sunię :)

Pozdrawiam ciepło
Ewa K.

24.12..2011


111.

Fantastyczny człowiek, świetny psycholog, rozkłada człowieka na części pierwsze i dociera do źródła problemów.

Długo mi zajęło, żeby szczerze na siebie popatrzeć i przyznać się przed sobą jakie są moje ograniczenia i problemy, a Ty mam wrażenie widziałeś dużo już po pierwszym spotkaniu.

Chciałam Ci bardzo podziękować za Twoje szczere (czasami do bólu :-) ) uwagi oraz celne pytania, które zmuszają do zastanowienia. Jesteś fantastycznym człowiekiem i powtórzę to raz jeszcze - zazdroszczę Twojej córce takiego ojca :-)

Twoje ulubione słowo, mówione przekornie "FASCYNUJĄCE!!!!" będzie mi się zawsze kojarzyło z Tobą :-)

Dziękuję Ci bardzo za wszystko!!!....ale zostawiam sobie furtkę i zapewne nie raz jeszcze do Ciebie napiszę :-), chociaż spotkania dają duuuużo więcej, pomimo wyciskanych łez :-)

Iza

22.12..2011


110.

Cześć,
Dziwnie się czuję jak tak piszę do Ciebie po 7 latach, bo to chyba tyle upłynęło. Miałem kiedyś problem z byłą miłostką potem kiedyś zadzwoniłem z Anglii. W każdym razie dziś mam żonę, mieszkamy w Krakowie.
Chciałem podziękować za pomoc wtedy, kiedy rozczulałem się nad sobą. Jakie to śmieszne po latach jak człowiek marnował czas.
Jeszcze raz dziękuje za pomoc wtedy i uświadomienie wielu spraw.
Pozdrawiam,
Grzesiek

21.12..2011


109.

Drogi, ulubiony Andrzeju!

Dziękuję. Dziękuję, że pokazałeś mi inną drogę, że można inaczej.. niż po utartych koleinach naszych przodków.
Zbierałam się z tymi podziękowaniami strasznie długo, chciałam je już napisać po narodzinach Maleństwa, bo poniekąd dzięki Tobie przyszło tak sprawnie, zdrowo na świat, tak zafiksowałam się na nim, że dopiero teraz znalazłam czas. Dziś są moje 30 urodziny, które chciałam świętować z wielką pompą, niestety nie udała się pompa, ale za to robię sobie prezent, może lepszy niż wielkie przyjęcie i piszę podziękowanie dla Ciebie.
Wywarłeś wielki wpływ na moje życie, otworzyłeś oczy na wiele spraw i choć jeszcze na niektóre rzeczy boję się spojrzeć, boję się spojrzeć im prosto w oczy, to już zerkam na nie z boku i wiem, że i im jestem w stanie stawić czoła. Wiem, że pokonam swoje lęki, że dam radę.
Wczoraj w moim resume 30 letniego życia, niezbyt wiele mi się podobało, chciałam już złapać doła, ale poszłam na gimnastykę, zrobiłam coś i dół odpuścił. Kiedyś pewnie, zawinęłabym się z koc i użalała nad sobą, a teraz mam siłę, by przerwać błędne koło.
Poza tym, mam jednak przyjaciół, którzy nie pojawiają się, gdy ich potrzeba, jak anioły. Nie jest ich wielu, ale za to są cudowni, teraz potrafię ich dostrzec i pamiętać, że miłość, jak i przyjaźń wymagają naszej uwagi, są jak kwiaty rozkwitają, tylko gdy są właściwie pielęgnowane, nie z musu, a z chęci. I dziś jednak dostrzegłam, że coś jednak mam, że te 30 lat nie poszły na marne, że sporo jednak osiągnęłam. I najważniejsze, mam dziecko, dla którego mogę być fajną, dobrą mamą, która nie złości się o byle co i bez strachu potrafi zająć się dzieckiem. Zaufałam sobie, przy najmniej na tym polu, ale to ono właśnie teraz jest najważniejsze z moim życiu.
Może właśnie tak to się dzieje i taka jest logika kosmosu, że nie wszystko na raz, że rzeczy, ludzie, miejsca pojawiają się w naszym życiu, gdy nadchodzi ich kolej. W końcu, jak powiadasz, w życiu nie ma przypadków, są tylko znaki.... :*
Dziękuję, że pomogłeś mi żyć i nauczyłeś dostrzegać chwile szczęścia w mym życiu.
Miliardy ciepłych uścisków Mistrzu!

Jolanta

20.12..2011


108.

Andrzeju...

to niesamowite jak bardzo potrafisz pomoc czlowiekowi...

Dziękuję Ci za pomoc, to wspaniałe że poznałem Ciebie, Twoje książki, forum i nabrałem innego spojrzenia na życie.

Dziękuję

J.

3.12..2011


107.

Andrzeju, uczę się od Ciebie jak być mężczyzną, choć nie jesteś ani moim ojcem, ani krewnym. Fascynujące!

Dziękuję Ci za to, że mogę z Tobą rozmawiać.

Jan

17.11..2011


106.

Drogi Andrzeju!

To moje pierwsze, oficjalne podziękowanie ale na pewno nie ostatnie...
Kiedy 2 lata temu Cię poznałam byłam zakompleksioną, smutną, zagubioną dziewczyną, nie wierzącą w siebie 
i własne możliwości. Przez te 2 lata w moim życiu tyle się wydarzyło, tyle pozytywnych zmian zaszło we mnie,
kompletnie zmieniłeś moje podejście do życia, brak mi słów, aby wyrazić jak bardzo jestem Ci wdzięczna. 
Dlatego powiem po prostu: dziękuję , że nauczyłeś i nadal uczysz mnie uśmiechać się do siebie i do ludzi. 
Dziękuję Ci za to , że patrząc w lustro potrafię już dostrzec, że ta osoba w odbiciu to zajebista kobieta, 
z którą coraz lepiej się czuję i rozumiem.
Dziękuję Ci za to, że zawsze jesteś i zawsze pomagasz. 
Jesteś wspaniałym człowiekiem, czynisz ten świat lepszym, a poznanie Ciebie jest największą i najwspanialszą 
przygodą w moim życiu.
Dziekujęę!!!!:*:* 

Kasia

14.11..2011


105.

Jeśli czytasz te podziękowania przez przypadek lub jeśli szukasz informacji
o Andrzeju, to możesz być pewien lub pewna, że wszystko to co jest napisane
przeze mnie i przez innych to czysta prawa.
Andrzej Setman to człowiek, który zmienia ludzi i ich życie. Jestem jedną z
tych osób, które dzięki niemu sa szczęśliwe, a w końcu każdemu o to chodzi.

Poznałam Andrzeja prawie 4 lata temu. Poleciła mi go koleżanka, ale od razu
dodała... uważaj .... jest inny niż wszyscy. I to jest najprawdziwsza
prawda!

Już w trakcie naszego pierwszego spotkania uwolnił mnie od problemu jaki
miałam i z którym sobie nie radziłam i powiem Wam, że uwolnił mnie od tego
na zawsze. Nauczył mnie innego postrzegania spraw, rozumienia ludzi i
nauczył rozwiązywania problemów.
Wskazał mi drogę jak wyleczyć się ze swoich ograniczeń, kompleksów i innych
głupot.

Często o im myślę i często opowiadam o nim moim znajomym, bo Andrzej jest
wyjątkowy. Minęło przecież tak dużo czasu a ja myślami wracam do jego słów.
"Genialnie i fenomenalnie" wprost uwielbiam :))) Na zawsze pozostanie w
moich myślach. Jego książki zawierają ogrom tego o czym mówiliśmy, a
szczególnie "Tak, chcę kochać". To książka, którą powinien przeczytać każdy,
może wówczas ludzie byliby bardziej szczęśliwi, radośni i wyzwoleni.

Każde spotkanie z nim uczy i wywiera wpływ, nawet zupełnie niechcący....
Andrzej widzi to czego my nie chcemy zauważyć, a on umie to nazwać, pokazać
i powiedzieć co robisz źle.

Wiem to na pewno że swój dzisiejszy spokój, swoje szczęście, swoją wartość i
moją miłość zawdzięczam tylko jemu. Naprawdę nie wiem, jak wyglądało by moje
życie gdybym nie poznała Andrzeja.

Andrzeju.... dziękuję Ci za wszystko....

Katarzyna, niby ta sama a przecież zupełnie inna :)

8.10..2011


104.

Andrzej,

wypuszczasz spod swoich skrzydeł ludzi, którzy potrafią latać. Mało tego, nauczyłeś mnie jak być swoim własnym "Setmanem", czyli przyjacielem, który otwiera oczy na nowe horyzonty i daje poczucie siły żeby po nie sięgać.

Dziękuję Ci za to ogromnie.

Ewa

1.10..2011


103.

Andrzeju,

Moje podziękowania dla Ciebie nie będą miały końca ;) Dziękuję Ci przede wszystkim za siłę i odwagę jaką zyskałam dzięki licznym rozmowom z Tobą oraz za wiarę w siebie, którą odzyskałam dzięki Tobie. Czuję wewnętrzne zadowolenie i radość i czuję, że osiągam wewnętrzną równowagę w swoim życiu. Jeszcze wiele do zrobienia przede mną i jeszcze wiele razy życie mnie zaskoczy - teraz już wiem jak kierować swoimi emocjami i chcę być zaskakiwana przez życie, chcę cieszyć się i smucić tym co mi życie przynosi. Chcę być otwarta na życie :) Tak jak już wcześniej Ci pisałam nie ma znaczenia co było, ważne jest co będzie dalej i jaki chcesz napisać scenariusz dla kolejnych dni... Zrozumiałam, że wszystko dzieje się po coś, że to co spotyka nas po drodze daje nam możliwość wyboru i że to my decydujemy o naszym życiu.
Otworzyłeś mi oczy na wiele rzeczy:) Dzięki temu czuję, że chcę być i chcę czuć się jak prawdziwa kobieta - kochać i być kochaną i uwielbianą.
Teraz czuję, że jest to czas dla mnie:)
Dziękuję Ci również za Twoją ogromną cierpliwość do mnie, za Twoją stanowczość, która stawia mnie od razu na nogi i działa na mnie jak zimny prysznic, po którym następuję orzeźwienie umysłu:)
Dziękuję Ci za piękne wizualizacje, które pomagają mi szybko wrócić do pożądanego stanu emocji - czyli harmonii i radości.
Dziękuję Ci za to, że pokazałeś mi, że może być inaczej, że może być tak jak tego sami chcemy, że to my jesteśmy kreatorami własnych myśli i czynów:) i to jest piękne.
Dzięki Tobie zrozumiałam znaczenie słów, które często nadmiernie używamy nie zastanawiając się nad ich sensem.

Chcę żyć i radować się każdą chwilą.

Pozdrawiam,

Gosia B.



PS



Andrzeju,

Chcę Ci jeszcze powiedzieć, że wszystko po woli zaczyna ukladac sie w calosc, zaczynam dostrzegac, to co bylo wczesniej dla mnie niewidoczne, choc tak namacalne.
Teraz juz chce, zebym to ja byla dla siebie najwazniejsza i byla na pierwszym miejscu, a nie tak jak to bylo do tej pory, ze poswiecalam swoj czas, swjoe zdrowie, swoja energie na inne osoby, a w zamian najczesciej dostawalam niewiele, albo nie to czego chcialam.
Zrozumialam rowniez, że to czego chca kobiety, to nie jest tozsame z tym co chca mezczyzni. A ja wlasnie tak wczesniej postepowalam - zachowywalam sie tak, jakbym sama chciala byc traktowana i niestety mialo to skutek odwrotny ;)

Milego wieczoru albo dnia, w zaleznosci kiedy odczytasz tego maila.

Bark mi slow uznania dla Ciebie ;) narawde dziekuje Ci za to co zrobiles dla mnie. Mam nadzieje, że kiedys bede miala okazje przekazac te wiedze i jeszcze pewnie inne spostrzezenia moim dzieciom... a moim rodzicom wybaczam, bo oni sami sie pogubili i tkwia w swoim zaszufladkowanym swiecie, ktorego ja po prostu teraz juz nie potrzebuje.

Gosia B,

15.06.2011


102.

Dziękuję Ci za to, że nauczyłeś mnie tylu ważnych rzeczy i za cierpliwość, kiedy ciągle jeszcze bałam się skorzystać ze swojej wiedzy:)

Dziękuję za wyjątkowe połączenie prowokacji i ciepła, którymi wręcz zasypywałeś właśnie wtedy, kiedy to było najbardziej potrzebne.

Dziękuję Ci za wszystkie te nocne rozmowy, kiedy pozwalałeś mi się po prostu wygadać a jednocześnie krok po kroku zmieniałeś moje przekonania na temat samej siebie, świata i innych ludzi.

Dziękuję Ci za wszystkie te chwile, kiedy unicestwiałeś moje lęki i obawy, za wszystkie te słowa i zdania zapadające głęboko w pamięć, celne i trafne.

Dziękuję za przywróceniu mojej buzi uśmiechu i za nauczenie mnie szukania tego, co pozytywne w każdym, nawet najpaskudniejszym wydarzeniu.

Dziękuję Ci za naukę śmiania się z siebie, bo kiedy przestały mnie dotykać Twoje "złośliwości" zrozumiałam, że w końcu nabrałam dystansu do zgryźliwości innych.

Dziękuję Ci za wszystkie Twoje wredne komentarze, które przekonały mnie, że cackanie się z sobą i swoimi problemami w niczym nie pomoże, a nawet zaszkodzi.

Dziękuję Ci za wszystkie rozmowy z punktu widzenia faceta, dzięki którym przestałam próbować zmieniać swojego mężczyznę, a zaczęłam go rozumieć.

Dziękuję za wszystkie przegadane godziny, za wszystkie chwile, kiedy znajdowałeś dla mnie czas "znikąd" a szczególnie wtedy, kiedy miałeś dla mnie czas na to, by mnie po prostu przytulić...

Dziękuję Ci za Twój bezcenny czas, który dawałeś mi całymi garściami, wtedy, kiedy tego najbardziej potrzebowałam.

Dziękuję za wszystko to, co zrobiłeś, by pomóc mi poznać siebie, swoje reakcje i żeby mi udowodnić jak cudowne i wyjątkowe, a także jak cenne jest poznawanie samej siebie i jak fascynujące może być:)

Dziękuję, że wierzyłeś we mnie, kiedy inni nie wierzyli i kiedy ja sama przestałam wierzyć...

Dziękuję, że byłeś, kiedy płakałam i nie wiedziałam, nie potrafiłam zrozumieć, czemu płaczę, że byłeś niemiły, wredny, wyrzucałeś mnie za drzwi (na spacer z Szarmutą) i na balkon (żebym w końcu się uśmiechnęła) ale BYŁEŚ

Dziękuję za podsuwanie mądrych książek, dokładnie wtedy, kiedy ich potrzebowałam by zrozumieć to, co naprawdę ważne.

Dziękuję Ci za dystans do moich paskudnych gierek, manipulacji i prób uwikłania w niefajne sytuacje...

Dziękuję za ciepło, jakim mnie obdarzałeś nawet wtedy, gdy mnie porządnie opieprzałeś i nie zostawiałeś suchej nitki na moich poglądach i pomysłach na życie.

Dziękuję Ci za to że JESTEŚ i proszę Cię, zostań właśnie taki... jak najdłużej.

Dziękuję Ci za kontakt do Kristy, jeszcze nigdy Ci za to nie podziękowałam, a chciałam już wiele razy... nawet nie wiesz, ile się zmieniło od tamtej pory... na lepsze.

Chcę Ci podziękować za to, że jesteś jak ten Anioł Stróż z wiersza księdza Jana Twardowskiego:

Nie anioł stróż

mojego Anioła Stróża nie widać
choć nie zazdrości archaniołom
nie strzeże nikogo jak na obrazku
przewraca kładkę po której idę
rzuca w przepaść na zbitą głowę
wyciąga za nogawki
pyta - jak leci
mówię mu nieprzyzwoity po łacinie banał
- Aniele tobie łatwo bo nie masz ciała
ale mnie sempiterna zabolała
nie rozumie strzeżonego Pan Bóg nie strzeże
do Boga idzie się na całego
przez kładkę skopaną
przez miłość która wyszła bokiem
przez rozpacz ze szczegółami
przez korek uliczny w którym ugrzęzło pogotowie z syreną
czasem jak stonoga co pomyliła nogi i stanęła jak noga
tłumaczył i ja tłumaczę ale na obrazkach inaczej


Dziękuję :* :* :*

Małgosia

15.06.2011


101.

Andrzeju,

nigdy Ci za to chyba nie podziękowałam, więc robię to teraz.

Dziękuję Ci za siłę do tego, aby żyć - tak prawdziwie.

Dbaj o siebie, pogłaszcz ode mnie swoją słodką Sunię :))) (uwielbiam Ją!)

Pozdrawiam Cię serdecznie.

Agnieszka

28.05.2011


100.

Andrzeju dzięki Tobie dowiedziałam się, że chcieć to znaczy móc , że marzenia sa po to by je spełniać , a nie tylko o nich
marzyć. Twoje słowa niejednokrotnie, doprowadzały mnie do irytacji i szału:) szlak mnie trafiał jak z każdym kolejnym
razem miałeś rację, trafiałeś w sedno sprawy. 
Dzięki Tobie dowiedziałam się, że nie ma przypadków, że to co spotyka nas w życiu dzieje sie po coś! Te wydarzenia to
takie "drogowskazy" do naszej dalszej drogi. Od nas samych zależy czy pójdziemy na oślep, czy skorzystamy z drogowskazu.
Teraz wiem, że ja sama wpływam na moje życie sama decyduje jak chce je przeżyć.
Andrzeju cieszę się że Cie poznałam, że pokazałeś mi, że moje życie może wyglądać inaczej. Że mogę być szczęśliwa
(wcześniej byłam przekonana, że to takie gadanie, że to jest nie możliwe - a teraz sama mówię) JESTEM SZCZĘŚLIWA!!!
Nie napiszę, że moje życie to teraz pasmo samych wspaniałych zdarzeń, są dni smutne, złe kiedy nachodzą mnie wątpliwości
czy decyzja podjęta jest słuszna, teraz wiem, że w danym momencie tak myślałam i to jest najważniejsze bo życie jest tu i
teraz, zresztą zawsze te złe chwile mogę zmienić i zrobić wszystko by to zmienić i zamienić złe na dobre! 
Dzięki Tobie uwierzyłam, że jestem wartościowa pełną odwagi i siły kobietą. Kiedyś Sophia Loren powiedziała "Jeśli
kobieta jest szczęśliwa, jest też piękna" i tak właśnie się teraz czuję:)
Andrzeju dziękuję Ci za cierpliwość, rozmowy, maile i Twoje książki, mądre książki wracam do nich często i z każdym
razem znajduje w nich kolejne znaki - drogowskazy, które pomagają mi podążać własną drogą zwaną życiem.

Luiza
ps. A i dziękuję, że uświadomiłeś mojemu mężowi, że Żona - to Kobieta:):):)

25.05.2011


99.

Andrzeju,

Bardzo się cieszę, że mogłam poznać Cię osobiście. Mój pierwszy kontakt z Tobą był poprzez Twoje książki ponad rok temu. Wywarły na mnie duże wrażenie i chętnie do nich wracam. Teraz dostrzegłam, że dopiero po spotkaniu z Tobą i ponownym przeczytaniu książki „Nie… chcę żyć” zaczęłam rozumieć co chcesz nam przekazać. Twoje książki są fantastyczne i przede wszystkim motywują i zachęcają do działania. Kiedy w moim życiu prywatnym zaczęło robić się bardzo źle byłeś dla mnie zbawieniem:) Pokazałeś mi nową drogę, nowe perspektywy, a przede wszystkim zaczęłam patrzeć na życie z "szeroko otwartymi" oczami. Nauczyłeś mnie jak wierzyć w siebie i w swoje możliwości. Dzięki temu przestałam porównywać się do innych, wiedząc, że jestem osobą wartościową i godną miłości. Dzięki Twoim „pracom domowym” zaczęłam myśleć, obserwować, dostrzegać zmiany i reagować na nie w ten „zdrowszy” sposób. Przyszłam do Ciebie, aby odszukać siebie, harmonię w życiu i poczuć się ze sobą dobrze, bo czułam, że jeżeli tego dokonam, to później będę lepiej czuła się z innymi. Odzyskałam siebie :) – teraz już wiem jak świadomie wpływać na swoje reakcje, tak żeby nie ranić siebie i innych osób. Dzięki licznym mailom z Tobą dostałam coś więcej – uświadomiłeś mi jak mają wyglądać nasze relacje z bliskimi nam osobami, z naszymi partnerami. Ta świadomość jest cudownym uczuciem, bo czuję, że przestaję błądzić w labiryncie. Masz 100% rację, że to my kobiety kreujemy mężczyzn poprzez nasze zachowanie. Przez ostatni miesiąc zaszło sporo zmian w moim zachowaniu, w moim życiu i wiem, że jeszcze jest sporo do zmiany, aby mój związek nabrał takiego wymiaru, jakiego pragnę. Teraz, dzięki Tobie, już wiem w jakim kierunku mam zmierzać. Buduję dobre relacje ze sobą i z moim partnerem dzięki narzędziom, które mi dałeś:)

Dziękuję raz jeszcze, że pokazałeś mi jak można być „prawdziwą kobietą” i otwieram sie na "nową przygodę", która się rozpoczęła.

Gosia

25.04.2011


98.

Warsztaty...
Przyznaję w pierwszy dzień czułam jeszcze jakis niedosyt...
Po drugim juz nie, na pewno dopełniły to jeszcze nasze spotkania poza szkoleniem (choć wolałabym zostać 
w Warszawie jeszcze dłużej).
Pomogło mi ono zrozumieć, Ty mi pomogłeś zrozumieć (choć to pewnie kropla w morzu) naturę faceta, zdałam sobie
sprawę że popełniłam błąd zwłaszcza próbując mobilizować go do wielu rzeczy w niewłaściwy sposób , na pewno nie
chwaląc go. Zdałam sobie sprawe jak wiele moich zachowań jest przyzwyczajeniem wyniesionym z domu, "prawdy
życiowe" wpojone przez rodzinę-zupełnie nieprzydatne do prawdziwego szczęsliwego życia.Mój kajecik z tego
weekendu będe raz na jakis czas wertować, żeby utrwalić to wszystko:)

Nasze spotkania....
Na początku byłam spięta, moze nie do końca wiedziałam czego się spodziewać. Ale z godziny na godzinę czułam jak
opadają ze mnie te wszytskie złe emocje, te ciężary noszone bez potrzeby przez długie lata, złość, nawet nienawisć
odchodziły...a przyszedł spokój, rozluźnienie. Już dawno temu nauczyłam się cieszyc z każdej drobnej rzeczy którą daje
mi każdy dzień, ale po tych spotkaniach poczułam sie tak lekko...poczułam się jeszcze bardziej szczęśliwa. Sama choć
cieszyłam sie z życia to nie potrafiłam wyrzucić z siebie całej tej złości która mi towarzyszyła po przejściach w moim
rodzinnym w domu. Ile razy tu wracałam czułam się źle, denerwowałam się, a teraz...czuje spokój. czuję że nikt nie
moze mnie już skrzywdzić, ani nawet spowodować u mnie nerwów. Czuję że niezależnie od sytuacji poradzę sobie. 
No i odwagi nawet mam więcej.

Zaufanie....
Zburzyłeś moją chorą teorię, że mam z tym problem:)
Teraz nawet do x mam inne podejście, chcę zaczać od nowa. Na innych zasadach. Wiem, że jesli będziemy razem
bede szczęśliwa i nie będe tak neufna - mam nadzieję, że niedługo to przetestuję:)
Jeśli miałoby sie nie udać to... wiem że też będe szczęśliwa. Pomogłeś mi nauczyć sie budowac wiarę w siebie, 
we własne możliwości.

Pokazałeś mi że "można inaczej":) że można nie żyć przeszłością, pokazałeś mi jak wiele można zmienic jeśli sie tylko
chce. Pokazałeś mi jak to zrobić:) I teraz gdy przychodzi mi do głowy cokolwiek co mogłoby powodować negatywne
emocje to ...zmieniam to w ciągu dosłownie minutki:) potrafię to zrobić bez najmniejszego problemu. Minęły dopiero
trzy miesiące od mojego powrotu z Warszawy - to dopiero początek ...zmian na lepsze:) jestem pełna optymizmu. Jak
prawie zawsze przez ostatnie lata. Tylko teraz uciekły ze mnie te ciężary które czasami, nie za często mnie
przytłaczały...

Andrzej dziękuję Ci z całego serca!!!

EWA

16.03.2011


97.



BEATA

5.02.2011


96.

Bardzo się cieszę, że Cię spotkałam. Znalazłam Cię przez przypadek, bo w Internecie, ale nie przez Twoją stronę (i dobrze).
Początkowo nie zrobiłeś na mnie najlepszego wrażenia: za dużo mówiłeś, za bardzo chciałeś się sprzedać... ale mniejsza o to, bo postanowiłam dać sobie i Tobie szansę.
I dobrze się stało, bo dzięki Tobie, ale nie tylko Tobie, dużo dobrego zaczęło się dziać w moim życiu. Stałam się pewna siebie, odważniejsza, otworzyłam się na ludzi, ale najważniejsze i najbardziej cenne jest to, że odnalazłam siebie, czyli niezależnie od tego, czy będę w życiu sama, czy z kimś, czy będę miała dziecko, czy nie, będzie mi równie dobrze. Bo lubię siebie. Uwielbiam!
Dziękuję.


Emila

31.01.2011


95.

Andrzeju, bardzo mi pomogłeś zrozumieć siebie przede wszystkim i dziękuję Ci za to. Zadając te swoje pytania uświadomiłeś mi czego chcę, a czego nie. Pokazałeś, że szczęście niejedno ma imię, a już na pewno nie Krzysztof:)
Nie umiem opisać co takiego właściwie zrobiłeś, ale podziałało. Twoja książka "Nie...chcę żyć" pozwoliła mi przełamać jakąś barierę, zobaczyć co jest za białym kręgiem - jeśli wiesz co mam na myśli:) Spojrzeć dalej. Zmienić sposób myślenia. Zobaczyć nowe perspektywy.
Zawsze w mailach pisałeś mi co mogę stracić, a co zyskać.
Kończąc mój związek tracę: DEPRECHĘ, ZŁY NASTRÓJ, ŁZY, UPOKORZENIE, WSTYD.
Zyskuję: SPOKÓJ PSYCHICZNY, EMOCJONALNĄ STABILIZACJĘ, MOŻLIWOŚĆ BUDOWANIA POCZUCIA WŁASNEJ WARTOŚCI, SPOSÓB ŻYCIA, KTÓRY MI ODPOWIADA, MORALNE ŻYCIE - W MOIM PRZEŚWIADCZENIU.
Pokazałeś mi co tracę i zyskuję NAPRAWDĘ.
Pokazałeś, że moje życie zależy tylko ode mnie. Tylko ja mam wpływ na to, czy jestem szczęśliwa.
Pokazałeś moje UZALEŻNIENIE od drugiego człowieka.
Kiedy pierwszy raz do Ciebie napisałam myślałam, że jestem pogodzona z tym, co mnie spotkało. Pierwszy tytuł maila od Ciebie brzmiał: "Dziś wiem". Wtedy jednak oszukiwałam siebie (i Ciebie<?> - śmiem wątpić, czy się dałeś:)), że wiem, ale w rzeczywistości nie wiedziałam. Myślę, że DZIŚ - po wielu wylanych łzach i użalaniu się nad sobą w mailach do Ciebie - jestem na dobrej drodze, by dotrzeć do episteme.

Dziękuję Ci za to, że mogłam się przed Tobą otworzyć. Dziękuję za to, że choć czasem wstydziłam się napisać o czymś, to wiedziałam, że mogę. Dziękuję, że nie musiałam się bać pisać prawdy. Dziękuję za to, że mogłam napisać WSZYSTKO i mogłam być pewna, że mnie nie wyślesz do diabła.
DOBRZE, ŻE JESTEŚ.

Monika

29.01.2011


94.

                          DOBRY WIECZÓR:)
      Od spotkania z Tobą minęły już 2lata a mi się wydeje ze to był może miesiąc.Byłam na szkoleniu "huny i rtz" organizowanego przez Ciebie i Ilonkę. Kilka dni temu przeczytałam książkę "Nie chcę żyć", po przeczytaniu której poczułam się jak pierwszy dzień po spotkaniu z Tobą na którym zaczęłam płakać jeszcze co najmniej 2 godziny po szkoleniu w hotelu wtedy coś we mnie pękło. Uświadomiłam sobie że mimo że jestem mężatką to mój zwiazek to jednak samotność we dwoje a płacz to po to aby dano mi spokój. -Ty mi to uświadomiłeś. Pół roku póżniej rozwiodłam się:) i dzień po wyprowadzce męża poznałam wspaniałego faceta z którym jestem do dziś:)
  W połowie książki zaczęłam płakać ,natłok myśli nie dawał mi spokoju w ten dzień nie skończyłam jej czytać bo już wychodziłam do pracy jeszcze w samochodzie przez łzy miałam wrażenie że pada deszcz i przydały by się wycieraczki na oczy:)
    Tym razem płakałam ze szcześcia:) mam cudownego faceta-(przyjaciela), patrzę w lustro bez wyrzutów sumienia ,uśmiechem zarazam ludzi i jestem bardzo szczęśliwa bo poradziłam sobie z problemem dotyczącym spraw łóżkowych dużą cierpliwością i uświadamianiem partnerowi że jest wspaniały, a blokada jest tylko w jego głowie no i udało się:) jest naprawdę wspaniale.

            Andrzeju bardzo Ci za wszystko dziękuję z całego serca i gorąco POZDRAWIAM.

                                                               Kamila

29.01.2011


93.


Dziękuję za pomoc w odkryciu, co znaczy „być sobą”.

Dziękuję za popychanie do realizacji małych i dużych celów.

Dziękuję za pokazywanie, że dużo jeszcze przede mną, choć sporo już za mną.

Dziękuję za przesuwanie niektórych granic poza widnokrąg.

Dziękuję za ośmieszanie tego, co przeszkadza mi żyć, choć nie powinno.

Dziękuję za pomoc w przejściu wyboistej drogi od lęku do spokoju.

Dziękuję za naukę samodzielnego myślenia.

Dziękuję za setki maili, które wywoływały czasami mój uśmiech, a czasami złość, ale zawsze zmuszały do refleksji.

Dziękuję za pokazanie, że można inaczej...

Dziękuję za wirtualną kawę i uczucie, że zawsze mogę się do Ciebie zwrócić ze swoimi sprawami.

Dziękuję... i proszę o jeszcze :)

JP

20.12.2010


92.

Kiedy pomyślę, że wieki temu czytałam te wszystkie podziękowania na
Twojej stronie - nie wierzyłam, że kiedyś sama będę mogła Ci
podziękować. Nic dziwnego: wtedy Cię jeszcze nie znałam;)

Dziękuję Ci z całego serca za te wszystkie Twoje docinki,
przedrzeźnianie tego co i jak mówiłam, za to wszystko co mnie tak
wkurzało ale to właśnie dzięki temu moje myślenie zaczynało iść w
zupełnie inną stronę:) I za to, że niezależnie od tego, jak mi
dogryzałeś, co mówiłeś i jak się wyśmiewałeś z moich przekonań, czułam
się ważna...

Dziękuję za te wszystkie rozmowy w środku nocy, że BYŁEŚ, nawet jeśli
daleko, to chciałeś mnie po prostu wysłuchać. I za te wszystkie
rozmowy, kiedy dzwoniłam do Ciebie smutna, a później o tym zapominałam
i zaczynałam Ci opowiadać, co w moim życiu wydarzyło się dobrego i na
nowo umiałam się uśmiechać.

Dziękuję Ci za Twój czas, który mi poświęciłeś i każdą chwilę, którą
spędziłam z Tobą - przecież to niesamowite, że spotkałam Cię na swojej
drodze, ale teraz wiem - inaczej nie mogło być:))))

Dziękuję Ci za to, że dzięki Tobie znów się uśmiecham, teraz już nie
na niby... i zarażam tym uśmiechem innych, teraz częściej ludzie na
ulicy uśmiechają się do mnie:)


Dziękuję Ci za to, że oprócz planów do osiągnięcia mam teraz również
marzenia i siłę by je realizować:)

Dziękuję Ci za to, że dzięki Tobie przestałam się bać facetów.

Dziękuję Ci za to, że dałeś mi umiejętności zmieniania siebie na
lepsze, innego patrzenia na życie, za słowa prawdy które tak mnie
kiedyś złościły...

Dziękuję Ci za te wszystkie chwile, kiedy mnie przytulałeś, kiedy
ryczałam u Ciebie w kuchni, a Ty mnie przytulałeś albo opieprzałeś...
bez tego nic by nie było takie cudowne jak jest.

Dziękuję Ci po prostu za to że JESTEŚ... i że jesteś takim WARIATEM:)

Małgosia

5.11.2010


91.


Drogi Andrzeju!

                Chcę napisać podziękowania na Twoją stronę www za to jak wspaniale mi pomogłeś, jak uświadomiłeś mi moje powichrowane myślenie i spostrzeganie świata oraz siebie samego. Stwierdzam, że jesteś świetnym ”chirurgiem” który idealnie i precyzyjnie wyciął toczącego moje zdrowie guza – guza który raz nazywał się >>Ten świat jest okrutny<<, innym razem nazywał się >>Nie mogę sobie dać rady z …<<, czy też >>Muszę …<<. Dziękuję Ci za to jak wskazałeś mi jak mam szukać, znajdować, osiągać i jak cieszyć się ze swojego celu; co naprawdę jest tym celem. Dziękuję, że już nie >>muszę<< ale >>chcę<<. Dziękuję za Twoje 5 pytań, które w momencie pozwalają sprawdzić czy dane stwierdzenie jest zdrowe czy chore. Dziękuję Ci za to, że stałem się nowym człowiekiem, który może oddychać pełną piersią i cieszyć się z osiągniętego celu oraz, że wiem jak mogę sobie wyznaczać nowe cele i znajdować drogę do ich osiągnięcia. To jest ”genialne” uczucie. Dziękuję Ci za emocje jakie przeżyłem podczas naszych spotkań i w trakcie czytania Twoich książek. Dziękuję Ci za to, że uwierzyłem w siebie.

To co napisałem powyżej to: TTTTT i ”naciąga” do 100% !!!

Cieszę się, że mogłem Ciebie poznać.

PS Właśnie zauważyłem, że czytając to co napisałem powyżej radośnie się uśmiecham i jest mi z tym dobrze – to też dzięki Tobie!

Sławek P.

31.10.2010


90.

            Andrzeju,

dziękuję za nieprzespane noce, za przejechane stacje w metrze, za kubły zimnej wody, za prześmiewczość, za Twój czas. Za to, że jestem Panią swojego losu, za kontrolę nad własnym życiem, za wyrzucenie moralności do kosza, za orgazmy, za wybuchy śmiechu na steperze na siłowni, na wykładach i w metrze, za wszystkie spojrzenia statystów w filmie zwanym ‘Moje życie'. Za łzy i złość, za naście stron wypisanych cytatów, za wyciskanie soków z każdej chwili, która daje mi radość, za obudzenie mnie z wieloletniego letargu, za maile i wszystkie książki, za to wszytko, o czym teraz zapomniałam, a o czym przypomnę sobie jak tylko wyślę Ci tego maila;)

            Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!!!!

            Zmieniłeś moje życie na lepsze!

Karolina

25.10.2010


89.

Dziękuję Ci, że mogę do Ciebie wysłać maila bez opisywania problemu :)

Dziękuję Ci za te dwa kursy na których byłem, za te cztery dni które mi poświęciłeś tam i za wiele dni, które były szczęśliwsze - dzięki Twoim książkom!

Dziękuję Ci, za to, że tak irytowało mnie to co mówiłeś!
Teraz wiem, że to co mnie irytowało - to była parafraza tego co sam powiedziałem!

Dziękuję Ci, że akceptowałeś i pozwoliłeś mi popełniać błędy!
To było wielokrotnie najbardziej wkurzające i najwspanialsze rozczarowanie.

Dziękuję Ci, że potrafiłeś trafić w czuły punkt i irytować, a jednocześnie wysyłać pozytywną energię w sposób zupełnie magiczny!

Dziękuję Ci, że za "to co dobre dla mnie, nie musi być dobre dla Ciebie".
Bo ja wciąż uważałem, że to co dobre dla mnie, musi być dobre dla innych...
..aż dostałem za to niezłego kopniaka w tyłek ;)

Dziękuję Ci, że jesteś autorytetem i przykładem prawdziwego mężczyzny ;)
Takich jak Ty jest niewiele. Podziwiam to co robisz!

Dziękuję Ci, za to, że jesteś niezwykły taki jaki jesteś ;)

Dziękuję Ci, za skrypty na stronie:
- Za hunę przy której powiedziałem "ŁAŁ! Tego mi brakowało w układance!", a potem stała się punktem wyjściowym do znalezienia Tożsamości
Ho'oponopono :)
- Za terapię prowokacyjną - przy której śmiałem się do łez, bo zrozumiałem, że wcale się ze mnie nie wyśmiewałeś, tylko powtarzałeś moje własne
słowa i nagle nasze rozmowy wydały mi się całkiem zabawne i przepełnione pozytywną energią.
- Za nagranie audycji o związkach - Dzięki niej przypomniałem sobie nasze spotkanie i to czego naprawdę szukam :)

Wiesz. Ostatnio życie stało się nie tylko znośne, ale całkiem fajne!

Gdy rozmawiam ze znajomą, wcale nie zazdroszczę jej chłopakowi, lecz słucham tego co o nim mówi i śmieję się razem z nią :) Bo czuję jak ona się
nim cieszy i to jest taka wspaniała energia, że lubię tego słuchać!
Gdy spotykam dziewczynę, pozwalam jej być taką jaka ona chce, a ona pozwala mi być sobą :) Nie muszę udawać, że jestem taki jak ona, że mam takie
samo zdanie i taki sam gust. Gdy uśmiecham się do niej myśląc "Kocham Cię taką jaka jesteś. Dziękuję Ci!",
rozmowa nagle przestaje być wysiłkiem intelektualnym, a sama płynie :)

Mam też super pracę :) Robię to co lubię. Uczę programowania - takiego praktycznego, z wieloma zastosowaniami. W czasie gdy prowadzę kurs jest wiele zabawy
i humoru.
Cieszę się, gdy widzę, że komuś sprawia to frajdę!

Za pieniądze, które przyszły do mnie jako gratis robienia tego co lubię, kupiłem mój pierwszy samochód :) Nie jest to sportowy wóz z marzeń, tylko taka
zwyczajna srebrna skoda fabia :) Gdy ja polowałem na coś specjalnego na giełdach i w internecie, ona sama się pojawiła!
Ma już swoje 10 lat, ale przejechała tylko tysiąc kilometrów.
Bardzo fajnie spędzało się z nią wieczory w garażu, szlifując każdy mały punkt rdzy i nakładając kolejne warstwy podkładów i lakierów :D, picując
tapicerkę i dolewając jej ulubionych płynów ;)
Ożywiłem ją nowym radyjkiem, a dzisiaj przeszła nasz pierwszy wspólny przegląd :)

Nie wiem po co Ci to wszystko piszę :) Po prostu jestem WDZIĘCZNY! I PODZIWIAM to co robisz, piszesz i mówisz !!!

Nie mogę się doczekać mostów!

Oby tak dalej Andrzeju :)

Pokój od "ja" !

Łukasz Bolda

25.10.2010


88.

Andrzeju,

Dziękuję:)))
Konkretnie za co Ci dziękuje....?
Konkretnie to za OTWORZENIE OCZU że na jednym facecie świat się nie kończy, że aby być szczęśliwa nie potrzebuję nikogo więcej TYLKO SIEBIE, 
że JA ZASŁUGUJĘ NA SZCZĘŚCIE, za obiektywizm, kawę, za swój czas poświęcony dla mnie, za odprowadzenie na przystanek w pewien zimowy wieczór, 
za słowa ciepłe i "kopiące" w tyłek, za szczerość, za to że odpisałeś na mojego maila i nawet za to że zadzwoniłeś do mnie gdy nie potrafiłam trafić do Ciebie i
wskazałeś drogę, choć nie musiałeś. Za to że potraktowałeś mnie nie jak pacjenta, a jak przyjaciela :) za książkę z autografem, za ironię- taką pozytywną, taką
której potrzebowałam by przejrzeć na oczy:)
Za to że po spotkaniu z Tobą potrafiłam napisać mojemu "księciu z bajki" żeby szukał innej księniczki i nie zawracał mi głowy swoimi żalami, smsami, itp.
Za to że poczułam się WOLNA od przeszłości i uwierzyłam że może być lepiej. 
I JEST LEPIEJ. 
JEST BARDO DOBRZE :)))))))))
Miłego odpoczynku :))))))))))))))))))
POZDRAWIAM!!!!!!

Taka jedna Ania ;))

22.08.2010


87.

Andrzeju, prosiłeś, by pisać szczerze, tak od serca, tak jak rzeczywiście czuję. Powiedziałam, że to trudne, bo czuję tak wiele, że nie jestem w stanie tego w kilku słowach wyrazić. A jednak spróbuję:
Dziękuję Ci za to, że namówiłeś mnie, bym zaczęła myśleć i mówić jako "ja" o wszystkich sprawach, kóre mnie dotyczą.
Dziękuję, że dałeś mi narzędzia, abym mogła rzeczywiście być kowalem swojego losu.
Dziękuję, że powstrzymałeś mnie przed zrobieniem kroku w przepaść i pomogłeś znaleźć inną, bezpieczną drogę do celu.
Dziękuję, że otworzyłeś mi oczy na prawdziwe wartości w moim życiu i nauczyłeś czerpać radość z przeżywania każdego dnia.
Dziękuję, że pomogłeś pozbyć się lęku przed ludźmi i życiowymi wyzwaniami, a pokazałeś, że świat jest wielowymiarowy, wielobarwny i każdy ma w nim swoje miejsce-nawet ja.
Dziękuję, że nie jestem już cicha, zagubiona, martwa za życia, ale mam ochotę śpiewać i tańczyć ze szczęścia...
Zwyczajnie, po ludzku, z głębi serca jeszcze raz dziękuję!


Judyta

26.04.2010


86.

Andrzeju, ze wszystkich Twoich książek ta znaczy dla mnie najwięcej. Znalazłam w niej mnóstwo fragmentów, które sobie zapisałam. Czytam je w chwilach zwątpienia. Przypominają mi m.in. że nigdy nie uniknę złośliwych komentarzy od ludzi o małym poczuciu własnej wartości, że odpowiedniejszą rzeczą jest śmiać się z życia niż lamentować J a przede wszystkim, że moje życie nie jest próbą generalną i nie będę mogła go powtórzyć jeśli je zmarnuje. Byłam ostatnio strasznie rozbita. Rozdygotana wewnętrznie co chwilę beczałam. A Ty tą książką przypomniałeś mi kim naprawdę jestem i to że jestem wolna, nawet kiedy nie na wszystko mam wpływ.
Dziękuję Ci za tą książkę i za to, że dzięki Tobie zmieniłam nastawienie do życia. Jak napisałeś: ludzie są nieszczęśliwi, ale mało kto wie, że mógłby być szczęśliwy.
Od pierwszej rozmowy z Tobą wiem, że mogę być szczęśliwa. Ba jestem szczęśliwa :) I to nawet kiedy nie wszystko idzie po mojej myśli.
Dziękuję
S.

16.04.2010


85.

Andrzeju!

Piszę, bo chcę Ci podziękować za najbardziej niezwykłą zmianę w moim życiu, a w konsekwencji za pełniejsze,
piękniejsze życie. Długo zwlekałem z tym listem, bo wydawało mi się, że nie będę w stanie znaleźć słów, które
miałyby oddać to co czuję w sobie.

Przyszedłem do Ciebie z „problemem” przedwczesnego wytrysku tak niedawno, a już zapomniałem jak to było:)
Pewnie też dlatego, że się zmieniłem. Problem” przestał istnieć, a ja dodatkowo dostałem więcej niż mógłbym to sobie wyobrazić.
Pomogłeś mi w niezwykły sposób poznać lepiej siebie, zaakceptować i pokochać to jaki jestem naprawdę. 
Dzięki Tobie jestem wolny. 
Dzięki Tobie dojrzałem. 

A teraz najważniejsze:). 
Dzięki Tobie otworzyłem się na  miłość mojego życia i czerpię z tego związku garściami. 
Jestem z wyjątkową kobietą i mogę ją kochać z pewnością jakiej nigdy nie znałem. Dziękuję za ten wielki dar. 

Cudownie ukierunkowałeś moje życie, stawiając mnie na właściwej ścieżce. 
To jest niezwykłe! Tak jak Ty!

Dziękuję z całego serca,
P. 

22.03.2010


84.

Andrzeju,
spotkania z Tobą są jak przygoda w nieznane, wyruszając w nią nie wiadomo co się napotka. 
Podróż którą odbyłam z Tobą pokazała mi inny świat, pozwoliła otworzyć oczy i sprowokowała do myślenia. 
Uczę się cały czas. 
To co mi pokazałeś wykorzystuję w swoim życiu, nie ukrywam, że jeszcze wiele przede mną pracy.
Fascynujące, tak to były fascynujące doznania, których doznawałam przy każdym naszym spotkaniu czasami miłe, czasami burzliwe, a czasami nie do zniesienia :) 
Tak wielu różnych emocji w krótkim czasie nigdy nie odczułam od zadowolenia, poprzez wściekłość i gorycz.
Chciałam Ci podziękować za czas jaki mi poświęciłeś, za prawdy których nie szczędziłeś pomimo, 
że wcale mi się nie podobały, a przede wszystkim dziękuję za te wszystkie prowokacje które stosowałeś. 
Jesteś aniołem z diabelskim charakterkiem :P 
Dziękuję, że jesteś i że spotkałam Ciebie na drodze mojego życia. 
Dziękuję :* 
Kasia
Genialne….

14.03.2010


83.

 Chciałam Ci podziękować. 
 Po rozmowie z Tobą wrócił mi spokój ducha :-)
  Złapałam dystans do siebie, pracy, facetów, znajomych. 
 Patrzę na to wszystko tak trochę z boku. 
 Jeszcze nie wszystkie sprawy uporządkowałam, ale udało mi się pogodzić z samą sobą. 
  Od półtorej miesiąca jestem spokojna, cieszę się z życia i... jestem szczęśliwa. 
 To najdłuższy okres szczęścia co najmniej od kilku lat :-) Fantastyczne. 
 I pomyśleć, że wystarczyło tylko zmienić sposób myślenia.
  Możliwe, że za 2 tyg. przestanę pracować w firmie, ale zamiast się załamywać od 1,5 miesiąca pracuję 
 z pełnym zapałem i cieszę się z tego co jest. A jak stracę pracę to sobie i tak poradzę. 
  Dziękuję i pozdrawiam serdecznie
 Sylwia 

12.02.2010


82.

Podziękowania dla Andrzeja Setmana co nie wstaje z samego rana

Dziękuję Ci za otwarte oki:) dzięki Tobie widzę świat szeroki

Codziennie wstaję wyspana i dobry humor mam od rana

Bawię się dobrze codziennym życiem i nie zamartwiam się nawet przytyciem

Marcina słucham i rozumiem biedaka, nie myślę już że taki z niego rozrabiaka

Dobre słowo mu powiem i podziw mu prawię a przy tym się jeszcze bardzo dobrze bawię

Rozumiem już teraz te męskie natury i wiem już, jakie z tych facetów kocury

Ściskam Cię mocno i dużo radości życzę, gdyż dzięki Tobie doceniam, co to życie!!

fredzinka

5.02.2010


81.

Andrzeju,

Dziękuję Ci za okazaną mi pomoc. Twoje spojrzenie na świat, które mi
przestawiłeś spowodowało, że zacząłem zauważać rzeczy i ludzi, których
wcześniej nie widziałem. A przede wszystkim siebie i to co robię w
zupełnie innym świetle :)
I muszę powiedzieć, że Twoje książki, warsztaty oraz spotkania z Tobą
są całkowicie wyjątkowe!!! Twoja pasja jest godna podziwu, a podejście
do ludzi niespotykane. Do tego wiara w innych, którą masz w sobie jest
o wiele większa niż w nich samych co jest wspaniałe! Gdybym mógł, to
życzyłbym wszystkim poznawania samych takich osób jak Ty na swojej
drodze życiowej. Obawiam się tylko, że Andrzej Setman jest tylko jeden
:).

Michał Otroszczenko

21.01.2010


80.

Chciałam podziękować sobie :D
Za to, że czytając „Nie…. chcę żyć” dotarłam do samej siebie… 
Za to, że mailując z Andrzejem, który mocno mnie denerwował swoimi uwagami, 
zauważyłam jaka jestem:D
Dziękuję za to, że powstała taka książka jak ”Nie… chcę żyć”. Książka, która daje możliwość
 spojrzenia na siebie z dystansem.. pokazuje błędy… mobilizuje do myślenia…. 
Dziękuję Andrzejowi, za szczerość… za wytykanie błędów bez litości, za bycie wrzodem na tyłku, 
za zdrową krytykę poprzez zabawę:D
Dziękuje, za sprowadzenie na ziemię oraz za pokazanie, że zamiast użalać się nad sobą i 
wkurzać na partnera, można poszukać rozwiązań i przyczyn :D
Dziękuję za otwarcie drzwi i oczu….
Kotki otwierają oczy po 7 dniach od narodzin……jestem człowiekiem,,,, wyszło szybciej……
Dziękuję za bycie…. Po prostu bycie Andrzeju…… Resztę zrobiłam sama :D

Liczę że w przyszłości nadal będziesz pokazywał mi krzywe zwierciadło siebie samej :D
Pozdrawiam
Ola

17.01.2010


79.

Andrzeju - zza morz, oceanow i ladow - z mojego Nadzwyczajnego Swiata na Antypodach -
zycze Pieknych Swiat... 
a w Nowym Roku zycze dlugiej listy marzen i planow do zrealizowania :)
Spelnien w kazdej dziedzinie Twojego Zycia :)
i przy okazji jeszcze raz Dziekuje za moje NOWONARODZENIE :)
za moje Kochane Zycie, za Kazda Chwile Szczescia, ktore doswiadczam kazdego dnia... 
Dzieki Tobie :)
Kazdy dzien zaczynam z drzeniem podniecenia, bo wiem ze cos fantastycznego mnie spotka...
czesto doswiadczam tych motyli w brzuchu, przyspieszonej akcji serca, lez...
bo o Szczescie potykam sie co zakret :)
To Ty obudziles moje Marzenia do Zycia - one sie teraz spelniaja. 
NIgdy nie zapomne tej chwili w Twojej kuchni, gdy pierwszy raz w zyciu odwazylam sie 
o nich powiedziec na glos - to byl moment, w ktorym uwierzylam - 
i co kiedys nalezalo do skrytych Marzen (Australia-swieta pod palma, Nowa Zelandia, Bali,
Wietnam, Indonezja, Tajlandia, Mongolia, Japonia) sa w zasiegu reki :)
Lista Marzen, Celow, Planow na Nowy Rok, Zycie juz powstala - Zycie jest Piekne!!!!!!

Joanna

25.12.2009


78.

Dziękuję za to, że uświadomiłeś mi że to co ja myślę, czuję, mówię, nie jest tak samo odbierane przez mojego męża.
Dziękuję za przedstawienie wariantu na liczbach a mianowicie, że suma 4, nie zawsze powstaje poprzez dodanie 2+2, 
dzięki temu myślę o poszukaniu innych kombinacji aby osiągnąć cel.
Za słowa które są ważne, choć nie umiem przyznaję ich często używać.
Dziękuję że mnie tak długo słuchałeś, za parodiowanie zachowań i poczucie humoru.
Lepiej mi się żyje, dzięki świadomości że jesteś. 

kinga s. z Krakowa

2.12.2009


77.

Jesteś bardzo, bardzo mądry. Dziś, gdy wróciłem do korespondencji sprzed roku, myślę, 
że zabrakło mi wszystkich tych rzeczy* . 
Bardzo, bardzo dużo wiesz o życiu. 
A w każdym razie wiesz o życiu dużo więcej ode mnie sprzed roku i ode mnie obecnego.
Mam do Ciebie ogromny szacunek.
Dziękuję Ci, za twoją dociekliwość i rzeczowość, którą odebrałem rok temu jako bezczelność i chamstwo. 
Dzięki postawie, którą przyjąłeś w korespondencji ze mną, podpuszczaniu mnie i użeraniu się 
z moją pyszałkowatością obnażyłeś mi samemu moją ślepotę. 
Moją pychę i moje przywiązanie do postawy "oszukanego skrzywdzonego".
Dziękuję Ci, że otworzyłeś temu dzieciakowi oczy na to, jakim dzieciakiem był.
Masz rację - życie jest cudowne i barwne, choć naiwne jest myślenie, że istnieje życie bez bólu.
CHCĘ ŻYĆ!!!

Pozdrawiam,
Jasiek

*(Cierpliwości Wiary Odwagi Akceptacji)

Napisałem ten list, żeby Ci podziękować. Bardzo dużo w sobie zmieniłem od
tamtego czasu, jestem przekonany, że gdyby nie rozmowy z tobą,
 1. Nie ustrzegłbym się wielu kolejnych błędów
 2. Miałbym dziś dużo więcej ograniczających przekonań.
Jasiek

23.11.2009


76.

Drogi Przyjacielu,

Być może niewiele czasu mi poświęciłeś a ja Tobie. Ale to co mi przekazałeś, stało się moim „złotym środkiem”. 
Uświadomiłeś mi jedną i jakże oczywistą prawdę:
- ja wybieram
- ja decyduję
- ja sama, a nie ktoś inny za mnie. <radocha>
Dziękuję, że kolejny raz otworzyłeś mi oczy. To takie proste! 
Moje życie. Mój wybór. Moje decyzje. Moje zdanie. Moje myśli.
To wszystko, czego ja chcę i co pozwala czuć mi się tak, jak ja chcę się czuć.
Gorąco pozdrawiam Cię Andrzeju!
Angel :-)

11.11.2009

Kochany Andrzeju,
To już kolejne podziękowanie dla Ciebie, za wyrwanie mnie z „psychicznej śpiączki”.
Kiedy po raz pierwszy się spotkaliśmy, byłam już po wizycie swojej u psychiatry. Zaczynałam swoją drogę z diabłem, 
który mną manipulował. Psychotropy, które brałam od tamtej pory ograniczały moją wolność, logiczność myślenia i trzeźwość.
Kiedy za drugim razem przyjechałam do Ciebie, byłeś zaskoczony. Nie dziwię się. 
Pierwsze spotkanie wskazywało, że zrozumiałam dobrze Twoje słowa, a wskazówki – klucz do szczęścia - które otrzymałam od Ciebie,
chciałam solidnie zastosować w życiu.
Nie chciałeś ze mną pracować. I chociaż było mi w tamtym czasie przykro, dziś nie jest. Jestem wdzięczna Ci, 
że nie chciałeś podejmować pracy z nietrzeźwym człowiekiem.
Zawiodłam wtedy nie Ciebie, lecz samą siebie.
Dzisiaj chciałam podziękować za uświadomienie mi tego, jak bardzo się myliłam, ufając pseudo-psychiatrom, będąc tym ogniwem,
nakręcającym rynek, branżę farmaceutyczną i będąc królikiem doświadczalnym dla testowania lekarstw, które w tamtym czasie ćpałam.
Hm.. nie będę w tej kwestii bardzo odkrywcza, jeżeli powiem, że społeczeństwo karmi się czyimiś problemami, a normy społeczne
przykuwają nas jak „durne barany” do rutyny i szarości życia, bo tak przecież żyje większość.
Dzięki Tobie, odrzuciłam natychmiast świństwa jakie zażywałam. Ograniczały moją wolność. Ograniczały mi możliwość bycia szczęśliwą.
Przez tydzień czułam, jakbym umierała. Potem powolutku wróciłam do równowagi po moich „pigułkach szczęścia”. 
Znowu logicznie myślałam, rewelacyjnie funkcjonowałam, mój mózg pracował jak powinien, moje zachowanie było w porządku. 
Dzięki Tobie, straciłam całkowicie to, z czym kiedyś ciężko było się rozstać.. 
Moją własną ślepotę.
Ze szczerego serca dziękuję Ci Andrzeju.
Nienormalnie szczęśliwa.
Angel.

17.11.2009


75.

Za znalezienie dla mnie czasu, kiedy tego potrzebowałam…

Za to, że podczas każdego spotkania z Tobą czułam się wyjątkowa – nawet wtedy, gdy zapomniałeś, że mam przyjść J

Za wszystkie prowokacje, które pomogły mi spojrzeć na wiele spraw z innej perspektywy...

Za pomoc w uporaniu się z przeszłością i strumienie oczyszczających łez J

Za pomoc w uświadomieniu sobie jaka jestem i, że czas się z tym pogodzić J

Za ciągłe sprowadzanie mnie na ziemię i mobilizacje do dalszej pracy nad sobą…

Za to, że po rozmowie z Tobą nic już nie wydaje się takie pewne, a w szczególności moje przekonania ;)

Za Twoje fantastyczne książki, których chciałabym nauczyć się na pamięć J

Za pomoc w postawieniu pierwszych kroków do bycia szczęśliwą – tak po prostu…

I w końcu za to,  że dzięki Tobie rozpoczęłam cudowną drogę do poznania mnie, siebie, ja…..

 

*************************Dziękuję!*******************************

 J.

26.10.2009


74.

DZIĘKUJE ,że "dałeś mi rodziców " dom nie jest już dla mnie budynkiem a rodzina współlokatorami,
Zanim przyjechałam do Cibie byłam na zakręcie który zatoczył duszące mnie koło .
Dzięki Tobie zakręt znikną ,tak poprostu ,wiem że wszystko zależy odemnie i nie musze
sobie dopierdalać ,nie muszę mieć kontroli nad wszystkim moge poprostu ŻYĆ i jeść :)
Agnieszka

6.10.2009


73.

Andrzeju

Dzięki Ci za to, że pokazałaś, że ja też mogę żyć. Mało tego, nie tylko trwać, ale żyć pełną piersią i być szczęśliwą.

Dzięki Tobie zobaczyłam, że jest różnica między "muszę" a "chcę", poznałam wartość zadawanych pytań i ukrytych komplementów :-)

Pokazałeś mi, że nie warto szukać dziury w całym, obwiniać siebie o zaniedbania innych.

Teraz wiem, że przez to cierpię wyłącznie ja sama.

Andrzeju dziękuję, że dokonałeś czegoś co było niemożliwe, a przynajmniej tak mi się wydawało: uwierzyłam,

że jestem piękna, atrakcyjna, inteligentna, dobra, z poczuciem humoru... i że nie ma sensu robić z siebie przeciętniary.

Nie jestem przeciętna! Jestem wyjątkowa! Teraz to wiem.

A co stało z depresją? Z myślami samobójczymi? Z lękami, które powodują fizyczny ból?

Nie ma ich. Nie są mi potrzebne. Kruszę je jak kamień i wyrzucam do kosza.

Czasami jest mi smutno, czasami łapie mnie chwila zwątpienia... tylko, że szybko staję na nogi i cieszę się, że żyję.

Moje stany już nie ciągną się tygodniami. Szkoda na to czasu. Życie jest zbyt piękne, żeby go tak marnować.

DZIĘKUJĘ.

S.

28.09.2009


72.

Drogi Andrzeju!
Z całego serca dziękuje Ci bardzo, że mogę wygodnie siedzieć sobie przy oknie samolotu 
i patrzeć w chmury. Nie sądziłam, że to możliwe ale sprawiło mi przyjemność czucie 
jak samolot startuje i ląduje. 
I co ciekawe pierwszy raz od nie pamiętam kiedy spokojnie spałam w samolocie! 
Nie przechodzi mnie już ciarka, kiedy myślę o tym, że mam lecieć, nie widzę już w głowie 
jak spadam, i przestało mi się wydawać, że skrzydło za bardzo się chwieje, a później 
się odczepia kiedy lecę:))) 
Pozbyłam się dużego utrapienia, mojej samolotowej fobii, dzięki Twoimi zaklęciom!
Jeszcze raz bardzo dziękuje!
Dorota

16.09.2009


71.

Dziękuję za szczęście najszczególniejsze ze wszystkich szczęść na tej ziemi i poza nią.

Piotr K.

13.09.2009


70.

Aniołku,

Ciężko wyrazić słowami

wdzięczność za troskę i trud

Jesteś jak ANIOŁ zesłany

W mym życiu sprawiłeś CUD!

Z wyrazami wdzięczności za pomoc w odnalezieniu siebie i swojego niezwykłego szczęścia, jak również z podziękowaniem za wspaniałą i bardzo cenną dla mnie PRZYJAŹŃ.

Dziś wierzę, że CUDA się zdarzają. Dziękuję z całego serca za wszystko! :-)

Z serdecznościami!

Marta J.

13.09.2009


69.

Andrzeju,

chcę dołączyć do podziękowań swoją wyliczankę.

Dziękuję więc serdecznie:

- za to, że dostałam to, po co do Ciebie przyszłam, czyli spojrzenie na siebie z dystansu,

- za to, że dostałam też dużo więcej: wewnętrzny spokój i pewność siebie,

- za przypomnienie, że jestem dla siebie najważniejsza, że jestem odpowiedzialna za moje szczęście

- za rozmowę ze swoimi wyobrażeniami, która złamała stereotypy

- za kotwicę, która przywraca mi równowagę i budzi ciepłe uczucia

- za zamianę MUSZĘ na CHCĘ

- za obudzenie mojej uśpionej energii,

- za to, że pomogłeś mi zostawić wannę łez, a wynieść promienny uśmiech :)))

(...) kiedy te trzy kropki w nawiasie życie zamieni w konkretne "coś" - dopiszę dalsze elementy tej wyliczanki.

Pozdrawiam

K.

9.09.2009


68.

Setmanizacja daje wiele do myślenia, jeszcze więcej daje do robienia.

Będąc tu, gdzie jestem obecnie (mam na myśli życie, a nie adres korespondencyjny :P ) nie umiem opisać jaki byłem "przed" spotkaniem Andrzeja. Właściwie dziwie się także wszystkim, którzy potrafili szybko sklecić podziękowania tuż "po"...

Ci z was, którzy wyszli jakoś ostatnio od psychiatry z notką w karcie choroby: DEPRESJA, zapewne wiedzą jaka ona jest. Nie ma sensu jej opisywać.

Ja około 5 lat zasłaniałem się przed światem tą etykietką - bo było wygodnie.

Leże całe dnie w łóżku - no przecież mam depresje!

Nie odzywam się do przyjaciół - no przecież mam depresje!

W szkole nic nie robie - no bo ja przecież mam depresje!

Nie szukam pracy - czy ja już wspominałem, że mam depresje?!

Łyknę dużą ilość proszków, pogapię się w żyrandol i zastanowię się, w jaki sposób chciałbym się dziś zabić - no bo ja mam depresję! wszyscy słyszeli? tak? nie? ktoś nie wierzy? to ja mam papier od pana doktora! on słyszał o tym, że mam depresje!

Mama się mnie pyta "co robisz dziś synku?, ja jej na to "mam depresje", ona dopyta zdziwiona "ale wczoraj miałeś depresje" - no wiem! ale jeszcze nie skończyłem!

Sam Andrzej jest jaki jest. Napisze co ja lubię w nim najbardziej, a dokładniej moje momenty, w których go lubię najbardziej. To są te chwile kiedy ja gadam a on mruga do mnie - i to już :))) starałem się to opisać ale to dla ludzi nie mających z nim kontaktu i tak nie ma większego sensu więc zrezygnowałem :))

Za co ja mu mogę podziękować?

Za jego nieziemską wytrwałość. Za wiarę w drugiego człowieka, za pokrętną moralność i szatańskie sztuczki (haha). Za to, że jest, że mruga i polewa każdemu kawę. Za to, że inspiruje, podpowiada, motywuje, koryguje, opierdala, krzyczy, bije i polewa wrzątkiem (haha). Tu skończę wyliczankę, bo wygląda jak kościelne wyznanie wiary :))

A najlepsze, że to wszystko za co mu się dziękuję możesz na końcu sam sobie wziąć i używać to - czyż to nie fajnie?

"Dostajesz" od niego dokładnie to, o co prosisz. Jak się zorientujesz, że bredzisz i tak na prawdę to chodziło ci o coś innego - to nie bój się prosić o coś innego. Za to też mu dziękuję :))

Uważam, że cokolwiek napiszę, to te podziękowania zawsze będą o krok za tym, co on naprawdę ze mną zrobił. ("ze mną" w znaczeniu bezinwazyjnego oddziaływania zewnętrznego na mój mózg).

Na koniec dziękuję przede wszystkim za to, co dopiero nastąpi w moim życiu:))

Piotr

3.09.2009


67.

André,

Kiedy pisałam do Ciebie pierwszego maila, byłam zakompleksioną „pierdolniętą nastolatką buntującą się przeciwko własnej chujowości”, która uwielbiała sobie dopierdolić przy każdej okazji. Teraz dzięki Tobie z tego opisu zostało tylko „pierdolnięta” :P

Na początku było dużo wątpliwości i nieufności w stosunku do Ciebie. Za dużo. Zachowywałeś się raczej jak ANTYterapeuta, a ja zastanawiałam się, ile zapłaciłeś za napisanie tylu podziękowań na swojej stronie (o ironio, za chwilę sama dołączę do tego stadka dziękujących :P). Ale nie miałam absolutnie niczego do stracenia – moje myśli samobójcze zaczynały być coraz bardziej realne. Zaciskałam więc  zęby i ignorowałam Twoje durne docinki i ironiczne odpowiedzi. Minęło niemało czasu, zanim pojęłam, ze te wszystkie „antyterapeutyczne” rzeczy miały jednak jakiś niezrozumiały sens. I co lepsze – były skuteczne !

 

Po rozmowie z Tobą nic nie wydaje się już takie oczywiste i pewne jak wcześniej...  Zrobiłeś mi w głowie jeden wielki BURDEL i straciłam na chwilę twardy grunt pod nogami. Rozwaliłeś mój światopogląd i wypielęgnowane przekonania, które okazały się nie być tak dobre dla mnie jak myślałam ;) Pokazałeś mi, że jest milion alternatyw, wiele możliwości i sposobów. Nigdy nie głaskałeś po główce (chyba że prowokatywnie :D), a na dodatek, zwaliłeś na mnie całą odpowiedzialność za gówno, w którym siedziałam, wywalając za drzwi wszystkie wymówki !

 

JA JESTEM ODPOWIEDZIALNA ZA MOJE ŻYCIE.

 

I nikt inny.

 

Bolało. Cholernie bolała świadomość, że wszystko zależy tylko ode mnie. Dopiero wtedy poczułam, jak bezpiecznie mi było, kiedy kierowali mną inni ludzi i moje chore poglądy. To tak, jakbyś spuścił z łańcucha psa podwórkowego. Zaczęłam biegać w kółko z paniką w oczach, nie wiedząc zupełnie co ze sobą i tą nową WOLNOŚCIĄ począć.

Ale to był przełom. Powoli zaczęłam myśleć i KIEROWAĆ swoim życiem. SAMODZIELNIE !! :D

André!!!

Dziękuję za wszystko co mówiłeś, pisałeś, robiłeś, choć nierzadko mi się to NIE podobało. Że mnie wkuwiałeś, kpiłeś i prowokowałeś.  Za to, że nie było lekko. Że byłeś momentami wredny i niemiły, a mimo to, zawsze czułam się SZANOWANA i WAŻNA.

Dziękuję, ze nie głaskałeś po głowie. Ale dziękuję też, ze przytulałeś tak czule i CIEPŁO, że czułam się jak mała dziewczynka. Tak bezpiecznie. Tak, ze wiedziałam, że będzie dobrze...

Dziękuję za Twoje fenomenalne (!!!) poczucie humoru, które łamie wszystkie tabu i za wszystkie Twoje niesamowite opowieści, zarówno te książkowe jak te życiowe ;)

Dziękuję za Twoją radość z każdej chwili i optymizm, którym zarażasz. Za to, ze mogłam tę radość modelować, jak i wszystkie inne terapeutyczne rzeczy :)

Dziękuję, za wszystkie rozmowy do rana, w czasie których uczyłeś mnie zdrowo MYŚLEĆ, czuć, dawać i brać. Za to, że dzięki Tobie zdobyłam się na odwagę poznania siebie. Za to, że dzięki Tobie zaprzyjaźniłam się z najważniejszą osoba w moim życiu – ze SOBĄ :)

Dziękuję, za uświadomienie mi, że NIC nie muszę…ale za to ile rzeczy CHCĘ !!! i jeszcze za to, że pomogłeś mi odkryć w sobie Prawdziwą Kobietę i cieszyć się tym…

Dziękuję, że dzięki Tobie poczułam się WAŻNA…

 

Kiedyś szukałam pewności jutra, a znajdywałam tylko kolejne znaki zapytania. Dzięki Tobie mam PEWNOŚĆ, że jutro będzie tak FASCYNUJĄCO (!!!!!) NIEPEWNE i znalazłam jakiś nielogiczny PORZĄDEK w CHAOSIE. Dziękuję.

 

Dziękuję, że słuchałeś, kiedy inni nie chcieli..

Że miałeś SIŁE, kiedy mnie już jej brakowało

Że WIERZYŁEŚ, kiedy inni zwątpili (na czele ze mną...)

Że byłeś, kiedy innych zabrakło...

 

Dziękuję, że jesteś taki POJEBANY DO KWADRATU i „niepoprawny terapeutycznie” :)

 

A przede wszystkim DZIĘKUJĘ, , że dzięki Tobie JESTEM SZCZĘŚLIWA.

Na 120% !!!

Karola

26.08.2009


66.

Za motywację do działania i tego, aby się nie poddać
Za zniszczenie kilku chorych poglądów na mój własny temat
Za mobilizację do spoglądania na życie z innej perspektywy
Za wzbudzenie wiary w siebie i ludzi:)
Za wkurw, który o dziwo, udało Ci się we mnie wskrzesić:)
Za uśmiech dawno nieobecny na mojej twarzy
Za dystans w stosunku do samej siebie
Za prawo jazdy bez trzymanki ;)
Za to, że mogłam się od Ciebie uczyć:)
Za pasję, którą zarażasz
Za genialny humor i kontrowersyjne podejście:)
Za to, że jesteś:)
Dziękuję
Ilona

10.08.2009


65.

Dziękuję, bo w ciągu 2 dni osiągnąłem coś, czego nie osiągnąłem przez ostatnie 3 lata…

a dzięki temu zrozumiałem że nie korzystałem ze swojego potencjału w odpowiednim dla mnie stopniu,

a w tej chwili zdaję już sobie sprawę jak dużo mogę się w życiu uśmiechać. :)

M.

29.06.2009


64.

Dziękuję Ci Andrzeju za to co jedynie w sobie przeczuwałam i za to czego byłam w sobie tak pewna, że byłabym w stanie dać się „pokroić”, a okazało się błahe i nieistotne. Za uświadomienie mi całej nieograniczoności i tajemnicy kryjącej się w moim mózgu (POTĘGA!!!).

Za to, że nazywałeś jak „małpa” we mnie i w każdym z nas kształtuje widzenie świata i jego percepcję oraz za czas, który mi poświęciłeś, chociaż nie musiałeś :) :) :) i za zwrot mojej wyjątkowości.

Jeszcze za to co we mnie dostrzegłeś i za pomysły, które pojawiły się po tym.

To wyjątkowe warsztaty, a jedyne czego żałuję, że nie zdarzyły mi się dwadzieścia lat wcześniej :) :) :) DZIĘKUJĘ

AGAMAT

10.06.2009


63.

Jesteś dla mnie Wielkim Mistrzem.

Gdy popadłem w "wielką depresje", stany lękowe i bezsenność, próbowałem wielu rzeczy;

bioenergoterapii, akupunktury, ziołolecznictwa, a głownie psychiatrii, gdzie z miejsca

przepisywano mi psychotropy.

Żyłem w swojej mrocznej halucynacji, mając myśli samobójcze. Nie wierzyłem już w żadną pomoc.

Aż w końcu poszukiwania zaprowadziły mnie do Ciebie, człowieka który poprzez swą mądrość,

ciepło i świadomość wie jak żyć Radośnie.

Pomogłeś mi zajrzeć w głąb siebie, dałeś mi wspaniałe narzędzia, dzięki którym rozumiem

mechanizmy, które mną kierują. Uwolniłem się od wielu chorych przekonań, fobii i lęków.

Teraz poznaje siebie i jestem bardziej świadomy swoich myśli oraz zachowań.

Poprawiły się moje relacje z ojcem. Stałem się odważniejszym, asertywnym, mającym swoje zdanie,

bardziej wolnym człowiekiem. Poprawiły się także relacje z kobietami.

Teraz już wiem, że cel jest osiągalny, tylko to wymaga pracy.

Zaszło we mnie bardzo dużo pozytywnych zmian i pomimo kilku przystanków, wracam znowu na tor

ku wspaniałej przemianie. Dzięki Tobie tak wiele zrozumiałem. Bardzo dużo Ci zawdzięczam. 

Dziękuję Ci Andrzej z całego seeerca!

Adam

5.06.2009


62.


Irlandia

31.05.2009


61.

Witaj,

Od naszego spotkania minął miesiąc, a ja nadal jestem po wrażeniem naszej rozmowy.. Jadąc do Ciebie zastanawiałam się czy to spotkanie coś mi da.. Teraz wiem.. Zacytuje dobrze znany Ci fragment „..Zdarzają się w naszym życiu takie spotkania, które nagle zmieniają jego bieg. Rozmawiałam z Tobą jeden raz i czułam się jakbyś mi zdejmował ciężar z pleców i przypinał skrzydła..” Dzięki naszej rozmowie zrozumiałam bardzo, ale to bardzo dużo rzeczy, na które miałam wcześniej zupełnie inne zdanie, pogląd, niekoniecznie słuszne.. Sama sobie stwarzałam problemy.. Wystarczyło w niektórych przypadkach zamienić słowo „muszę” na „chcę”.. Teraz bardzo uważnie używam słowa „muszę”, zwłaszcza do mojego syna..

   Chciałam Ci podziękować za to „ćwiczenie” przed lustrem.. Na pozór łatwe zadanie, a jak sobie przypomnę ile się namęczyłam nad powiedzeniem paru zdań to robi mi się nie dobrze.. Teraz codziennie przed lustrem mówię sobie: „Jestem warta żeby być szczęśliwą i zrobię wszystko abym była szczęśliwa”. Staję przed lustrem i mówię sobie, codziennie inną cechę „Ona jest ładna.. Ty jesteś ładna.. JA JESTEM ŁADNA!!!!” Bez mrugnięcia okiem.. Zmieniłeś coś o co ja walczyłam tyle czasu.. Z szarej zakompleksionej myszki, staję się coraz bardziej świadomą swoich wartości i atutów kobietą, która będzie pracowała nad tym tyle czasu aż powie ‘JESTEM INTELIGENTNĄ I PIĘKNĄ KOBIETĄ’ z taką pewnością siebie, że NIKT nawet Ja, nie będzie miał co do tego wątpliwości.. Wiem, że z chwilą, kiedy pokocham siebie, będę mogła pokochać drugą osobę.. I już nie będę się dziwiła, że ktoś może pokochać taka osobę jak Ja…

    Dziękuję za Twoje historyjki, które na pozór wydawały się banalne, a które tak naprawdę niosły ze sobą głęboki przekaz.. Dziękuje za „dopierdalanie mi” z takim szacunkiem wobec mojej osoby że patrzyłam na Ciebie z szeroko otwartymi oczami.. Tak bardzo było mi to potrzebne, tak bardzo chciałam żeby ktoś wyrwał mnie z tego bagna własnych myśli, że jaka to ja jestem zła i niedobra dziewczynka, która gówno z sobą reprezentuje.. Przez chwilę chciałam Cię nazwać „Moim Bogiem, Guru”, lecz po chwili zrozumiałam, że Bogiem i Guru jestem sama dla siebie.. Ty mi pomogłeś to zrozumieć.. Będę Ci za to wdzięczna do końca życia.. Dzięki Tobie patrzę zupełnie inaczej na siebie……..

BARDZO DZIĘKUJE ZA POMOC !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Nina

3.06.2009


60.

Kochany Andrzejku!!

Do dziś pamiętam moment, kiedy w pracy usiadłam nad jakąś "babską prasą" i przeczytałam artykuł o szukaniu własnej drogi.

Pierwszy raz zetknęłam się wówczas z terminem coaching.

Byłam wtedy rozbita, ciągle męczyły mnie myśli samobójcze, od dwóch miesięcy zastanawiałam się jak dalej żyć.

Po ponad dwóch latach kolejnej terapii czułam się coraz gorzej. Wkurzałam się, bo czułam ciężar odpowiedzialności za losy dalszego kontaktu mojego synka z jego ojcem - na co kompletnie nie miałam ochoty, ale wydawało mi się, że taki właśnie MAM OBOWIĄZEK - no i moja ambicja i chorobliwie silne poczucie własnej wartości, które nie pozwalały mi przyznać że przegrałam - własną wizję życia.

No i oczywiście CZUŁAM OBOWIĄZEK I POWINNOŚĆ bycia idealną córeczka tatusia.

Byłam obrażona na cały świat i przepełniona chęcią zemsty za domniemane krzywdy.

Doprowadzała mnie do szału "działalność gospodarcza" - oczekiwałam ściśle określonych efektów w ściśle określonym terminie a niestety, rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

Tego samego dnia usiadłam przy komputerze, wystukałam magiczne słowo "coaching" i po chwili rozmawiałam z kilkoma osobami, którzy wysłuchali co miałam do powiedzenia i podali mi Twój telefon.

Po kilku dniach (dokładnie był to poniedziałek, daty nie pamiętam) odbyłam rozmowę z jedną terapeutką, wyszłam i bez cienia żalu trzasnęłam drzwiami, dziękując za rozmowę.

Było mi szkoda czasu, wiedziałam, że CHCĘ coś zrobić ze sobą, coś zmienić, a nie chodzić na kolejną terapię i produkować sobie kolejne

złudzenia, że może za rok coś się stanie.

W czwartek byłam w Ciebie.

Obce miasto, obcy facet, pytania: "jesteś pewna...", "czy chcesz...", "czy chcesz pracować ze mną...", kompletne przerażenie i ...ogromna ciekawość.

Pewności nie miałam.

Akurat pech chciał, że popsuł mi się komputer, nie pisałam trzy tygodnie i po kolejnej kłótni z ojcem synka zyskałam pewność.

A raczej poczułam bezsilność - bo już nic innego mi nie pozostało. Czułam, że się topię. Wtedy już miałam pewność.

Zafascynowałeś mnie, a Twoje stwierdzenie "głupie baby" zabrzmiało jak komplement, a nie jak obelga.

Jak wiele innych stwierdzeń.

Powiedziałeś - nie ma przypadków.

Nie ma. Byłeś właściwym człowiekiem we właściwym czasie i miejscu, i właśnie tym, którego miałam spotkać.

Zmieniłeś moją przeszłość. Złą na dobrą.

Fakty pozostały faktami, natomiast przestały ciążyć i wiele z nich straciło znaczenie.

Albo nabrało zupełnie innego, nowego.

Moja przeszłość stała się dla mnie przysłowiową kopalnią wiedzy o sobie, o ludziach.

Zniknęło poczucie krzywdy, pojawiło się zrozumienie i czasem nawet współczucie dla "oprawców".

Przestałam nosić cudzą depresję, żyć cudzymi problemami i humorami, odstawiłam leki, znowu zaczęłam coś czuć.

Uwierzyłam, że życie może być dla mnie jeszcze piękne, zwariowane, pełne nieoczekiwanych zwrotów i radosne, poczułam, że rozpad relacji z ojcem mojego synka nie jest końcem świata, mimo, że cień żalu jest i będzie.

Wręcz przeciwnie - to doświadczenie jest przepustką do nowej, lepszej rzeczywistości.

Zaczęłam patrzeć na mężczyzn jak na ludzi, a nie tylko jak na żałosne marionetki, które w końcu nie sięgają mi do pięt.

Doceniłam chwilę obecną.

Pomogłeś mi przejść od "wolności od..." do "wolności do..."

Zrozumiałam, że samotność nie jest najlepszym pomysłem, jeśli w życiu chce się żyć, coś osiągnąć, a nie tylko być biernym obserwatorem, a dopuszczenie mężczyzny bardzo, bardzo blisko może wnieść w życie coś wyjątkowo dobrego.

Na chwilę obecną i na przyszłość. Daje bliskość, spokój, tworzy dobre wspomnienia.

Dziękuję Ci za wsparcie w tych momentach, w których jego potrzebowałam i za ściągnięcie na ziemię, kiedy też to było potrzebne.

Za każdy moment, każdą cenną chwilę, którą spędziłam z Tobą. Za mądre pytania i podpowiedzi, pełne kpiny komentarze, uszczypliwości, za obecność i zwariowane pomysły.

Dzięki Tobie odzyskałam część siebie, że potrafię się pogodzić ze sobą, marzyć i znowu stawać się sobą.

Każdego dnia od nowa.

Dałeś mi pełną świadomość odrobiny szaleństwa, zmienności i przewrotności, które są częścią mnie.

Może tą najważniejszą.

Obudziłeś we mnie znowu wrażliwość na siebie i innych, ale i podatność na zranienia. To też jest dobre.

Dzięki za to, że podchodzę ze spokojem do własnych myśli, akceptuję swoje uczucia, swoją ciekawość życia i czasem nieszablonowe podejście do sytuacji.

Za umiejętność mówienia, co mam do powiedzenia we właściwym dla mnie czasie - nawet, jeśli się narazić na brak akceptacji i odrzucenie ze strony ludzi, którzy mnie tak na prawdę nie chcą poznać - to mała cena za bycie sobą.

Za świadomość, że czasem fajnie i przyjemnie jest nie mieć racji.

I jeszcze milej wrzucić na luz i czasem nie za wiele myśleć - tylko zareagować.

No i fajnie jest żyć bez moralnego kaca czy poczucia krzywdy.

Spowodowałeś to, że wiem, czego chcę od życia i nie muszę SIEBIE przy tym oszukiwać, udawać czy manipulować sobą.

A innymi mogę... troszeczkę.

I zawsze mam świadomość wyboru - działań, odczuć.

Cieszę się, że zdobyłam się na odwagę, złamałam śmiertelny lęk przed "obcym facetem" i te kilka miesięcy temu miałam szansę poznać Ciebie. I siebie. Stać się normalną kobietą.

Było warto.

Dziękuję Tobie, kochany Andrzejku, za wszystko.

Magda_Lena

1.06.2009


59.

Andrzeju dziękuję Ci za to, że umiesz mnie sprowadzić na ziemie jak nikt do Tej pory :).

Dziękuję Ci za to, że uświadomiłeś mi, iż byłam zawieszona między dwoma światami,

a warto być tutaj na ziemi.

Dziękuję Ci, że pomogłeś mi przełamał lęk zarówno do tego, co czuje, jak i do tego, czego bałam sie poczuć.

Moj wewnętrzny wiatr jest niesamowity i juz go w sobie nie będę dusić, nie wiem gdzie mnie poprowadzi,

ale wiem, że to będzie niesamowite uczucie.

Moja wyobraźnia i empatia jest moja siła, nie światem, w którym sie zawieszam.

Dziękuję Ci za to, że wymyśliłeś kawał, który sprawił, że przeżyłam bardzo namiętne chwile z moim kolegą.

Mimo, że nam nie jest pisane być razem, to były jedne z takich chwil, których sie długo nie zapomina.

Inie da się ukryć, że byłeś nieugięty...

Życzę Ci byś zawsze miał w sobie tyle ciepła :)

Ściskam

Gosia

7.05.2009


58.

Niebawem, mam nadzieje, udowodnię Ci naocznie ile dzięki Tobie zmieniło się w moim życiu. A teraz pragnę Ci przekazać parę słów wdzięczności,

a także pragnę podzielić się z Tobą tym, czego nie mogłeś zobaczyć odkąd byłam u Ciebie.

1.Kiedy wracałam od Ciebie przydarzyła mi się pewna śmieszna sytuacja...

Otóż szlam sobie pewnym krokiem ulica wiejska w swoich bucikach na obcasie jakże szczęśliwa i uśmiechnięta! Spojrzałam na te buciki i pomyślałam: „Mimo, że mam buty, za które on zapłacił, teraz moje stopy poniosą mnie tam gdzie ja zechce!” I w tym momencie złamał mi się obcas...Początkowo byłam skołowana, ale po chwili pomyślałam” „Ach! Ty cholero, nie uda Ci się mnie zatrzymać!” Roześmiałam się i poszłam dalej. Obcas poturlał się pod nogi dwóch panów idących z zakupami. Popatrzyli na mnie zdezorientowani, a ja tylko odparłam z uśmiechem na twarzy: „No, co? Mentos!” Roześmialiśmy się i poszliśmy w swoje strony – ja radośnie kuśtykając z obcasem w dłoni – oni – w nieznanym mi kierunku.

2. Nauczyłeś mnie cudownej rzeczy, która praktykuje każdego ranka. A mianowicie, gdy się budzę, z zamkniętymi wciąż ślepkami, rozcieram dłonie i przykładam je do policzków. Nagle zalewa mnie ciepło, energia i radość. Dzięki temu wstaje z łóżka w świetnym humorze.

3.Gdy ktoś mnie wkurza lub, gdy jestem niespokojna wyobrażam sobie łąkę pełna kwiatów, dodaje do niej urocze zwierzątka, cieple słoneczko, czyste niebo i czuje jakbym tam była. To, co mnie zdenerwowało jest jakby za dźwiękoszczelna szyba, ja domalowywuję farbami na szybie śmieszne elementy, aby powód mojego zdenerwowania wydal mi się zabawniejszy.

Dzięki temu zachowuje równowagę, (chociaż jak się okazuje mam problemy z błędnikiem i nie raz idąc po prostej drodze zdarzy mi się stracić równowagę – na szczęście nie ta wewnętrzna).

4. Długo czekałam na to, co teraz ma miejsce.

Wreszcie dogaduje się ze swoja rodzina! Z mama dzwonimy do siebie nie tylko wtedy, kiedy czegoś potrzebujemy, częściej się spotykamy, rozmawiamy poważnie i niepoważnie, ale przede wszystkim już więcej nie wychodzę od niej z płaczem... Jest naprawdę cudownie! Wreszcie widzę, ze mama się zmieniła, nie wiem, co jest powodem... Ale ona zauważyła zmiany we mnie, wiec może sama postanowiła uporać się z problemami (zawsze była uparta i samodzielna)? Wiem tylko, ze odkąd się z Tobą spotkałam wszystko i wszyscy się zmienili...Na lepsze!

Z moim tata tez jest lepiej, może w dalszym ciągu na mnie krzyczy, ale teraz potrafię na to reagować... Nie płacze, nie roztrząsam tego godzinami.

Nauczyłeś mnie asertywności, – dzięki czemu radzę sobie z ludźmi w pracy (tak! Mam prace!), A także ze znajomymi... Ale przede wszystkim z ojcem.

Z Michałem wszystko się świetnie układa, mieszkamy razem i zastanawiamy się czy my, aby jesteśmy normalni, bo jesteśmy tacy szczęśliwi i zgodni, ze aż nas to dziwi, · Ale oczywiście nie mówi tego z obawa, jakby zaraz miało nas spotkać jakieś nieszczęście dla równowagi, a śmiejemy się z tego ze kiedyś będziemy wysuszonymi eksponatami w muzeum, by pokolenia smutasów oglądały nas z rozdziawionymi buziami jako przykład odchyleń społeczeństwa :).

Wreszcie czuje ze otaczają mnie osoby, którym na mnie zależy i które mnie kochają, tak bardzo jak ja je.

5.Zakladam ubrania w innym kolorze niż czarny(to tez jest postęp). Ostatnio nawet wściekło różowy. Wreszcie jestem zauważalna, chociaż czarny przyciąga promienie słoneczne, dlatego wciąż jednak lubię ten kolor :)

6. Pamiętam tamta książkę. Teraz pisze nowa, od krasnala wzięłam nowe kartki i kolorowe kredki.

Dziękuje Ci Andrzeju, za to ze nauczyłeś mnie być szczęśliwa, dzięki temu dostrzegam szczęście w każdej drobinie tego świata.

Marta

14.04.2009


57.

Witaj Andrzeju !

Wielkie DZIĘKUJE za to co dla mnie zrobiłeś. Dzięki Tobie odzyskałam swojego

tatę. Jesteś tak wspaniałym terapeutą, że zrobiłeś to nawet nie rozmawiając ze

mną na ten temat. Więc wyjaśnię od początku. Najważniejsze okazało się zwykle

przytulenie. Przytulając się do Ciebie miałam wrażenie, że przytulasz moje

wewnętrzne dziecko”. Zastanowiło mnie to, uświadomiłam sobie, że rodzice a w

szczególności tata to niewiele mnie przytulał. Najpierw pojawiły się pretensje.

Później jak to ja, zaczęłam sobie to tłumaczyć. Następnie pojawiło się pytanie

czy ja pozwalam by rodzice/ tata mnie przytulali. Okazało się, że to ja sobie na

to nie pozwalam. Kolejne wewnętrzne pytanie: jak ja się odnoszę do taty. No i tu

był prawdziwy szok. Uświadomiłam sobie że od jakiś 25 lat zwracając się do taty,

mówię bezosobowo, nie wymawiając słowo tata. Dopiero teraz, dzięki Tobie, to

zauważyłam. Uczę się teraz mówić TATO, nie jest to łatwe i świadomie pilnuje by

tak mówić.

Ciekawe że jestem dorosłą kobietą a okazuje się że było to dla mnie ważne. Z

tego co wyżej napisałam może wynikać, że mam jakieś trudne relacje z rodzicami

ale teraz to tylko wrażenie, zrozumiałam na czym polegała trudność w tych

relacjach. Dziś mogę napisać że jestem wdzięczna rodzicom za moje życie. Nie

zawsze było to łatwe ale dzięki temu jestem tym kim jestem. Ta bezosobowa forma

w stosunku do Taty to pozostałość z przeszłości, wisiała gdzieś między nami i

bardzo się cieszę że pomogłeś mi to zauważyć, zmieniać.

Cieszę się również, że mogłam Cię poznać, jesteś dla mnie dużym autorytetem.

Z wdzięcznością pozdrawiam i przytulam :)

Agnieszka

7.04.2009


56.

Andrzejku kochany - dzięki Tobie odważyłam się na radykalne zmiany w moim życiu.

Uwierzyłam w siebie, jestem już po rozwodzie i nie płaczę już tyle co kiedyś :). Wychodzę na prostą i żyję :)

DZIĘKUJĘ CI BAAARDZO!!!

Maria

20.03.2009


55.

Dziękuję Ci Andrzeju za to, że:

- po moim ‘byłym’ płakałam tylko 2 dni, a nie 3 miesiące,

- szybko mówię NIE złym nastrojom,

- jestem bardzo pogodna,

- bardziej dbam o siebie,

- czuję się milionerką, księżniczką, wyjątkową osobą,

- umiem powiedzieć dupkom, że są dupkami,

- odświeżyłam kontakty z wieloma znajomymi,

- z większą pewnością siebie wyrażam swoje zdanie,

- chcę żyć na swój niepowtarzalny sposób i nie obchodzi mnie, co myślą o tym inni,

- czuję się pewnie w swojej pracy i wiem, ze jestem dobra w tym, co robię,

- wiem, że mój rozwój zależy ode mnie,

- umiem się śmiać ze swoich błędów,

- potrafię krytycznie spojrzeć na rzeczywistość,

- doświadczenia dużo mnie nauczyły,

- wiem, co w moim życiu jest zbędne,

- zrozumiałam, że mam wybór i to DUŻY!!!

Osiągnęłam więcej niż planowałam!

Jakby któraś chciała stać się księżniczką, poczuć się księżniczką i być księżniczką – to polecam Andrzeja!

Anna Trzmiel

17.12.2008


54.

Andrzeju,

kiedy dzwoniłam do Ciebie pierwszy raz prowadząc auto, by się umówić na spotkanie, do czego gorąco zachęcała mnie moja przyjaciółka, głos mi się łamał i łzy kapały. Mówiłam Ci o tym , czego się dowiedziałam od mojego męża i z czym sobie kompletnie nie radziłam. Czułam się odrzucona, nieatrakcyjna, średnio inteligentna, niebrzydka ale i niepiękna, ogólnie trudna. Taka średnia myszka.

Szybko znalazłeś dla mnie czas. Kilka godzin od razu. Po nim miałam chaos w głowie. Dużo mówiłam, a Ty - nie jak zwykli terapeuci - po prostu wydobywałeś moje śmieszne i chore przekonania i wyrażałeś swoje opinie. Zadawałeś trudne pytania.

Wyszłam w szoku. Wszystko, co sobie poukładałam w głowie, co dotyczyło mojej osoby i moich przekonań dotyczących związków, zostało zburzone. Nie potrafiłam nawet powiedzieć, co takiego Ty mi powiedziałeś, co zrobiłeś. Pamiętam tylko, że 3 dni później, gdy wszystko zaczęło mi się od nowa układać w głowie, poczułam wielką ulgę, zaczęłam tańczyć, wygłupiać się z dzieciakami.

Tak. Wydobyłeś na jaw kilka moich przekonań, które utrudniały mi życie. Mi i moim bliskim. Powiedziałeś kilka zdań dosłownie, które zadziałały. I pokazałeś, jak mam sobie radzić sama. Nie przechodziłam u Ciebie długiej terapii. W moim wypadku naprawdę zadziałała pojedyncza interwencja. Gwałtowna, burząca moje chore przekonania.

Wyniki? Np. takie: okazało się, że jestem mądra, piękna, seksowna, zabawna, zdolna, kochana, kochająca, podziwiana, interesująca :). Że osiągam sukcesy. że potrafię być szczęśliwa. Nauczyłeś mnie mówić sobie dobre rzeczy, nie wiecznie się dołować i udupiać. Dawniej byłam swoim najostrzejszym krytykiem, teraz jestem swoim życzliwym, kochającym przyjacielem. A dzięki temu, że widzę, jak fajna sama jestem, naprawdę dużo łatwiej mi zobaczyć, jak fajni są inni.

Bardzo Ci dziękuję!

Magda

9.12.2008


53.

Długo się zbierałam by napisać Ci o sobie. Nadszedł wszak czas dla mnie miły i łaskawy.

Właśnie teraz wróciłam do pracy. Wygrałam proces o przywrócenie i pracuję.

Jak ostatnio rozmawialiśmy radziłeś mi bym sprzedała dom.

Wystawiłam go na sprzedaż w sierpniu. Jak będzie, czy się uda sprzedać nie wiem ale decyzja zapadła.

Sprzedaż domu pozwoli mi zrealizować moje marzenie o małym własnym mieszkanku :)

Jest jeszcze jedna sprawa, która jest w toku realizacji :) to rozwód.

Od trzech lat spotykam się z mężczyzną, ma na imię Andrzej jestem w nim zakochana i wiem, że nie bez wzajemności.

Pamiętam jak kiedyś napisałam do Ciebie, że jeszcze będę sie śmiała i tak jest.

Wiem z jakim trudem walczyłam o własne szczęście. Myślę, że nadszedł ten czas.

Chcę Ci Andrzeju podziękować za te długie godziny poświęcone mi na gg.

Dziś wiem, co znaczyły słowa "czy zgadzasz się, że namieszam ci w głowie?"

Namieszałeś i to bardzo i za to Ci dziękuję ja i mój Andrzej. Wiesz jak on o Tobie mówi?

"Mój dobroczyńca", bo oczywiście opowiadałam mu o Tobie.

Całuję Cię i wiem, AS ja nigdy o Tobie nie zapomnę :)

Nawiasem mówiąc nigdy nie usunęłam twojego gg :)

Pozdrawiam

 

jolqa

30.11.2008


52.

Dziękuje Ci za to, że mimo iż nie zgadzałam się z Tobą i buntowałam, za każdym razem miałeś racje, co w końcu i ja,
 choć z pewnym opóźnieniem, również sobie uświadomiłam.
I za to, ze dzięki rozmowom z Tobą potrafiłam w późniejszym czasie zbuntować się przeciw swoim lękom i działać,
 dzięki czemu w swoim młodym życiu, w bardzo krótkim czasie osiągnęłam bardzo wiele.
Emilia

6.10.2008


51.

Wdzięczności ciąg dalszy..... :)

Od czasu mojego poprzedniego wpisu minęły trzy lata. Zakończyłam go stwierdzeniem : „....będzie jeszcze więcej” ....(moich osiągnięć).

I jest ich więcej, dużo więcej, a ja nie znajduję słów by opisać nimi ogrom wdzięczności jakiej odczuwam do Ciebie.

Dzięki Tobie zrobiłam KROK do przodu, gdy wydawało mi się, że stoję nad przepaścią i łatwiejsze jest wycofanie się z życia niż pójście do przodu

Dzięki Tobie zaakceptowałam swoje zdolności i już WIEM jak je wykorzystać

Dzięki Tobie odnalazłam brakująca cząstkę siebie zakopaną bardzo .. bardzo głęboko

Dzięki Tobie zrozumiałam jak ważne jest ŚWIĘTO w życiu

Dzięki Tobie pokochałam siebie (wydawało mi się to niemożliwe) :)

Dzięki Tobie zyskałam nową miłość do „starego” męża :)

Dzięki Tobie zyskałam siłę do bycia SZCZĘŚLIWĄ

Krystyna M

2 października 2008 (dzień Anioła Stróża)


50.

PODZIĘKOWANIE

          Kochany Przyjacielu, chciałam serdecznie podziękować za pomoc, jaką otrzymałam od Ciebie, dzięki której jestem teraz szczęśliwą i świadomą swej niezwykłości w zwykłości kobietą i niezmiernie się cieszę, że żyję we własnej skórze. Dzięki Tobie jeszcze mocniej kocham najcudowniejszego pod słońcem męża, cieszę się coraz większą bliskością z nim, ... a za 8 miesięcy zostanę mamą cudownej istotki (Hurra!!!), której pokażę, jak bardzo jestem szczęśliwa i jaki piękny jest ten świat (jak śpiewał Niemen). Uświadomiłam sobie, dzięki Tobie, że jestem jak najbardziej zdrowa, jak najbardziej wyjątkowa, niepowtarzalna, genialna (o!), przepełniona radością, którą dzielę się z innymi i widzę, jak świat pięknieje w moich oczach, a ja wraz z nim (:

         Polubiłam swoje zwariowanie i szaleńczo odkrywam pomijane przeze mnie wcześniej uroki życia.

         Pomagasz bardzo skutecznie, czynisz to z radością, miłością, rozmawiając z drugą osobą, jak równy z równym (a nie jakiś guru, czy święty), dlatego uważam, że jesteś wyjątkowym terapeutą. Będę zawsze pamiętać smak pysznej kawy i te niesamowite obrazy (kto był, ten widział) oraz merdanie ogona Twojej zawsze zadowolonej suczki, a także to, jak pięknie srała.

         Dzięki Tobie odkryłam, że pomaganie to nie wypełnianie jakiejś misji, to nie ciężka praca, a niezwykła zabawa i kupa niekontrolowanego śmiechu w przełamywaniu różnych indywidualnych tabu, to jednocześnie akceptowanie, przyjmowanie innych takimi, jakimi są i zachwyt nad ich niepowtarzalnością, wspólne poszukiwanie rozmaitych możliwości.

          Andrzejku, dziś zaczynam świadome życie, wreszcie otworzyłam oczy, przestałam się bać i szukać nieistniejących problemów - przeszkadzajek (jak ta księżniczka na ziarnku grochu) w galopującym tempie dorosłam do tego, by wziąć odpowiedzialność za swoje życie i wybierać to, co dla mnie jest najlepsze w danym momencie (podążając za głosem swojego serca, korzystając z własnej intuicji i niezwykłej wrażliwości).

         I pozwalam sobie na sukces, wiele rozmaitych sukcesów.

         Dziękuję za nowe, niezwykłe rozumienie przyjaźni, za cierpliwość, totalną obecność, za opowieści różnej treści, historyjki, za wartościowe narzędzia autoterapii i wszystkie książki, które napisałeś (także tą, która jest w trakcie cenzurowania).

         Praca z Tobą to fascynująca przygoda. Zaczęła się dzięki jednemu nieprzypadkowemu spotkaniu.

         Dzięki Tobie odkryłam na szczęście, że nie jestem święta i wtedy otworzyły się przede mną nie jedne drzwi.

         I dziękuję jeszcze za to wszystko, co dla mnie zrobiłeś, a ja jeszcze tego nie zauważyłam.

         Pozdrawiam wszystkich wyjątkowych klientów.

 

Otwarty Przyjaciel i Zachwycona Życiem - Ela

15.09.2008


49.

Dziękuję Ci Andrzeju za to, że tchnąłeś we mnie iskierkę zmysłowości, połączoną z nutą erotyzmu i subtelności, ze smakiem lekkiego dystansu i zapachem pewności siebie, zabarwioną samouwielbieniem i zrozumieniem dla siebie i świata. Może ona już była we mnie? Wiem jednak, że siedziała tak głęboko i tak trudno mi było do niej dotrzeć. A ta iskra to sens mojego życia. Po prostu.

Cudowna Czarodziejka

15.09.2008


48.

Kiedy decydowałam się na skorzystanie z pomocy terapeuty, długo wybierałam osobę, z którą mogłabym pracować. Nie miałam zaufania do tego środowiska i trudno było mi uwierzyć, że można mi pomóc. Pytałam swoich znajomych o ludzi, których znają i mogliby polecić – wciąż jednak nic nie przekonywało mnie, żeby zdecydować się, na którąś osobę konkretnie. Wybór był ważny, najważniejszy. Od wielu lat nie czułam się dobrze sama ze sobą, a od kilku miesięcy miałam stany, które można by określić jako „galopująca depresja”. W marcu tego roku, uznałam, że nie chcę tak żyć, że po prostu nie chcę żyć. Samobójstwo wydawało się najbardziej naturalną decyzją, chciałam ją jednak podjąć bardzo świadomie… wiem jak to brzmi… postanowiłam, że dam swojemu życiu, losowi, Bogu itp. ostatnią szansę i ostatnie pół roku życia (bardzo skrupulatnie wyznaczyłam sobie datę końcową) popracuję nad sobą, robiąc wszystko to co będzie mi kazał terapeuta) żeby nie było, że się nie starałam…) – pewnie i tak się nie uda, myślałam, chciałam mieć jednak satysfakcję, że to ja miałam rację.

O Andrzeju dowiedziałam się od przyjaciółek, które były na Hunie i wyrażały się w samych „ochach” i „achach” o nim. Weszłam na jego stronę i zaczęłam czytać podziękowania, które umieszczały tam różne osoby. Dużo o zmianie podejścia do życia i takie tam bla, bla… (przepraszam, wtedy tak myślałam). Trafiłam jednak na podziękowania od pochwiczek. Facet ma wymierne efekty – pomyślałam – coś jednak konkretnie potrafi zrobić, a nie tylko, że komuś się nastrój poprawił…

Początki – zwłaszcza rozmowy telefoniczne z Andrzejem, nie były łatwe… już na etapie ustalania kontraktu traciłam cierpliwość. Skończyło się na 7 wersji – podobno nie najgorzej J pracowaliśmy do 28 sierpnia.

Nie wiem jak poszczególne osoby to czują, ja mogę powiedzieć bez wątpliwości, że uratowałeś mi życie. Żyję, chcę żyć i cieszę się z tego, że żyję! Jakie zmiany zaszły w trakcie naszych spotkań – zmieniłam tak wiele chorych przekonań, że sama nie mogę uwierzyć, jak ja wcześniej funkcjonowałam. To przełożyło się na: uśmiech na mojej twarzy, poczucie szczęścia… i na wiele rzeczy, które są bardziej namacalne J - pójście na masaż (ja osoba od zawsze mająca problemy z dotykiem), publiczne tańczenie tanga (do tej pory pamiętam jak mówiłam – Andrzej zabiję Cię , wyjdę stąd itd.), 16 kilo mniej (w ciągu 5 miesięcy), świadomość bycia kobietą (piękną kobietą!) i radość z seksu. No i jeszcze sprawy zawodowe… można by wiele jeszcze wymieniać, wielu zmian ja nawet nie dostrzegam tak wydaja mi się teraz naturalne, a widzą je moi znajomi i wciąż słyszę – jak ty się zmieniłaś (i nie chodzi tylko o wygląd).

Andrzej, powiedzieć dziękuję za to, że dałeś mi życie i to model znacznie ulepszony J, to tak niewiele. Dziękuję Ci za cierpliwość do mnie – zwłaszcza w chwilach, kiedy nawet ja sama jej do siebie nie miałam, za Twoje „genialnie…” i inne prowokacje, które pozwalały mi iść do przodu, za ostatni zakład (który jak zawsze przegrałam) i jestem teraz bardzo szczęśliwa, no i jeszcze za niezwykłą mądrość w dobraniu momentu zakończenia naszych spotkań, momentu, który również pomógł mi dokonać ogromnego kroku do przodu. Zmieniłeś mnie, zmieniłeś świat i jest poczucie szczęścia, za które nie da się podziękować. Cieszę się, że stałeś się moim przyjacielem i powtórzę za jednym mądrym gościem – CHOLERNIE CIĘ LUBIĘ!!!

Entuzjastyczna Energia J

PS Napisałam podziękowania, przeczytałam je i pomyślałam, że nie wyraziłam nawet połowy swojej wdzięczności za to co zrobiłeś.

DZIĘKUJĘ, CHOLERNIE CI DZIĘKUJĘ!!!!!!!!!!

8.09.2008


47.

Cześć Andrzeju :) .

Po spotkaniu z Tobą powoli wracam do rzeczywistości - odpisywania na maile, zabawo-pracy przy firmie, nawet porządek wczoraj zrobiłem w

mieszkanku ;) .

Myślałem, że to o czym rozmawialiśmy zabiera mi tylko trochę...

uświadomiłem sobie dzięki rozmowie z Tobą, że rozpieprzało mi całe życie...

Teraz sporo roboty przede mną, żeby wszystko naprawić i budować coś nowego...

coś, co da mi prawdziwe szczęście.

Droga pewnie długa... ale jak myślę o tym związku... dzieciaku... to mam ochotę ryczeć, bo zawsze tego chciałem tylko oszukiwałem się i żyłem halunami... że jestem super, bo pomagam innym, szkolę itp.

Dzięki także za uświadomienie tych etapów... zbyt często chciałem wracać do fajnych chwil, które były...

Czytam sobie powoli Bellę - tego podejścia do przeszłości mi brakowało...

chciałem wrócić do migawek i zdjęć z przeszłości zamiast iść dalej i być wdzięcznym za to, czego doświadczyłem.

Mam jeszcze chaos w wartościach i celach... ale powoli uświadamiam sobie, czego tak na prawdę chcę.

Pewnie na tym polu też długa droga przede mną, ale to moja droga.

Bycia sobą, a nie super hiper enelpowcem, który na zewnątrz jest cudowny a w środku...

Jeszcze jedno... ogromne dzięki za pokazanie, co jest przyczyną a co efektem...

przyszedłem do Ciebie bo miałem nadzieję, że nie będzie to spotkanie na zasadzie nlpowskich ćwiczeń, tylko coś więcej.

Nie dostałem ryby mimo, że po nią przyszedłem. Dostałem wędkę i siłę, by uczyć się jej obsługi :).

Tego potrzebowałem i jestem za to bardzo wdzięczny. Wiem też, że nauczyłem się wielu rzeczy, których nie jestem w stanie zwerbalizować.

Czuję takie fajne ciepło w środku mówiące mi "Jestem z Tobą" :) .

Takie wewnętrzne wsparcie.... nie wiem, może to światełko spójności, której chcę się nauczyć.

Pewnie jeszcze będę pisał czego się nauczyłem i co mi to dało... bo co chwila coś nowego sobie uświadamiam, że jest inaczej, że jest ok.

DZIĘKI.

 

Michał Jankowiak, Kozakiem zwany.

3.07.2008


46.

Najcudowniejszemu Mężczyźnie -

- za to, że pomogłeś otworzyć mi oczy

i poznać swoje pragnienia.

Uczę się być szczęśliwa.

Dziękuję

Natalia Gańko

18.06.2008


45.

Andrzejku,

Przybyłam do Ciebie z krainy wiecznej (jak mi się wydawało) zgnilizny, kalectwa emocjonalnego i ubóstwa uczuć. Z miejsca, w którym żyłam kilka lat, a które wchłonęło mnie całą i wyżerało od środka. Miałam wrażenie, że nie dotknęłam dna -że przewierciłam je na wskroś znajdując się tym samym przed piekielną bramą najczarniejszej nędzy i smutku.

Nie zliczę godzin, które spędziłam w gabinetach terapeutów. Nie zliczę pieniędzy wydanych na psychiatrów i ogłupiacze mające pomóc mi żyć. Pytanie tylko - żyć, czy wegetować w jako takim nastroju?

Historia naszej znajomości jest dla mnie historią wyjątkową. Jak Ty. Jak moment, w którym pojawiłeś się w moim życiu dając mi władzę absolutną nad moim nastrojem.

Być może już bym nie żyła? Albo siedziała w klinice nerwic, gdyż nie podniosłabym się tak szybko po śmierci mamy? Nie chcę zgadywać, co by się działo. Wiem, że byłoby mi bardzo, bardzo źle. A jest dobrze. A jest tak, że czasem budzi mnie w nocy mój własny śmiech. Już nie wstaję rano przerażona ledwo podnosząc się z łóżka. Otwieram oczy szczęśliwa, pełna niewyobrażalnie dobrych emocji.

Dzięki Tobie zrozumiałam, że jestem swoim najlepszym przyjacielem, o którego uwielbiam dbać i którego radość i doskonałe samopoczucie jest dla mnie jedną z najważniejszych wartości. Dziękuję.

Nauczyłeś mnie tak wiele. Nauczyłeś mnie radzić sobie w sytuacjach, które kiedyś byłyby trudne i nie do przeskoczenia. Pokazałeś, jak postępować z facetami, tchnąłeś we mnie nowe życie, dałeś mi coś, co jest ogromnie cenne – możliwość wyboru. Już wiem, że nie muszę postępować jak inni, bo to, co dobre dla kogoś, nie musi być dobre dla mnie. Dzięki Tobie niesłychanie poprawiły mi się relacje z otoczeniem, z ludźmi. Widzę, że jestem lubiana i że inni liczą się z moim zdaniem. Mam przyjaciół, cudownych ludzi wokół siebie, z którymi mogę dzielić swoje radości. A przecież kiedyś wydawało mi się, że wszyscy mnie nienawidzą i że nie mam nikogo bliskiego...

Już nie żałuję, że nie pracowałam, jak trzeba. Że kiedy tylko poczułam się lepiej olałam sobie zadania od Ciebie. To było niezwykłe doświadczenie, które pokazało mi, że tak naprawdę wiele zależy ode mnie. Jeśli pracuję i postępuję zgodnie z Twoimi wskazówkami, to osiągnę to, co chcę. Jeśli nie, to będę się czuć źle, a mój dół, ledwo zakopany na nowo będzie się pogłębiał. Dzięki Tobie wiem, że mam wybór! Dziękuję Ci za to. Dziękuję Ci też za to, że przyjąłeś mnie z powrotem, mimo niedotrzymania ustaleń kontraktu. I za to, że zawsze mogłam na Ciebie liczyć. Czy miałeś wolny wieczór, czy gościa, kiedy byłam w potrzebie Twoje drzwi zawsze były dla mnie otwarte. Niesamowita jest wyjątkowość z jaką obchodzisz się ze swoimi klientami. Mimo wielu gorzkich słów, które usłyszałam, a za które normalnie pewnie dałabym w zęby mam poczucie, że jesteś prawdziwym przyjacielem.

Dzięki, że wyśmiewałeś moje „cudowne” poglądy na temat mój i świata. Kiedy minął czas, w którym buntowałam się, bo ktoś wreszcie w sposób arcymistrzowski pokazał mi, że błądzę i pukam do niewłaściwych drzwi, w duchu śmiałam się razem z Tobą ze swojego poplątania. Ciesząc się jednocześnie, że to nie ja jestem przedmiotem Twoich kpin, a chore myślenie, które przecież można zmienić. Które z Twoją nieocenioną pomocą zmieniłam.

Andrzeju, jak Ty to robisz, że dopierdalasz a jednocześnie odnosisz się z ogromnym szacunkiem do ludzi? Łączysz w sobie paradoksy i robisz to w sposób genialny! Jestem pod wrażeniem pasji, z jaką opowiadasz o tych, którym się udało. Którzy zrozumieli, że nie tędy droga, a Ty im w tym pomogłeś.

Nie spotkałam dotychczas człowieka, który wciąż by mnie zaskakiwał. Ty zaskakujesz. Bawisz się słowami, bawisz się pracując, nauczyłeś mnie bawić się w życiu! Uwielbiam się z Tobą widywać, bo nigdy nie wiem, co przyniesie następne spotkanie – w jaki sposób tym razem pozytywnie mnie zaskoczysz?

Kiedyś unikałam trudności, unikałam rozwiązywania problemów, które nawarstwiały się w zastraszającym tempie, a jedyną metodą na chwilowe pozbycie się ich było zakopanie się w łóżku i obwarowanie stertą poduszek. Teraz mnie one cieszą. Nie poduszki, trudności! Bo kiedy słownik języka polskiego poinformował mnie, że ‘problem’ i ‘wyzwanie’ to praktycznie jedno i to samo piałam z zachwytu. Wyzwania są super i wciąż pokazują mi, jaka ze mnie silna babka. I to dzięki nim poznaję siebie i swoje nie odkryte dotąd, cudowne możliwości! Dziękuję, że nieraz odsyłałeś mnie do słownika, gdy moja interpretacja jakiegoś słowa nie równała się temu, co ono faktycznie znaczy. Teraz już wiem, jak gadać ze sobą, by Ilonka była szczęśliwa i czuła się dobrze. Wiem też, jak rozmawiać z innymi, by lepiej się rozumieć i nie doprowadzać do nieporozumień.

Już nie chcę Cię rozszarpać za miliony pytań, którymi byłam zasypywana na każdym spotkaniu, a przez które dostawałam głupawki biegając jak szalona po Twojej kuchni. Ileż to razy tylko jednym pytaniem przewracałeś mój świat do góry nogami!

Kiedyś myślałam, że to niemożliwe, że abym była szczęśliwym człowiekiem muszę poświęcić długie lata na jakieś terapie i analizy mojego dzieciństwa. A Ty pokazałeś mi, że skoro nie mam wpływu na przeszłość to mogę w pełni skupić się na tym, na co mam wpływ: na teraźniejszości i przyszłości. I wiesz co jest najlepsze? Że to nie boli! Że praca z Tobą jest absolutnie wspaniałym doświadczeniem!

Że nie muszę po raz kolejny przeżywać przykrych zdarzeń, bo, jak to powiedziałeś „nie jest ważne to, jaka byłaś. Ważne jest to, jaka będziesz”. A stałam się wspaniałą kobietą, pełną zalet, pozytywnych cech, wyjątkową. Dziękuję, że pomogłeś mi to dostrzec i wyciągnąłeś z szamba, w którym prawie utonęłam.

Dzięki też za mnóstwo historyjek, które niosły ze sobą głęboki przekaz. Że z pozoru banalna anegdotka wskazywała mi kierunek, właściwy kierunek, którym chcę podążyć. Nie narzucałeś mi nic, prowadziłeś zręcznie pozwalając wybierać moje dalsze działania. Nie ukształtowałeś ze mnie kogoś na swój własny wizerunek „szczęśliwego człowieka”. Pozwoliłeś mi samej zdecydować co jest dla mnie dobre wspierając, ciesząc się z moich sukcesów, prowokując. Nie wrzuciłeś mnie do jednego worka z innymi działając schematycznie. To nie w Twoim stylu. Od zawsze miałam poczucie, że jestem przez Ciebie traktowana wyjątkowo. Dlatego też bez obaw, a z największym spokojem polecałam Ciebie innym mając świadomość, że z każdym z nich będziesz postępował w dokładnie ten sam, a jednak inny sposób – w sposób szczególny i jedyny w swoim rodzaju. I nie myliłam się! Jakże piękne było patrzenie, jak pewna bardzo bliska mi osoba rozkwita dzięki Tobie i raz na zawsze wywala depresję ze swojego życia...

Teraz, dzięki Tobie czerpię niewyobrażalną przyjemność z życia. Kiedy dzieje się coś nieoczekiwanego potrafię przyglądać się z boku swoim własnym reakcjom i znajdywać rozwiązania. Żyję coraz bardziej świadomie ciesząc się każdą chwilą. Każdego dnia uśmiecham się do siebie, a im lepiej czuję się w swoim własnym towarzystwie, tym lepiej inni czują się ze mną.

I wiesz? Odkąd poznałam Ciebie zaczęły się dziać w moim życiu rzeczy niesamowite. Tak wiele spraw układa się pomyślnie, tak wiele pozytywnych sytuacji się wydarza, że czasem staję na środku chodnika i drapiąc się po głowie obmyślam co jeszcze fajnego może się zdarzyć i jak do tego doprowadzić.. a potem to się dzieje! Wszechświat mnie wspiera 

Dziękuję Ci, Andrzejku. Dziękuję za Twoje śmiejące się oczy, za brukselkę, za pokazanie mi, że szczęście jest we mnie. Dziękuję za narzędzia, które mi dałeś, a którymi mogę wciąż i wciąż ulepszać siebie. Dziękuję za pomoc w zrozumieniu, że nic nie muszę, że nie jestem chora, czy zepsuta, że mogę zaakceptować siebie, bo drugiej takiej jak ja nie ma.

Dziękuję za szybkość reagowania, za niebanalną prowokację, za elastyczność, za nauczenie mnie, że jeżeli to, co robię nie przynosi efektu mogę zrobić coś innego. Dziękuję za wyrwanie mnie z codzienności, za pokazanie, że nie muszę działać schematycznie, że jeśli mi się coś nie podoba to nie muszę tego robić, „bo tak wypada”.

Dziękuję Ci za wolność!

Ilona Kaczmarska

8.06.2008


44.

„…ujrzał mnóstwo ludu i ulitował się nad nimi, że byli jak owce nie mające pasterza, i począł ich uczyć wielu rzeczy.”

(Ewangelia wg. św. Marka, 6; 34)

Wszystkie słowa, których używamy, dziękując komuś za uratowanie życia, za odzyskanie własnej godności, za oddanie bezcennego czasu, którego nie żałujesz potrzebującym, za troskę, za poczucie, że jest z nami Przyjaciel, za pomoc w odkryciu, że świat ma więcej kolorów, niż widzą nasze oczy, za poranną tęczę, za motywację, za słodkie, uwalniające łzy, za odzyskanie wolności, za…za wszystko, co dobre, bezcenne, ponadczasowe…za to, że JESTEŚ…

Wszystkie te słowa, którymi umiemy dziękować, wydają się płaskie i banalne, w porównaniu z tym, czym jest kontakt z Tobą i Twoja troska o zagubionych. I Twoja pomoc.

I Twoja skuteczność.

Chcę tu umieścić najbardziej „pretensjonalne” podziękowanie, ale nie napiszę „naj…” o Tobie, bo jesteś tak „Naj…”, że nie zmieściłby tego chyba żaden komputer.

I niektórych przyprawia o mdłości, jak autorkę/autora „esemesa” , ‘2267’ „sympatia”, od której, prawdopodobnie, wychodzą poranieni jej „profesjonalizmem” pacjenci, którzy nie mówią „dziękuję”, bo trudno jest dziękować za kolejne rany i doła po „profesjonalnej” terapii.

Andrzeju!

Dziękuję za Twoją cierpliwość, miłość do ludzi, za to, że pomagasz mi w odzyskaniu wiary w siebie, za to, że pomagasz mi zmyć to całe błoto, którym dałam się oblepić przez 44 lata, za to, że znikają lęki, depresja, że dajesz mi nadzieję, która powoli staje się faktem i dziękuję za Światło. Znów zaczęłam je dostrzegać.

Dziękuję za to, że już nie boję się słowa „terapia”, że przestałam wymiotować, opowiadając o własnych problemach.

Tak się cieszę, że jestem jeszcze w środku terapii, że spotkamy się wiele, wiele razy!

Dziękuję za wszystko, co napisałeś.

Dawno już nie mam Twoich książek, porozrywali mi synowie, znajomi, ciągle gdzieś krążą, każdy każdemu pożycza. Wszyscy, którzy je przeczytali, opowiadają mi,  jak bardzo zmieniło się ich życie, jak cenne jest to, co piszesz.

Dziękuję Ci, w imieniu Twoich czytelników.

Dziękuję za magiczne pióro wieczne, które mi podarowałeś, już działa…fajnie pisze, to właśnie ono, kiedy wykasowały mi się teksty z komputera, sprawiło, że uwierzyłam, że teraz będę pisać lepiej i nie było mi już żal utraty tego, co zbierałam przez kilka lat. Noszę je, jak talizman. Kiedy miewam chwile zwątpienia, biorę je do ręki i przestaję wątpić.

Dziękuję za herbatkę malinową, która zbija moje gorączki, najskuteczniej, kiedy jest parzona Twoją ręką.

Dziękuje Ci za to, że odkryłam jak cenne było moje trudne życie, ile dziś mogę czerpać z własnych doświadczeń!

I dziękuję Ci za to, że dziś tu piszę, co jest dowodem, że nadal jestem wśród żywych, a tak niewiele brakowało...

Dziękuje Stwórcy za to, że jesteś Jego niezastąpionym Narzędziem, że umiesz Go słuchać i jesteś zawsze tam, gdzie On chce, żebyś był.

Jak wiele można się od Ciebie nauczyć!

Dziękuję Ci, Profesjonalny Psychologu, Pasterzu chorych i pogubionych.

Przy okazji, chciałam podziękować moim byłym terapeutom, a zwłaszcza jednej pani, która wyciągała ode mnie pieniądze przez prawie dwa lata za pogrążanie mnie w depresji i uzależnianiu od leków. Dostałam od nich bezcenny dar. Dzięki temu, że brakiem profesjonalizmu ściągali mnie w czarną otchłań, zaczęłam szukać prawdziwej pomocy.

Dzięki nim, odnalazłam Ciebie.

Warto było przecierpieć z nimi te kilka lat, które kiedyś uważałam za stracone. Dziś wiem, że prowadziły do Celu.

Agnieszka Pyzel

30.05.2008


43.

To co napisałam jest prawdą, ale słowa nie oddadzą tego co czuję.

Dziś czuje w sobie taką moc, że aż strach!!!! Dałeś mi coś, czego nigdy w życiu nie czułam.

Moje "ja" urosło do samego słońca, do gwiazd... i wiem, że to nie złudzenie tylko prawda.

Dzisiaj nie boję się przyszłości, a wyzwania są tylko po to by się sprawdzać, marzenia by je spełniać,

a życie by być szczęśliwym..

I najważniejsze.. że szczęście zależy tylko i wyłącznie od nas samych.. nie od naszego partnera, od rodziców, od dzieci,

od tego co posiadamy...To my Tworzymy nasz świat! bez ograniczeń, oczekiwań i bez lęku.

Wkurzałeś mnie nie raz, drażniłeś i irytowałeś... zresztą nie byłam Ci dłużna hehe :)))

ale to dało nam możliwość poznać się tak troszkę inaczej... ciekawiej...

Moim zdaniem możesz grzeszyć na maxa... za to co dla nas (swoich klientów) robisz.. niebieskie bramy

i bar u św. Piotra stoją dla Ciebie otworem!!!!

Buziak i tuloch na przylepca :)))

 

Kasia, ta która w sercu nosi radość, a na twarzy uśmiech...

19.05.2008


42.

Drogi Andrzeju,

Strasznie się cieszę, że w końcu zebrałem się do tego listu.

Chciałem do Ciebie napisać chyba z 200 razy, ale najwyraźniej teraz jest najlepszy moment:).

Nie wiem czy pamiętasz nasze ostatnie spotkanie na Hunie w listopadzie ubiegłego roku.

Byłem wtedy w fatalnym stanie, nie mogłem się pozbierać po zakończonym związku.

Do dziś nie umiem zrozumieć skąd wtedy u mnie zebrało się tak wiele złych myśli, ale nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Przyjąłem tą lekcję i bardzo się z niej cieszę. Ogromnie dużo się nauczyłem, a Ty wspaniale mi w tym pomogłeś.

Zaraz po Hunie czułem się jeszcze kiepsko, ale wyraźnie zauważyłem nowe możliwości.

Każdego dnia pracowałem nad tym czego mnie uczyłeś.

Huna mnie zachwyciła i już miesiąc później byłem kimś zupełnie innym.

Dziewczyna, z którą dawniej łączyło mnie tak wiele różnych emocji (niekoniecznie prawdziwych uczuć)

stała się dla mnie zupełnie obojętna.

Jeszcze dorzuciła swoje parę groszy do tego, żebym czuł się gorzej, ale ja byłem już wtedy mądrzejszy.

Dziękuje jeszcze raz.

Pamiętam przy naszym spotkaniu jak bardzo nisko się oceniałem.

Kilka tygodni później osiągnąłem taki stan pewności siebie, akceptacji i radości z byle czego :)

jakiego jeszcze nigdy nie doświadczyłem.

Kręciło się wokół mnie wiele dziewczyn i w konsekwencji jestem teraz z jedną, naprawdę wyjątkową.

Podchodzę do niej mądrzej, spokojniej, nie szaleje. Czuje się prawdziwie dojrzały w tej kwestii.

Wybacz, że tak się rozpisałem. Piszę o tym wszystkim, żeby wyrazić swoją wdzięczność jak bardzo mi pomogłeś.

Zawsze uważałem Cię za wyjątkowego człowieka. Mentora.

Pozdrawiam serdecznie i gorąco,

 

Piotrek

19.05.2008


 

41.

Czy to przypadek, czy rzeczywiście uczeń spotyka swojego Mistrza, gdy jest gotów na zmiany?

To, że spotkałam Ciebie... nie było przypadkiem... tak być musiało... ja to wiem na pewno...

Ile warta jest wiara w siebie? Cóż takiego ona nam daje? Co dzięki niej możemy osiągnąć?

Moje odpowiedzi brzmią:

Wiara w siebie jest bezcenna! Daje nam godność, możliwości, chęci i umiejętności!

A dzięki niej... możemy osiągnąć wszystko, nawet to... co wydaje się niemożliwe...

Dałeś mi ją... i za to bardzo, bardzo Ci dziękuję...

Dziś jestem kobietą silną, znającą swoją wartość, swoje mocne strony, wiedzącą co chce od życia,

wiedzącą co chce osiągnąć.

Tylko dzięki Tobie nauczyłam się przestać tworzyć chore wyobrażenia o sobie i innych.

Mieć dziwne i irracjonalne spojrzenie na wiele spraw i przestałam wymyślać sobie problemy..

To dało mi radość, wolność i... szczęście...

To tak jakby spadała mi zasłona z oczu, jakbym spojrzała na swoje życie.. otwartymi oczami...

Jestem dziś inna, zupełnie inna... i to Tylko dzięki Tobie.

Dałeś mi też wiarę na przyszłość. Czuję się z nią bardzo bezpiecznie i dobrze... a bajka... niech się spełni...

Zmieniłeś mnie i moje życie... Ja nie zapomnę Ciebie nigdy i mam nadzieję, że Ty także pamiętać będziesz o mnie...

Dziękuję Ci za Twoje książki... i z niecierpliwością czekam na kolejne..  "Tato" :)))))

 

Kasia, ta która w sercu nosi radość, a na twarzy uśmiech...

19.05.2008


40.

Andrzeju!

Bardzo, bardzo dziękuję Ci, że mi dopierdalałeś - gdy złościłam się, wymagałeś - gdy stałam w miejscu i

nie litowałeś się nade mną - gdy płakałam…

Dziś, gdy patrzę z dystansem na tamten czas, to stwierdzam z uśmiechem, że to nie było takie straszne :)

Bardzo, bardzo dziękuję Ci, że zmusiłeś mnie do pracy nad sobą i zmiany mojego chorego sposobu myślenia.

Dziś jestem szczęśliwą kobietą mam wspaniałego partnera, bardzo dobrą pracę i kroczę z uśmiechem

przez życie ciekawa co przyniesie jutrzejszy dzień.

Dziękuję!

Magda F.

27.02.2008


39.

Dzięki, że ukazałeś mi ,,inny świat" relacji męsko-damskich, to bardzo pozytywnie zmienia moje życie. 
Ponoć po 7 latach przychodzi I kryzys małżeński, ja jednak totalnie urzuciłem to przekonanie, 
po 7 latach dogadujemy i szanujemy się lepiej niż wcześniej.
Wiem teraz że SZCZEŚCIE MOŻNA PO PROSTU ROBIĆ, a skoro tak, to już do mnie należy 
czy chce robić szczęście - czy też chcę robić ,,cierpiętnika", 
czy chcę iść do przodu jak burza (bo czuje ze tak się dzieje) – 
czy też chcę brandzlować się ze swoim życiem hahaha.
Ps. Czuje że kończę przebijać jakiś mur, za którym jest niekończąca się droga rozwoju.
Czytać ksiązki jest łatwo, najtrudniejsze jest wybrać jakie i wiedzieć w ,,który mór przyjebać" żeby go przebić. 
Wiem to dzięki Tobie.
 Pozdrawiam Serdecznie
Krzysiek R.

21.02.2008


38.

Dziękuje Ci za ukierunkowanie mnie na zmiany, które w żaden sposób nie musza być czymś wymuszone, 
lecz mogą wynikać z innego, lepszego spojrzenia na siebie. 
Nadal uczę się tego i wierze, że mogę zrobić dla siebie znacznie więcej niż wcześniej mi się wydawało.
To wymaga pracy, bo cały czas rozchodzi się o sposób myślenia i nastawienia do "JA", którą widzę w lustrze. 
Teraz częściej śmieję się do siebie (w lustrze :))), gadam ze sobą, a to znaczny krok do akceptacji swojego "JA".
Dziękuję, że otworzyłeś mi na to oczy :)
 Serdeczne uściski :)))
 Ola

11.02.2008


37.

Trudno jest mi wyrazić, jak bardzo jestem Ci wdzięczna za poświęcony czas,
za cudowne, mądre słowa, za to, że zrozumiałam kim naprawdę jestem...
Zaledwie trzy godziny wystarczyły, abym sobie uświadomiła tak oczywiste
prawdy...
Nawet, jeśli nasz związek się "rozleci", to wiedz, że teraz już wiem jak
POSTĘPOWAĆ w związku, KOCHAĆ, by być SZCZĘŚLIWYM I KOCHANYM, by ta druga
osoba również czuła się SZCZĘŚLIWA i KOCHANA...
Wróciłam do domu lżejsza, o jakieś 1000 kg, to dzięki Twojej POMOCY!!!!
JESZCZE RAZ DZIĘKUJĘ, CUDOWNIE BYŁO CIĘ POZNAĆ.
M

16.12.2007


36.

Dałeś mi z siebie wszystko, czego potrzebowałam: przyjaźń, uwagę, ciepło, serdeczność…
Podzieliłeś się swoją wiedzą, wspierałeś w odkrywaniu samej siebie.
Wiem: Jak wyglądać będzie moje życie - zależy tylko ode mnie.
Jestem. Przeszłość stała się snem Kiedyś tam śnionym. Teraźniejszość - mieni się barwami tęczy. 
Przyszłość jest - nieskończonością...
Dziękuję
Marta

25.11.2007


35.

Dziękuję Ci za to, że dotknęłam Słońca i mnie nie sparzyło, ale wypełniło i trwa na wieki wieków. Amen.

Szczęśliwa Kobieta

25.09.2007


34.

Dzięki Tobie Andrzeju dostrzegłam uroki życia.

Pokazałeś mi czym naprawdę jest życie – nie tylko ciężką pracą i wyrzeczeniem!

Przywróciłeś mi jego sens i nauczyłeś cieszyć się każdą chwilą, nawet tą najmniejszą.

Już wiem, że gdy Marzanna chce, to Marzanna potrafi J

Dzięki Tobie uwierzyłam w siebie.

Stałeś się człowiekiem mającym największy wpływ na moje życie.

Utwierdziłeś mnie, że moja spontaniczność daje mi radość i szczęście.

Dziś jestem kobietą, która wie ile jest warta.

Teraz jestem tego pewna – życie jest piękne!

Dziękuję Bogu, że dał mi życie i pozwolił poznać mądrość Andrzeja.

Marzanna

2.09.2007


33.

Andrzeju,

Szkolenie się u Ciebie jest prawdziwą przyjemnością

Rozmowa z Tobą jest lepsza niż orgazm.

Dziękuję… dzięki Tobie zrozumiałam, co jest dla mnie naprawdę ważne. Zmieniłam całe swoje życie i z każdym dniem, jestem coraz bardziej szczęśliwa.

Wyjątkowemu nauczycielowi życia z podziękowaniami

Joanna Hedrych

25.08.2007


32.

Kochać siebie samego to podstawowa reguła, jakiej nauczyłem się w trakcie naszej rozmowy.

Kochając siebie, zmieniłem całe swoje życie na jeszcze lepsze, osiągając balans na każdym poziomie.

Życzę Ci, Andrzeju, wielu podobnych sukcesów w Twoim, pełnym prowokacji, życiu.

Tomasz Mnich

25.08.2007


31.

Dzień dobry, a raczej powinnam napisać good morning lub afternoon, bo obecnie jestem w Anglii u mojej siostry.....
Wczoraj i przedwczoraj opowiadałam jej o Tobie, jak wiele dla mnie zrobiłeś i jakim jesteś fantastycznym człowiekiem....
Tak jak tysiące innych ludzi, być może ona również do Ciebie napisze, bo wiem, że kto jak kto, ale Ty pomożesz jej na pewno,
tak jak pomogłeś i mnie.
Od naszego spotkania niedługo minie rok, ale nasza rozmowa bardzo wiele mnie nauczyła i dzięki niej wiele zrozumiałam.
Nie wiem czy słowo DZIĘKUJĘ wystarcza, ale ono samo ciśnie się na usta i "palce"...
Uratowałeś małżeństwo moich przyjaciół z Mławy i za o też chciałam Ci bardzo podziękować.
Dziękuję za to, że jesteś!!!
Małgosia.

15.08.2007


30.

...Panie Setmanie... to działa :*

 

...jeszcze zanim sporządziłam tę listę, to już wydarzyło się parę istotnych dla mnie rzeczy...

NIE!!!!! nie, nic się samo nie wydarzyło... to ja sama działałam :))))

...obiektywnie patrząc, to takie małe, niewiele znaczące dla kogoś innego albo i nawet śmieszne  drobiazgi...dla mnie jednak, były to ważne sprawy;)

...ale, najważniejsze!!!... odkąd "się sprawdzam na liście", jeszcze ani raz nie miałam tych chorych przekonań... ani raz nie płakałam, ani raz nie pomyślałam o śmierci, a o mężu myślę ciepło, ale bez cierpienia...

 

...a wiesz co jeszcze u siebie zauważyłam???? to tez wielka zmiana...

...kiedy siostra mnie zapytała, czy to jest możliwe, że mogą mnie zlicytować, a ja odpowiedziałam, że tak, jest takie prawo, to dostrzegłam w jej oczach coś, czemu się dziwie, ale mnie juz nie boli... tym czymś była satysfakcja, że mam też problemy... (ona ma ogromne)... jeszcze kilka tygodni wstecz, wyłabym w poduszki, że ona mi tak źle życzy, byłabym nieszczęśliwa... a teraz nic, nie boli mnie to... rozumiem, że ona ma takie prawo... nie musi mnie lubić, nie musi mi dobrze życzyć... jest mi jej żal, że tylko takie przyjemności ma w życiu... widzieć, że komuś jest gorzej...

 

...nie zabijam się już zmartwieniami na zapas... zaczynam myśleć... i wszystko zaczyna się ładnie układać...juz wiem, że ze wszystkim sobie poradzę... ale też nie zadręczam się robieniem wszystkiego od razu... daje sobie luz... wiem, że mam czas, i pozwalam sobie na komfort załatwienia spraw po kolei...

...w pracy tez pozwalam sobie na 'chwile słabości'... nie jestem doskonała i nie chce sobie udowadniać, że jestem...

...po raz pierwszy od bardzo dawna chodziłam po ogrodzie i sobie podśpiewywałam, jak dawniej... cos tam... nie jest ważne co... nawet w pracy się na tym przyłapałam...

jest mi lekko i dobrze... hehe, nawet schudłam 2 kg bez żadnych diet:)))))

...z samej radości;)

...jest duża szansa, że się polubię:))))

 

...czy się zmieniłam naprawdę?????... mówiłam Ci, że córcia wyjechała we wtorek do Anglii i nie mam od niej żadnej wiadomości, a to jest absolutnie nie do pomyślenia, żeby się do mnie nie odezwała...

...dziś dostałam wiadomość... ona nie ma dostępu do Internetu... tylko tyle...

... wcześniej odchodziłabym od zmysłów... przez ten tydzień chyba bym już pojechała, żeby jej szukać... nawet nie potrafię opisać, co by się ze mną działo, bo to byłyby straszne opisy...

...nie mówię, że o niej nie myślałam... ale też, byłam spokojna... czekałam na wiadomość... i wcale nie czekałam spokojnie, bo ją mniej kocham... kocham ją bardzo, a nawet jeszcze bardziej, bo pozwalam jej żyć tak, jak ONA tego chce...

 

...nie miałam pojęcia, że tak można żyć, że można nie cierpieć, że można nie zadręczać innych moją chorą wyobraźnią...

...nie znajduję, i nie znajdę lepszego dowodu na to, że mój chory lęk o wszystkich, i o wszystko jest już tylko wspomnieniem...

 

...a wiesz, że ja nawet z ciekawością obserwowałam samą siebie... bo jestem inna i taką się lubię...

...wciąż kocham, ale nie cierpię z tego powodu... więcej... dopuszczam, że nie jestem kochana, i co???... i NIC... nie boli:)

 

...a wiesz co jeszcze????...

po raz pierwszy, od tamtego wydarzenia... tak zupełnie bez powodu... znaczy i owszem, żeby mi było przyjemnie... pomalowałam oczęta...

hehe, mam jasne rzęsy i bez tuszowania wyglądam, jak bez nich... ;)

 

...to wszystko jest dla mnie takie nowe... jakbym się narodziła ponownie, jako nowa osoba... szczęśliwa osoba...

Ala.

7.05.2007


29.

Są momenty w życiu, których się nie zapomina - i TY je właśnie TWORZYSZ :-)

Pokazałeś mi, że można Cieszyć się Życiem w każdych warunkach i Niezależnie od Wieku :-)  - to jest TO o czym Ja już trochę Zapomniałem..

Dzięki za tą PRAKTYCZNĄ Lekcję :-) :-)

Jurek M

15.04.2007


28.

20 marca usłyszałam, że to nasze ostatnie spotkanie, że już Cię nie potrzebuję, że dalej sama dam sobie radę… I wiesz co… Ja wiem, że tak właśnie jest. Przecież to życie, to miły spacer po pustyni, a jak piasek wpada do butów, to wystarczy je zdjąć J. No, a jeszcze ta świadomość, że na pustyni są oazy z wodą… Mmmmmmm

Dziękuję Andrzeju. To dzięki Tobie zrozumiałam, że każdy ma taką pustynię jaką sam chce widzieć. To Ty uświadomiłeś mi, że gdy robi się źle, to warto zdejmować buty, a czasami nawet rzucać nimi krzycząc. To był niesamowity miesiąc – niesamowity początek niesamowitego życia J.

Monika

23.03.2007


27.

Podziękowanie

Jesteś pierwszym psychologiem, który zyskał u mnie na tyle duże zaufanie, że zdecydowałem się skorzystać z Twojej pomocy. Nie wiem dlaczego. Być może to, że w szczególny sposób traktujesz tę profesję. Właściwie psychologia nie jest Twoją profesją, jest  życiem. Czuje się coś bardzo głębokiego w tym co mówisz - nie naukowego , nie akademickiego, nie abstrakcyjnego.

Jestem ci bardzo wdzięczny za ukazanie mi jednych z największych wartości w życiu człowieka, przyszedłem  do Ciebie ze sprawą dotyczącą problemów ze snem, ty nie tylko pokazałeś mi jak sobie z tym poradzić, ale sprawiłeś że moje małżeństwo nabrało niespotykanych dotąd blasków. Sam ten fakt sprawia, że czuję się pewniej i wiele problemów z różnych dziedzin rozwiązuje się samoistnie.

Gorąco cię pozdrawiam.

Janusz

20.03.2007


26.

Od wielu lat zajmuję się świadomym samodoskonaleniem głównie za pomocą oddechu i medytacji. Wydawało mi się, że osiągnąłem duży spokój, harmonię i pozytywne podejście do życia. Cały ten komfort prysnął jednak jak bańka mydlana w konfrontacji z życiem – a dokładniej mówiąc z jego cudownym przejawem – moją obecną partnerką. Jej ogromną inteligencja, dążenie do prawdy i wielka miłość do mnie spowodowały, że musiałem skonfrontować się z rzeczywistością. Okazało się, że mimo pozorów człowieczeństwa bardziej przypominałem maszynę z programem komputerowym i własnym zasilaniem. Jego działanie oparte zostało na odrealnionych zasadach, które doprowadzały bliskie mi osoby do wielkiego cierpienia.  Jeśli poziom naładowania akumulatora był wystarczający – byłem pełen entuzjazmu i w stanie swego „szczęścia” raniłem w swej nieświadomości całe otoczenie. Moja Pani doprowadzona do kompletnego rozbicia psychicznego rozpaczliwym rzutem na taśmę postawiła mi ultimatum,  Nie mając wyboru poszedłem na kolejną psychoterapię. Spotkając się z Andrzej chciałem udowodnić sobie i mojej partnerce, że to nie ma sensu. Tym razem miałem ogromne szczęście, gdyż trafiłem na właściwą osobę. Klucz idealnie zapasował do zamka i co najważniejsze otworzył drzwi przez które wyniosłem wiele cuchnących śmieci. Do wielu miejsc w moim domu wpadło, po wielu latach przerwy,  życiodajne światło. 

Teraz jest we mnie pusta przestrzeń pełna nieograniczonych możliwości.  Odkrywanie siebie przypomina podróż w głąb dziewiczej wyspy.  Bardzo dziękuję mojemu przewodnikowi za pomoc w pierwszych krokach na nieznanym lądzie. Za błyskawiczny instruktaż jak używać maczety,  jak się nie zgubić w wyborach dobrej drogi,  za fajne opowiadania i dowcipne uwagi,  które przypominać będę w dalszej  podróży.

Wielkie Dzięki Andrzeju. Zrobiłeś kawał dobrej roboty. Zachciało mi się żyć. Zachciało mi się chcieć. Tak zwyczajnie - po ludzku. 

Wiesław

5.03.2007


25.

Podziękowanie

Andrzeju, dziękuję. Twoje pytanie - dlaczego nie pójdziesz tą drogą, która ci w duszy gra - było mądrą zachętą do zmierzenia się z nim i do zadania sobie innego pytania, a dlaczego nie? Wszak życie, jak ktoś powiedział, jest procesem stawania się sobą na miarę, jaką Bóg dał każdemu. A miara ta jest tak wielka, że tylko podejmując kolejne wyzwania będziemy mogli do niej się przybliżać w kolejnych etapach swojego życia. I nawet jeśli jesteśmy otwarci na nowe wyzwania, często potrzebna nam jest życzliwa zachęta: wsłuchaj się w siebie i idź za tym głosem!!!

Wiesia

11.01.2007


24.

Nie pisałam długo, bo chciałam żeby moje podziękowanie było jakieś wyjątkowe. Ale chyba nie potrafię wymyślić nic wyjątkowego. Byłam w stanie agonalnym, a prawda jest taka, że odnalazłeś we mnie pokłady sił, nauczyłeś odnawiać to co stracone: radość życia , szacunek dla samej siebie itp.. zrobiłeś to szybko i skutecznie dlatego jesteś niezwykły. Zwykłe słowo dziękuje nie wydaje się adekwatne, ale jest jedynym jakie znam. Mam jeszcze parę problemów w życiu, ale usunięty  jest najważniejszy, który blokował rozwiązanie całej reszty. CHCĘ ŻYĆ I WIEM ŻE WARTO. To wielka rzecz. DZIEKUJĘ.

PS Nie chcę nawet myśleć, co by było, gdybym w porę nie dostała telefonu do Ciebie. Pewnie juz bym dziś nie istniała.

 Ania

22.12.2006


23.

Gdy wszystko już nie ma sensu,

Gdy nie widzisz żadnej drogi wyjścia,

Gdy Twoje życie staje nad krawędzią przepaści,

Gdy ukochana kobieta widzi w Tobie największego wroga,

Gdy wiesz na pewno, że wszystkiego już próbowałeś,

Gdy jesteś przekonany, że wiesz co się za chwile stanie

Idź do Andrzeja, a On najpierw Cię wkurzy, a potem otworzy Ci oczy i dopiero zaczniesz żyć!

Nie ma wystarczająco wielkich słów w żadnym ze znanych mi języków, by wyrazić jak bardzo chcę Ci podziękować.

Waldek z Mławy.

6.12.2006


22.

Teraz czas na mnie Andrzeju J

Poznałam Cię... chyba nie przypadkiem? To Zrządzenie Losu sprawiło, że Cię spotkałam, a moja intuicja, że Ci zaufałam.

Roześmiałam się gdy dowiedziałam się, że jesteś psychologiem. Od razu zastrzegłam, że nie potrzebuję terapii.

Nie byłam w depresji, nie miałam lęków, kompleksów, życiowych dylematów. Tyle tylko, że miałam DOŚĆ. Byłam potwornie zmęczona codzienną walką o byt, o względny spokój, wyczerpana pracą, życiem w chorym związku i niepewnością jutra.

I wykombinowałam sobie, że w odpowiednim momencie (nawet wiedziałam, kiedy to będzie) po prostu zniknę, ulotnię się (dokładnie wiedziałam jak). Czekałam na ten moment jak na zbawienie. Wcale się nie bałam; cieszyłam się na tę myśl. Ale o tym dowiedziałeś się “przy okazji”.

Nigdy nie zapomnę Twojej reakcji. Natychmiastowej. Dyskretnej, bo wiedziałeś, że nie życzę sobie ingerencji w moje życie, w moje decyzje.

W różnych sytuacjach, w rozmowach o sprawach istotnych i zupełnie błahych,  albo przy okazji mojego upartego milczenia, uświadamiałeś mi ile jeszcze mogłabym sensownego zrobić, ile fascynujących momentów przeżyć.

Generalnie poczułam się zawstydzona, że ot tak chciałam sobie odpuścić  i uciec od tego życia.

No i  gdybym Cię nie spotkała, już by mnie nie było.

Ale paradoksalnie nie za to że żyję, jestem Ci najbardziej wdzięczna. Tylko za to JAK. Za chwile, za myśli i słowa usłyszane, wypowiedziane i przemilczane. I ciepły gest i .... uśmiech szeeeroookiii J

A tym, którzy szukają pomocy psychologa,  terapeuty, chciałam  opowiedzieć, jak to któregoś popołudnia spotkałam rozpromienionego Andrzeja, który powiedział mi: “Miałem fantastyczny dzień!”. Spytałam: “A co się wydarzyło?”. Odpowiedział: “Właśnie sukcesem zakończyła się terapia pewnej młodej dziewczyny!”

Wtedy do końca przekonałam się, że dla Andrzeja ten zawód to prawdziwa pasja. Ludzie go fascynują. A oprócz tego, że jest profesjonalistą, Andrzej jest po prostu mądrym, szczerym i niezwykle życzliwym ludziom człowiekiem. A to wyjątkowo cenne i rzadkie połączenie.

 

Wierzę, że to wszystko co się dobrego w życiu robi, w jakiś sposób do dawcy wraca. Bardzo na to liczę. Dla Ciebie.

Baaardzo się cieszę, że Cię spotkałam (a najbardziej wdzięczna jest moja córkaJ)

Tania

20.08.2006 


21.

PODZIĘKOWANIA

Dziękuję Ci Andrzeju za uratowanie mojego małżeństwa.

Dziękuję Ci Andrzeju za uchronienie mnie przed wielkim bólem rozstania z mężem.

Dziękuję Ci Andrzeju za danie mi ogromnej siły na walkę o męża.

Dziękuję Ci Andrzeju za danie mi ogromnej siły na pokonanie smutku, bólu, rozpaczy, rozczarowania, wyrzutów sumienia.

Dziękuję Ci Andrzeju za zastąpienie tych niszczących i zabierających chęć życia emocji pozytywną siłą dającą mi radość i nadzieję oraz skuteczne narzędzie walki o miłość.

Dziękuję Ci Andrzeju za obdarowanie mnie nowym, dojrzałym, kochającym, wspierającym mężem.

Dziękuję Ci Andrzeju za naukę bycia nową (chwalącą, wymagającą i wynagradzającą swojego męża) żoną.

Joasia

8.08.2006.


20.

Co bym zrobiła w tym jednym z najtrudniejszych dla mnie momentów w ostatnich latach, gdybym nie spotkała Andrzeja? Nic. Pewnie bym przeżyła, ale nadal stała bym w miejscu. Spotkanie z Andrzejem pomogło mi nie tylko doraźnie otrząsnąć się z fałszywych złudzeń, ale i wykonać poważny krok na przód w rozumieniu mechanizmów powodujących moimi destrukcyjnymi zachowaniami męsko-damskimi. Jest jeszcze wiele do zrobienia ale jak wiadomo, najważniejszy jest pierwszy krok, a Andrzej umie wskazać kierunek, w którym należy go wykonać.

Ten człowiek to niesamowity zlepek, co ja mówię, bomba przymiotów: mobilizujący umysł i wyciszający emocje, szyderczy i kojący jednocześnie, zawodowiec i kolega.

Cała ta egzotyczna mieszanka sprawia, że dowiadujesz się, że Twój problem jest rozwiązywalny i na dodatek klucz do rozwiązania leży w Twoich rękach, tylko musisz uruchomić swoje „trzecie oko”.

Taśka

28.07.2006.


19.

znalazłem Cię dzięki nlppolska ogłoszeniu Twojego szkolenia

super ze działasz,

super, jeśli wrócisz pamięcią, ze byłeś w Instytucie Psychiatrii kilka miesięcy temu

słyszałeś już od kogoś? widziałeś na pewno- że lepiej funkcjonują, może dali odczuć...

niesamowicie rozwalasz negatywne przekonania,

i dziękuję Ci za to bardzo i sorry ze przyjąłem Cię wtedy tak a nie inaczej-

ale masz teraz czytając- dobrą reakcję zwrotną tego co w tym czasie wykonałeś

od tego właśnie czasu gdy zadziałałeś Ty, kilka tygodni później jeszcze dołożył swoje 3 grosze odpowiedzą na emila Twój przyjaciel Mateusz- budując równie fajnie bo nie mógł wtedy będąc w stanach, ale byłeś Ty

wykonałem kilka mocnych stabilizujących kroków i działam dalej:)

a/ znalazłem wspaniałą Izabelę,

b/ tworzę fajne choć proste ale do przyszłości i rozszerzając cele,

c/ wyprowadziłem się do Krakowa- gdzie jak będziesz, zapraszam (mobile na dole emaila)

d/ przełamałem się i  jeżdżę po Polsce jak Ty autem- bajka

e/ niedługo praktyk nlp- czyli tak jak lubię- staję się lepszy w działaniu z pacjentami niż psycholog i psychiatra szkoły wyższej daty starej

i jako użytkownik tej placówki, moooocno będę naciskać w tym kierunku- że można jednak lepiej :P

f/ i to co być może Cię zainteresuje, robię strony we flashowej oprawie

tym razem ja mogę pomóc, jeśli chcesz przemodelować swoją www.setman.pl

cokolwiek by się nie działo- wiem, że

można inaczej

;-)

Działaj Dobry Człowieku

i pozdrów ciepło swojego czworonoga, którego karmę przywiozłeś w kurtce, tworząc kwadratury pedigree coby nie wnikać w głębię innej wizji ;-)

Sebastian

12.10.2006 

 


18.

Kochany Andrzejku!

Od ponad pół roku zabieram się, by Ci podziękować. A ponieważ tak wiele dla mnie zrobiłeś i jesteś najwspanialszym terapeutą i przyjacielem, to chciałam napisać najwspanialsze podziękowanie. Nie bardzo wiedziałam i nadal nie bardzo wiem jak, więc może nie wyjdzie mi to najwspanialej, ale najszczerszej jak potrafię.

Liceum ukończyłam w Stanach. Co roku wydawana tam była tzw. Yearbook ze zdjęciami wszystkich uczniów. Dwunastoklasiści pod zdjęciem umieszczali „złote myśli”. Były to zazwyczaj cytaty znanych osób. Pamiętam, a było to bardzo dawno temu, bo w 1977 roku, wybrałam sentencję Ks. Kardynała Stefana Wyszyńskiego, która brzmiała mniej więcej tak: „Każda wielka i wartościowa rzecz przychodzi z trudem i mozołem. Tylko błahe i nieważne rzeczy przychodzą łatwo i bez wysiłku”.

I wydaje mi się, że to motto towarzyszyło mi przez całe życie. Naharowałam się strasznie przez wiele lat. A to jest kompletna bzdura i nieprawda (z całym szacunkiem dla Ks. Kardynała).

Pokazałeś mi i nauczyłeś (i to w przyspieszonym kursie w jedno popołudnie), że jeśli czegoś się naprawdę chce, ale tak naprawdę, to można to osiągnąć niemalże od razu i nie potrzeba różdżki czarodziejskiej.

Nie ma limitu.

Nie ma rzeczy niemożliwych.

I wszystko jest tak proste i niejednokrotne.

Nauczyłeś mnie jak łatwo jest przebaczać innym i sobie, jak łatwo jest zatroszczyć się i pielęgnować swoje szczęście.

Zastanawiałam się z niedowierzaniem (ostatecznie te parę klas skończyłam), … że ja na to wcześniej nie wpadłam. Przecież to takie proste i oczywiste. Potem przychodzi złość. Kuźwa, czemu ja to sobie sama tak komplikuję.

Nie będę się tu rozpisywała, jak ja to po ‘mistrzowsku’ wszystko pogmatwałam, skomplikowałam, posupłałam ‘z trudem i mozołem’. Oczywiście wina nie była po mojej stronie.

The bottom line” czyli podsumowując, dzięki Tobie stałam się szczęśliwą kobietą. I umiem w końcu dbać o swoje szczęście. Pielęgnuję je i na dzień dzisiejszy, jestem przekonana, że nikt i nic nie jest w stanie mi w tym przeszkodzić.

Dzięki Tobie mój stosunek do Rodziców, głównie jakieś takie różne żale i złości do moich Rodziców prysły (co za ulga!!!), a moja miłość do Męża wciąż się potęguje.

Jestem w pełni szczęśliwa.

Na koniec muszę jeszcze dodać, że ja zaufałam Tobie całkowicie i ‘poddawałam się’ Twoim metodom terapeutycznym. Byłam dobrym i posłusznym ‘pacjentem’. No i wyszło mi to na dobre. Dzięki, jeszcze raz dzięki.

A wszystkich, którzy to przeczytają, namawiam z całego serca, by zadzwonili do Andrzeja i się z Nim umówili na sesję terapeutyczną.

On potrafi działać cuda.

Maria.

15.07.2006.


17.

 Wolisz w punktach czy opis?

Tyle było tego, że można by w punktach, opis bardziej literacki, zresztą jesteś rzadkim połączeniem umysłu ścisłego i humanistycznego, więc 2 w jednym. Powiedziałeś, ze w życiu nie ma przypadków, no ale nasze spotkanie było naprawdę czystym przypadkiem, to osobna historia nawet na opowiadanie. A więc to Ty przyszedłeś do mnie sam z siebie, ja Cię nie szukałam, a że akurat miałam problemy...., któż ich nie ma. Tylko, że ja nigdy bym nie szukała psychologa, no skąd, a tu sam do mnie przyszedł jak miałam:

a/ nerwicowe uciski serca

b/ przychodzące co noc od paru lat regularnie zjawy

c/ niepokój duszy to mało; ciągły strach, strach przed wszystkim

d/ izolacja czyli brak kontaktów z ludźmi, no wypróbowane w boju jednostki, jedna jednostkowa osoba

e/ związek z psychopatą, nie, wielka miłość, na granicy przetrwania

Czy taka osoba jak ja powinna dalej żyć? Jak z tym żyć? I jak długo?

Niepodatna niestety na nałogi, które pomagają. Nie znałam takich wynalazków jak psycholog, bo ja ze wsi. Czystej mazurskiej, a do psychologa raczej zawozili jak już nie dało rady. No i zjawia się tu taki, na którego po paru słowach zaczynam dziwnie patrzeć, bo od czasów studiów z nikim tak nie rozmawiałam, prawie ćwierćwiecze. Dziwny gość, tak mówi, że się go słucha??? I to z zainteresowaniem???. No dobra. Bye, bye, ja mam swoje problemy, swoje życie i dam sobie radę. Jak może mi ktoś pomóc tylko słowem? Bzdury. Ja generalnie jestem wrażliwym materiałem, jednocześnie nieodpornym na wpływy innych i na to jestem skazana, na targanie, na wzloty i upadki i na cierpienie w samotności, dla idei chociażby. Każdy materiał ma swoją wytrzymałość. Przyszła kryska i na mnie. Nie, ja nie mam Andrzej problemów, ja tylko chcę pogadać. Już na drugiej, trzeciej rozmowie wszystko zaczęło wychodzić. Ze mnie. I odchodzić. Nie mogłam tego zrozumieć. Najbardziej z tymi zjawami.

To, że od kilku lat codziennie budziły mnie w środku nocy i śmiały się, obserwowały mnie - to dla ciebie f a s c y n u j ą c e!!! Zaraz, zaraz i ja mam z nimi pogadać, bo ciebie to bardzo interesuje? No dobra, zapytam o co im chodzi jak już tak chcesz.

No i co?

Kicha.

Właśnie wtedy się nie zjawiły, nic nie rozumiem, więc zrobię zawód Andrzejowi??? Wtedy poczułam ciebie, stałeś za oknem

i nikogo więcej. I nigdy nie wróciły. Ostatnio, gdy miałam problemy, budziło mnie coś za oknem, ale nikogo nie było.

Tak to można żyć!!!

Nie muszę mówić, że serce też odpuściło, zimą lekarz gdy mnie badał chwycił się za serce, a latem robiłam badania -  serce jak dzwon.

Powiedziałeś, żebym pozwoliła innym podejść do siebie. Nie żebym ja wyszła do ludzi, to bardzo subtelna różnica, to jedna z twoich genialnych myśli wg mnie, wyłapywałam ich dużo przy okazji. Nigdy bym nie szukała ludzi dla samego przebywania, żeby nie być sama, bo nie potrzebuję, ale właśnie wtedy zjawiły się dwie wyjątkowe osoby i zaczęłam z nimi rozmawiać, coś nowego. Ja zaczęłam mówić o sobie i nawiązała się między nami wyjątkowa więź.

No i ostatni podpunkt. Wielka miłość na szczęście dla mnie ma swoje życie, a ja swoje. Najgorzej przejść przez moment uwolnienia od takiej osoby, żeby było bez ofiar, bez ran kłutych i szarpanych, żeby normalnie funkcjonować. Udało się dzięki tobie jednak, tu naprawdę uratowałeś mi życie, co tam serce, co tam izolacja, interesujące zjawy? To prawdziwe życie mogło mnie powalić, ktoś realny, uwolnienie się z tego chorego związku było ponad moje siły.

Nie powiem ci dziękuję, bo nie lubię tego słowa, a nadużywam nie wiem po co. To Ty musisz czuć, że ja jestem ci wdzięczna za coś co dostałam od ciebie, to powinno wypływać z innych moich słów, z uśmiechu, z mojego ciepła do ciebie, tego co ty czujesz, a nie ja.

Pomogłeś mi jeszcze w paru rzeczach, sam wiesz, otworzyłeś mnie bardzo na malowanie, buchnęło, przestałam się wstydzić bzdurnych rzeczy, no i zaczęłam walczyć jeśli była taka potrzeba. I było jeszcze coś pięknego, o czym mówiłam, wymiana mnóstwa wspaniałych myśli, odrealnionych, wielowymiarowych, głębokich, wieloznacznych, inny wymiar odczuwania, bardzo przyjemny, unikalny. Jak coś mi się jeszcze przypomni, to ci napiszę.

Emka

29.06.2006

 


16.

Ogromnie i gorąco dziękuję za wsparcie duchowe i pomoc w gnębiących mnie beznadziejnie od pięciu lat problemach. Dzięki Tobie udało mi się realniej spojrzeć na głupoty jakie tłukły się w mej nieszczęsnej głowie i przerobić je na bardziej produktywne. Poza tym zaczęłam patrzeć na siebie nieco przychylniejszym okiem, a nie jak na  wstrętnego potwora, nikomu do niczego nieprzydatnego. Wróciłam też do komponowania, co mnie bardzo cieszy i polubiłam śpiewanie, no i przestałam zwracać uwagę na ewentualne bóle brzucha po żarciu.

A oto efekty:

1. zaczęłam bardziej w siebie wierzyć na różnym polu

2. zaczęłam siebie lubić

3. zaczęłam lubić śpiewać

4. poznałam wielu fajnych ludzi

5. zaczęłam wierzyć w możliwość zamiany moich destrukcyjnych myśli w bardziej twórcze i uzdrawiające zamiast jak dotychczas niszczące

6. zabrałam się za to, co chciałam robić już rok temu, ale mi się nie chciało za to wziąć, tzn. bliżej poznać metodę muzykoterapii kamertonami, o czym kiedyś czytałam w książce

7.czuję się potrzebna sobie i innym

Jeżeli uda mi się utrzymać te efekty, a jak rozumiem zależy to oczywiście ode mnie, to będę szczęśliwa.

Sumując, gdyby nie TY (dzięki po stokroć) w życiu bym się za to wszystko nie wzięła, bo jak wiesz, nie wierzyłam w siebie i myśli miałam zajęte czymś zupełnie przeciwnym. Teraz zachciało mi się pisać muzykę, bawić kamertonami i sprawiać radość sobie i innym. To trwała przemiana, w to wierzę i chcę, żeby tak zostało.

Doris

13.03.2006


15.

Nigdy nie sądziłam, że będę lub mogę potrzebować pomocy terapeuty, bo zawsze wydawało mi się, że sama sobie ze wszystkim poradzę. Stało się jednak tak, że w pewnym momencie mojego życia, rzeczy, których nie wiedziałam o sobie, było dużo więcej, niż tych, które wiem. Wiedziałam tylko, że kocham i jestem kochana, czując jednoczesny ból z powodu braku akceptacji mojego związku przez rodziców kobiety, którą kocham. Czułam, jak wszystkie problemy z jej domu przechodzą na mnie, wnikając do środka, co skutkowało przygnębieniem i brakiem umiejętności wyjścia z błędnego koła.

Do tego doszły problemy na uczelni, w pracy i parę innych wymyślanych na bieżąco przez moją wyobraźnię.

Zanim zgłosiłam się do Andrzeja, miałam okazję zobaczyć, w jaki sposób pracuje i dowiedzieć się, jakie metody stosuje, co pomogło mi nabrać do Niego zaufania.

Decyzja, którą podjęłam, umawiając się na spotkanie z Nim, była jedną z najlepszych, jakie mogłam podjąć.

Dzięki pomocy Andrzeja uświadomiłam sobie, jak chcę, by wyglądało moje życie i związek.

Dużo rzeczy się od tego czasu zmieniło i wiem, że jest to proces nie do zatrzymania, którym kieruję JA...

Dziękuję, Aniołku;-))

Ja...

09.02.2006


14.

Kopniak w odpowiednią część ciała w odpowiednim momencie - wcale nie jest tak źle. Myślałam wcześniej, że się już nic nie da zrobić. A tymczasem odpowiednia motywacja....

Dziękuję Andrzeju.

Agnieszka

30.01.2006


13.

uśmiecham się do ludzi, uśmiecham się do siebie samej :))), jestem odważniejsza, mówię głośniej i bardziej wyraźnie, mniejszej ilości rzeczy się boję, cieszę się z tego, co mam, zaczynam doceniać swoje zalety, mija mi (powolutku, ale jednak !!) moje lenistwo :) , jestem w ciąży i bardzo cieszę się z tego - wreszcie przestało to być dla mnie totalnym stresem (chociaż nadal towarzyszy mi lęk, ale już nie taki mega jak wcześniej). Najbardziej chciałabym podziękować, że mogę pisać do Ciebie, Andrzeju, te listy i jest to w pewien sposób dla mnie (chociaż nie wiem czy mogę tak śmiało to nazwać?) zapełnienie luki, która zawsze była w moim życiu: luki w relacjach ojciec - córka i za to najbardziej z całego serca chciałam Ci podziękować.

Pozdrawiam

S

29.01.2006


12.

Andrzeja spotkałem niemalże przypadkowo. Potrzebowałem z kimś pogadać. Nigdy nie ufałem specjalistom, zawsze przerażał mnie czynnik ludzki. Obawiałem się tego, że znowu trafię na kogoś (wcześniej włóczyłem się po kilku poradniach), kto podejdzie do mnie szablonowo, w pełni mi to okazując. W tym przypadku stało się nieco inaczej. Umówiliśmy się w zwykłej knajpie na kawę. Nie potrzebowałem psychologa a jedynie zwykłej rozmowy i obiektywnego podejścia kogoś z zewnątrz. Zaczęliśmy rozmawiać, po chwili na stoliku pojawił się notes.

Pomyślałem, że znowu trafił mi się kolejny specjalista od siedmiu boleści. Nienawidzę notatek, wtedy czuję się jak pacjent, a nie o to mi chodziło. Był moment, że chciałem wstać i wyjść, jednak mimowolnie zostałem...

Nie chcę opowiadać treści naszej rozmowy, to nie w tym rzecz. Długo borykałem się sam ze sobą. Pewne doświadczenia w moim życiu sprawiły, że moja osobowość podzieliła się na dwie tożsamości, naprzemiennie walczące ze sobą . Stworzyłem sobie mój całkiem "ciekawy" świat i obraz należący do systemu imaginacji, w którym nie mogłem odnaleźć samego siebie. Może wygląda to niepozornie, ale to trwało cztery długie lata. W pewnym momencie zacząłem się gubić i zapętlać w tym wszystkim trwając w tym stanie niczym Dr. Jekkyl i Mr. Hyde. Wtedy pojawił się On...

W ciągu zaledwie dwóch godzin połączonych z dwiema kawami i paczką wypalonych papierosów wyciągnął ze mnie wszystko. "Wyciągnął" to niewłaściwe określenie, ale nie przychodzi mi do głowy nic innego. Ten, wydawać by się mogło, krótki czas, bo czymże są dwie godziny wobec długości naszego życia, sprawił, że dziś umiem stanąć ponad tym wszystkim, co trwało do tamtej pory. Znowu jestem sobą, moje tożsamości przestały się ze sobą spierać, łącząc się w jedną spójną całość, do której zabrałem tylko te cechy, które pozwalają mi być prawdziwym sobą.

Dużo lepszym SOBĄ. Dziś inaczej patrzę na swoją miłość, swoje życie, a nawet na swoje odbicie w lustrze - bo widzę w nim siebie. Wiem, czego chcę i do czego dążę. Jestem silny, napędzany uśpioną do niegdyś cudowną

siłą, która wypełnia moje trzewia, całego mnie - Moją własną siłą! Po prostu facet...

Krzysztof

14.01.2006


11.

DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ I JESZCZE RAZ DZIĘKUJĘ. Ta transformacja, która się we mnie dokonała pod wpływem Twojej terapii jest niesamowita. Znów poczułam się wolna, piękna i szczęśliwa. Wszystkie problemy, które jeszcze miesiąc temu wydawały się nie do rozwiązania, nagle zaczęły same się rozwiązywać. Moja postawa wobec ludzi i życia zmieniła się dzięki Tobie. Powoli moje życie wraca do normy, bez emocji podchodzę do wszystkich zdarzeń z przeszłości i toksycznych relacji z ludźmi. Jestem szczęśliwa i to widzą wszyscy. Pozdrawiam Cię gorąco i obiecuję, że się jeszcze odezwę.

Ewa z Łodzi

30.11.2005


10.

Aniołku!

Tak zwykle Cię nazywam w myślach, chociaż nie zawsze tak słodko... Poznałam Cię kilka lat temu i na swój sposób ‘pokochałam’ rozmowy z Tobą. Stałeś się dla mnie ‘VIP-em’ w bardzo pozytywnym znaczeniu. Z wielką uwagą wsłuchiwałam się w Twoje słowa, które zmuszały mnie do myślenia w całkiem inny sposób niż dotychczas. Bardzo się zmieniłam i nadal zmieniam. A moje życie nabrało zupełnie innego wymiaru. Wyznaczyłam sobie cele, które zaczęłam realizować i czuję, że choć bardzo późno, to moje szare życie nabrało zupełnie innych nowych barw. Przez cały okres naszej znajomości nie pozostałeś nigdy obojętny na moje małe i większe problemy z ‘duszą’ i ‘ciałem’. Bardzo Ci za to wszystko DZIĘKUJĘ i proszę o jeszcze...

Pozdrawiam E.

28.09.2005


9.

Jesteś czarodziejem!!!!!!

Andrzeju jestem Ci wdzięczna za wszystko to, co z Twoją pomocą osiągnęłam. Gdy Cię poznałam byłam zagubiona, bezsilna, przerażała mnie przyszłość, nie wiedziałam skąd czerpać nadzieję. Przed sobą widziałam tylko szarość.

Udawałam przed całym światem, że sobie radzę, śmiałam się, ale nie słyszałam swojego śmiechu, nie czułam własnych uczuć, nie czułam, że kocham i jestem kochana.

Przestałam już pytać, bo nikt nie miał odpowiedzi na moje pytania. Nawet Bóg był głuchy.

Nie mogłam pogodzić się z opinią innych, że może być tylko gorzej. Nie straciłam tylko wiary w cuda.

Jestem Ci wdzięczna za nasze rozmowy, za to wszystko co się ze mną działo, za Twoją cierpliwość, zrozumienie i humor.

Jestem Ci wdzięczna za namieszanie w mojej głowie.

Zyskałam:

-przekonanie, że we wszystkim, co było, jest jakiś cel, który zasadniczo jest dobry,

- przekonanie, że nad szczęściem trzeba popracować i można je odnaleźć nawet w "beznadziejnej" sytuacji,

-zaufanie do życia,

-zaufanie do siebie,

-akceptację siebie ze wszystkim tym, co w sobie odkryłam,

-wiarę w siebie,

-zrozumienie, że sama kreuję swoje doświadczenia i sposób postrzegania świata,

-świadome doświadczanie własnych uczuć,

-nowe umiejętności, które mogę wykorzystać dla siebie i innych.

To tak wiele....a będzie jeszcze więcej :)

A Ty ??

A Ty zyskałeś przyjaciela.:)  i za to również jestem Ci wdzięczna :)

 

Krystyna M.

Jeśli ktoś nie uwierzy w to, co napisałam, możesz dać na mnie namiar.

05.08.2005


8.

45 lat walki i trudnego życia - wszystko „pod górkę”.

Jasne promyki to dzieci i dom, który udało mi się stworzyć.

Żyłam w przeświadczeniu, że dobry człowiek to taki, który daje innym – dla siebie zostawiając niewiele...

Przeczytałam ponad dwieście książek o rozwoju osobistym, zanim zaczęłam realizować moje marzenia – malutkie i skromne, bo więcej ‘nie wypada’.

Udało mi się otworzyć wymarzoną kwiaciarnię i zaczęło się....

Strach czy podołam, czy wystarczy na czynsz – oczywiście nie wystarczało.

Coraz bardziej zamykałam się w sobie, bojąc się każdego nowego dnia.

Zajmując się domem – miałam wrażenie, że się duszę; kiedy wyszłam z domu – zaczęłam się bać!

Jak z tym żyć?

Moje lęki i przekonania zaszczuły mnie.

Myślałam, że już nic nigdy nie uda mi się zrobić.

 

Wtedy poznałam Andrzeja.

Pierwsza rozmowa – bzdury, to nie może być takie proste...

A jednak było...

Zaczęłam żyć inaczej.

Codziennie łatwiej się oddychało, świat stawał się coraz ładniejszy, bardziej kolorowy.

Do mojego sklepu przychodzą bardzo mili ludzie, są zadowoleni z mojej pracy, a ja im wierzę.

Wiem, że poradzę sobie w każdej sytuacji.

Przestałam się bać, nabrałam pewności siebie.

Jeszcze zdarzają się chwile lęku i niepewności, ale teraz nie zamykam się w sobie, a szukam rozwiązania.

Zrozumiałam, że całe moje życie stworzyłam sama, że wszystko, co mnie spotyka, jest moim bardziej lub mniej świadomym wyborem.

Pojęłam, że moje wyobrażenia o świecie były tylko wyobrażeniami i dlatego się bałam, bo nie miały z nim wiele wspólnego.

Świat jest naprawdę fajnym miejscem.

Teraz nie tylko starcza mi na czynsz, ale przyjęłam pracownika do pomocy.

Poradzę sobie, bo „codziennie jest mnie więcej” , a ja jestem wolna.

Dziękuję Andrzeju – miałeś rację - „Można inaczej”!

 
Iza

20.05.2005


7.

powiedz mi jak Ty to robisz,

to tak jakby czary, nareszcie jestem wolna i o nic się nie martwię, niczego się nie lękam i patrzę z nadzieją w przyszłość i muszę Ci powiedzieć, że jakoś dobrze się czuję, ogarnął mnie błogi spokój ... dzięki

 djaus

20.04.05 22:20:55


6.

Wszystko zaczęło się przypadkiem...

Miałam wszystkiego dosyć, nic mi się nie układało....

Koleżanka podała mi Twój numer telefonu...

Zadzwoniłam...

To była jedna z mądrzejszych decyzji jaką podjęłam – pojechałam do W-wy.

Przyznam szczerze, że trudno mi było uwierzyć w to, co mówisz....

Nie wierzyłam w siebie.

Od naszego spotkania minęło prawie pół roku, a ja ...

-          -          -         jestem uśmiechnięta

-          -          -         rozmawiam z mamą

-          -          -         zaczęłam wierzyć w siebie

-          -          -         zaczęłam spotykać się z Markiem

-          -          -         zaręczyliśmy się...

Chcę Ci bardzo podziękować, bo wiem że osiągnęłam to przy Twojej pomocy.

Mam ochotę Cię ucałować. J

Dziękuję Ci za każdą chwilę jaka wydarzyła się od naszego spotkania J bo dzięki Tobie odzyskałam wiarę we własne możliwości.

Dziękuję Ci Andrzeju

 

   Ruda.

14.03.2005


5.

"Traktuj ludzi, jakby byli tacy, jacy powinni być, a pomożesz im stać się tym, kim mogą się stać."

Johann Wolfgang Goethe.


Ta myśl odzwierciedla moją wrodzoną, intuicyjną zdolność do zjednywania sobie ludzi, nawet tych aroganckich i napastliwych. Mam twarz pełną uśmiechu i radości dla wszystkich, z którymi obcuję. Przedkładam empatię ponad złość i jeśli czasem zdarzy się na mojej drodze ktoś ponury, to wrogość potrafię zmienić w przyjazne nastawienie. Ludzie lgną do mnie...

Gdzie jest więc problem?

Otóż, w (postrzeganym przez ogół za udane), małżeństwie nie znajdowałam akceptacji, zainteresowania, wsparcia. Mąż stał się osobą zadającą ból słowem, gestem lub wymownym milczeniem.

Niczego nie żądałam, choć pewnie podświadomie oczekiwałam docenienia. Moja ciągła gotowość niesienia pomocy, dawania siebie, "służenia", stała się czymś tak naturalnym, że aż obowiązkowym. Moje radości i sukcesy, moje problemy, niepokoje, smutki - były TYLKO moimi, mało znaczącymi i nieważnymi.

Od dawna straciłam pewność siebie i poczucie własnej wartości, a odnoszone sukcesy w życiu uznawałam za nieistotne. Owszem, cieszyłam się nimi, ale poza domem. Kiedy dostrzegłam, iż zastanawiam się, co mówić w zwyczajnej rozmowie przy stole, by nie obróciło się to przeciwko mnie, poczułam, że straciłam bezpowrotnie wiele lat.

Gdy zaczęłam się buntować, reakcja męża była natychmiastowa - stałam się za wszystko winna i - co najgorsze - zaczęłam w to wierzyć.

I choć podobno przypadki występują jedynie w gramatyce, to coś na kształt przeznaczenia i zrządzenia losu spowodowało, że zaczęłam korespondencję z kimś, kto od pierwszych nieśmiałych prób pisania - słuchał mnie uważnie.

Andrzej akceptował mnie. Jeśli krytykował - to moje zachowania, odbiór, poglądy, ale nie mnie! Spowodował, że CHCIAŁAM mu opowiadać najbardziej intymne przeżycia i doświadczenia.

Nigdy mnie nie zawiódł, nie rozczarował, nie zlekceważył. Uważał, że mam prawo do szczęścia i że powinnam powrócić do stanu, kiedy widziałam je wyraźnie.

Andrzej potrafi swoim denerwującym atakiem, zaburzyć spokój i zmieść z powierzchni przez lata z pietyzmem gromadzone przekonania i poglądy.

Uczciwie mnie uprzedził, że muszę się przygotować na to, iż namiesza mi w głowie, że zmieni mój światopogląd...

Nie wierzyłam, bo znam siebie i nie jest łatwo zmienić moich przekonań o mnie samej.

Andrzej Setman czasem zmieniał się ‘z Mistrza w Ucznia’ - doceniał moją wartość, nazwał mnie geniuszem, co było dla mnie niezwykle ważne, bo wiedziałam, iż uznał mój spryt, inteligencję, wiedzę, doświadczenia.

Dzięki jego subtelnemu przewodnictwu, zaczęłam postrzegać problemy jak dziury w ziemi. Można je pogłębiać, ale lepiej jest zasypać.

Cieszę się życiem o wiele pełniej, niż przed rokiem. Czuję się szczęśliwa, "potrzebna taka, jaka jestem, tam gdzie jestem i dla tych, z którymi jestem"...

Mam nadzieję, że Andrzej odnajduje też należną mu satysfakcję, dostrzegając, że jego praca przynosi spokój potrzebującym takiego terapeuty jak on.

Mimo jedynie korespondencyjnej znajomości, uważam go za swojego Przyjaciela.

Andrzej Setman to Anioł Stróż skutecznie opiekujący się błąkającymi pośród rozstajnych dróg, wędrowcami.

 

Maria

22.01.2005


4.

Uwielbiam decydować o swoim życiu, mieć i osiągać to, co sobie zaplanuję. Zdarzyło się tak, że nie wiedziałam, co zrobić, jaką decyzję podjąć, by wszyscy dookoła mnie byli szczęśliwi. Starałam się, jak tylko mogłam, ale to nie przynosiło takich rezultatów, jakich chciałam.

Byłam nieszczęśliwa i unieszczęśliwiałam ludzi mi drogich i bliskich. Nie pomyślałam o tym, by zadać sobie pytanie „co zrobić, by być szczęśliwą?”. Dobrze, że jest Andrzej.

Znałam goi wiedziałam, że jest świetnym psychoterapeutą. On pomógł mi rozwiązać trudną sytuację w ciągu kilku dni. Czasami jest ciężko przyznać się przed samym sobą do błędów, które popełniliśmy. I pozbyć się dziwnych, niekorzystnych przekonań, z którymi było łatwiej żyć, bo były wytłumaczeniem i nie trzeba było sobie mówić: "Weź się w garść. Wszystko zależy tylko od Ciebie".

Po terapii byłam lekka jak piórko. Wiedziałam, że wszystko się uda. Pomyślałam o sobie! Wiem, co chcę w życiu robić, pracuję tam gdzie chcę. Realizuję swoje marzenia. Pomyślałam o moim związku, w którym się spełniam i robię wszystko, by z każdym dniem było jeszcze lepiej.

A propos, wychodzę za mąż za 3 miesiące. Uwolniłam się od kontroli i kieszeni ojca, który zawsze sugerował mi, co jest najlepsze. Według niego i z jego perspektywy było najlepsze. Rodzice życzą nam jak najlepiej, tylko ja zapomniałam, że to, co dobre dla nich, nie zawsze jest dobre dla mnie.

Jestem szczęśliwa i już planuję być jeszcze szczęśliwsza.

    M.


Są czasem takie momenty, gdy czujesz że sam sobie nie poradzisz. Nie pomagają rozmowy z przyjaciółmi, z rodziną, czytanie książek o pozytywnym myśleniu. Wszyscy ci dobrze życzą, a mimo to problem pozostaje nierozwiązany.

Ja i moja dziewczyna mieliśmy do tej pory taką sytuacje, tak naprawdę raz. Dotyczyła ona bezpośrednio nas jako pary. Konflikt, jaki powstał, dotyczył najwyższych wartości moich i mojej dziewczyny. O mały włos nie skończyłby się spakowaniem walizek i pożegnaniem... Warto dodać, że w najbliższym czasie będziemy małżeństwem i nie wyobrażamy sobie życia bez siebie.

Andrzeja znam od kilku lat i wiem, że jest to ktoś, do kogo, jeśli będę jej potrzebował, mogę zadzwonić po pomoc w środku nocy. To, co cenię w nim najbardziej, to nie tylko jego absolutnie profesjonalny warsztat psychoterapeutyczny, totalna skuteczność w zamienianiu głupot, w jakie się wierzy, na myślenie działające na twoją korzyść i motywujące do działania. Cenię to, że to, co robi, jak to robi, jak pomaga, nie jest jedynie jego zawodem - to jest jego życie. To tak, jakbyś każdego dnia budził się z nastawieniem „ciekawe, kto dziś dzięki temu, że pokażę mu kilka rzeczy z mojej perspektywy, uratuje swój związek, wyjdzie z długiej depresji, weźmie się w garść i zadba o swoje życie, by było takie, jakie chcesz”. Połączenie skuteczności, podejścia do pracy jako zajęcia, bez którego nie można żyć i które się absolutnie kocha, efekt końcowy, gdy ze zmienioną twarzą wychodzisz z terapii, nie widząc już poprzednich czarnych wizji i zrzucasz z siebie coś, co przygniatało cię zbyt długo, by ciągle to nosić, gdy czujesz się świetnie, bo wiesz, że decyzja o tym, by czuć się lepiej - to jest właśnie Andrzej Setman.
Dziękuję mu za to, że mogę na niego liczyć i że jest tak skuteczny, że wiem, że on poradzi sobie z tym, z czym ja bym nie potrafił.

     M.

 8.12.2004

(Wspólny list od zaręczonych ze sobą M. i M.)


3.

 

Tę ‘wiadomość’ od  ‘2267’ (zawartą w  czterech smsach) dostałem dnia 24.11.2004

Od sympatia :-) Czym się różni Pan Bóg od Andrzeja Setmana. Odpowiedź brzmi: niczym! Andrzeju! Więcej pokory! Zamieszczanie tych tzw. „relacji pacjentów’

jest cholernie nieprofesjonalne. I to w takim pretensjonalnym stylu! Przypomina podobne rewelacyjne relacje promujące środki odchudzające w brukowych pism

ach. Ilość użytych naj.. naj.. na Twój temat przyprawia o mdłości i budzi podejrzenie o świadomą manipulację. Fe! Chyba jesteś na to za inteligentny? Czy się mylę??

PS. Nie mam zamiaru umieszczać więcej anonimowych ‘wiadomości’, niezależnie od tego jak byłyby humorystyczne :) (AS)


2.

 Depresja jest chorobą.  

O tym, że uleczalną dowiedziałam się i doświadczyłam na sobie będąc pacjentką Andrzeja Setmana.  

Każdy człowiek doświadcza w swoim życiu uczucia smutku.  U mnie depresja nie była spowodowana nagłą  zmianą w moim życiu - miałam wszystko, czego  kobieta może chcieć  od życia, męża, wspaniałe dzieci, przyjaciół,  całkiem niezłą  pracę.  Mimo to  czułam, że umieram.   Poczucie ciągłego zmęczenia,  stres, niechęć do pracy i wykonywania codziennych czynności, trudności z koncentracją, silne lęki, ciągłe napięcie, brak snu, apetytu, zawroty głowy, duszności, zaburzenia rytmu serca  - to objawy, które skutecznie doprowadziły mnie na granice mojej wytrzymałości. Pamiętam -  miałam dwa marzenia,  `dostać się` do szpitala na zamknięty oddział  i wyłączyć świadomość.  Bałam się każdej  rozmowy,  każdej informacji. Życie było dla mnie absurdem, bałam się przebywać  z ludźmi, ale też  nie mogłam  być sama,  marzyłam o śnie,  lecz nie mogłam zasnąć,  moje ciało reagowało silnymi drżeniami a  umysł ciągłym silnym lękiem.

Po kilku miesiącach regularnych wizyt u internisty, kardiologa, neurologa, trafiłam w końcu do psychiatry. Zaczęłam przyjmować silne środki antydepresyjne  i przeciw lękowe,  od których bardzo szybko uzależniłam się.  Z domu nie wychodziłam bez całej serii zapasu tabletek.  Psychiatrę, z trzydziestoletnim doświadczeniem i certyfikatami PTP,  wybrałam  starannie;   -  w każdym razie byłam o tym przekonana do czasu, gdy na kolejnej wizycie lekarz ten powiedział mi, że nie czuje związku moich dolegliwości ze światem, który jest wokół mnie i ciągle traktował  mnie tak, jakbym była na pierwszej   wizycie.  Zwątpiłam  !  Nie wiedziałam co dalej....  Byłam chora na nieuleczalną dla mnie wtedy chorobę - depresję. Minęło kilka kolejnych beznadziejnych miesięcy...

Przypadek  sprawił, że poznałam  Andrzeja Setmana  - terapeutę  dla którego słowa `udzielić pomocy`  miało całkiem niespotykane znaczenie.   Od pierwszych chwil naszej pracy  potrafił zbudować atmosferę bezpieczeństwa, zaufania i  wzajemnego porozumienia.  Zafascynowała mnie jego znakomita komunikacja werbalna,  logiczność wypowiedzi, która skłaniała do myślenia i działania.  Bardzo trudnym etapem pracy było określenie celu terapii i zmiany, odkrycie tego, co naprawdę  chcę osiągnąć i  znalezienie przyczyn mojej depresji.   Dzięki Andrzejowi zmieniłam  mój sposób  widzenia, myślenia i odczuwania.  Andrzej pomógł mi zrozumieć otaczającą mnie rzeczywistość  i pokazał mi moje wewnętrzne możliwości.  Zadziwiła mnie jego spostrzegawczość, wiedza,  niespotykana empatia, tolerancja, elastyczność  i szacunek dla indywidualności.  Potrafił dopasować metodę pomagania do moich potrzeb. Przekonał mnie, że posiadam wszystkie wewnętrzne zasoby potrzebne do tego, abym mogła realizować swoje cele, żyć swoim życiem i być szczęśliwą.   

Nie mam wątpliwości, że Andrzej Setman zna praktyczne i skuteczne  metody wspomagające rozwój, wie, jak radzić  sobie z wewnętrznym bólem, bo  psychologia to jego życiowa pasja.  

Ewa


1.

Mam 31 lat, wspaniałych rodziców, siostrę, szwagra, siostrzenicę.

Do 30-go roku życia mieszkałam razem z nimi – w jednej wielkiej ‘komunie’.

Zawsze byłam w ‘centrum wydarzeń’, ale…

Moje życie związałam z Kościołem. Byłam tam, gdzie mnie potrzebowano – zawsze otwarta, gotowa do niesienia pomocy. Kiedy nikt się nie zgłaszał do zrobienia danego zadania, przeważnie dawano je mnie. Nie miałam swojej własnej rodziny, chłopaka, sympatii. Byłam wolna. Mogłam poświęcić czas na służbę.  Często zarywałam noce, by podołać obowiązkom. Nie miałam czasu na własny rozwój, na odpoczynek. Nie potrzebowałam tego – tak myślałam. A poza tym tak bardzo chciałam, żeby mnie lubiano, zauważano, podziwiano.

Miałam wielu ‘przyjaciół’, ale…

Wokół mnie było wielu ludzi, z którymi ‘w razie potrzeby’ się kontaktowałam. Nie było nikogo, komu mogłabym się wyżalić, z kim mogłabym pogadać ‘od serca’. Wtedy, gdy kogoś potrzebowałam, to nie wiedziałam, do kogo mogę się zwrócić. Moi przyjaciele mieszkali kilkaset kilometrów ode mnie i byli tylko w listach, czasami w krótkich rozmowach telefonicznych. Jedyną ‘osobą’, do której mogłam się przytulić, był słonik – poduszka. Ona była moim powiernikiem. Zaczęłam śnić na jawie, wyobrażać sobie, jak przytulam się do ukochanej osoby, która mnie słucha. Bardzo tego potrzebowałam. Ta tęsknota wypełniała mi serce coraz bardziej, a z czasem sprawiała ból.

Śmiałam się wręcz nieustannie, ale…

Byłam optymistką. Można do mnie było przyjść po radość. Dzieciaki w szkole kochały mnie właśnie za uśmiech, za spokój, za cierpliwość. Kiedy jednak wracałam do domu, często płakałam w poduszkę. Było mi tak bardzo źle, coraz gorzej. Rano uśmiech, w nocy rozpacz samotności. Miałam mnóstwo kompleksów, zahamowań. W końcu zaczęłam w innych znajdować przede wszystkim złe strony – te, których bałam się u siebie.

Ostatnio na nic poważnego nie chorowałam, ale…

Wszystkiego się bałam. Najbardziej bólu. Przerażała mnie śmierć – moja i moich bliskich. Powoli wpadałam w hipochondrię. Bez przerwy coś mnie bolało – gardło, serce, brzuch. Wszędzie opowiadałam, jak źle się czuję. Chodziłam do lekarza, by usłyszeć, że nic mi nie jest, a mimo to, nie wierzyłam w diagnozy.

Wszyscy sądzili, że jestem szczęśliwa.

W sieci poznałam Andrzeja. Opowiedział mi o HUNIE i NLP. Rozmawiał ze mną godzinami przez Internet i powoli pomagał przebudowywać mój świat.

Uwierzyłam, że jestem KIMŚ, że jestem inteligentną, piękną kobietą, że można mnie kochać i że sama potrafię kochać.

Uwierzyłam, że życie jest wspaniałą przygodą, którą należy dostrzegać i przeżywać w każdej jego chwili.

Nowe sytuacje traktuję jak wyzwanie – budzą we mnie ciekawość.

Kupiłam mieszkanie. To przystań, w której czuję się bezpiecznie. To miejsce, gdzie uczę się samodzielności i odpowiedzialności. I nigdy nie jestem w nim samotna.

Prawie nie miewam wahań nastrojów – moja radość płynie z głębi duszy. To, że czasami jestem smutna, nie jest zaprzeczeniem tej nieustannej wiosny w moim sercu.

W każdym, kogo znam, znajduję dobre strony. To pomaga mi szczególnie w pracy – uczę w gimnazjum, w trudnym środowisku. Nie przenoszę moich niepowodzeń na innych. Moje kompleksy nie przysłaniają mi ich dobrych stron.

Wiem, że ja jestem ważna, że moje potrzeby też się liczą.

Nie przedkładam dobra innych nad swoje – mam prawo do przyjaciół, do wygadania się, czasem do odrobiny egoizmu.

Jestem nadal odpowiedzialna, otwarta, gotowa do niesienia pomocy. I zdarza się, że nie dosypiam, że jestem zmęczona (nawet czasem ‘narzekam’). To wszystko jednak CHCĘ robić, nie czuję się do tego przymuszana.

Kocham osobę, którą codziennie widzę w lustrze.

Codziennie zostawiam po sobie coś cennego.

I jestem szczęśliwa.

Pozdrawiam

A.