|
„Lubię konstruktywną krytykę...” |
|
|
|
96. Kochany Wybawicielu!
Trochę spóźnione te moje podziękowania, ale szczere i z głębi serca… Mój problem z pochwicą zaczął się dawno temu. Zdiagnozował ją u mnie światowej sławy seksuolog, ale stwierdził, że już tak kobiety mają i jedna na dziesięć kobiet po prostu ma pochwicę i jakoś z nią żyje. Teraz wiem jak debilne to było stwierdzenie. Przecież pochwica to nie choroba! To jakieś chore ograniczenia, które my dziewczyny same sobie wkładamy do głowy… Po czasie okazuje się, że seks jest nie tylko przyjemny, jest zajebiście fajny. Seks to po prostu najlepsza zabawa pod słońcem ;-)
Andrzeju, dziękuję Ci, że - Cię poznałam, - poświęciłeś mi swój czas, - sprawiłeś że zaczęłam myśleć inaczej, - zaczęło mi się chcieć, - przywróciłeś mi wiarę w siebie i ludzi, - wyzwoliłam się z ograniczeń, które sama sobie wcześniej wbijałam do głowy - seks zaczął być dla mnie fajny, radosny, spontaniczny i bardzo przyjemny :) - wreszcie poczułam się szczęśliwa!
Można by tak jeszcze wymieniać bez końca, bo jesteś Wielkim Człowiekiem o otwartym umyśle i sercu i bardzo się cieszę, że mogłam Cię poznać!
Monika J. 29.12.2011 |
|
|
|
95. Andrzejku
UDAŁO SIĘ!!! :) UDAŁO SIĘ!!! :)Ta grudniowa noc na zawsze
pozostanie w naszej pamięci, właśnie dzisiaj kochaliśmy się :) To
najlepszy prezent jaki mogłam podarować mężowi z okazji imienin i
nadchodzącej gwiazdki :) Fajnie było być pochwiczanką, ale jeszcze
fajniej jest być ex-pochwiczanką :) Niesamowite uczucie, którego
nie byłabym w stanie poczuć bez Twojej pomocy! 20.12.2011 |
|
|
|
PS94. hej!!! wiadomość dnia... niewiem czy to Ci się często przytrafia wśród "pacjentów", ale nam się udało na maksa tj. jestem w 5 tygodniu ciąży:)))))) nieżle narozrabialiśmy co??? pozdrawiamy Sabina 20.12.2011 |
|
|
|
94. Drogi Andrzeju!!!! W końcu i ja mogę Ci podziękować... Sam wiesz, że byłam trudną "pacjentką", zawsze miałam swoje zdanie. Wiesz również, że nieźle mnie wkurzałeś, ale przyznam teraz, że właśnie Twoje ostre słowa zadziałały na mnie motywująco. Po 2,5 miesięcznych ćwiczeniach udało Nam się... i wcale nie była to droga przez mękę. Te dwa kilogramy wystruganych marchewek poczyniły cuda:)))) Jesteś cudownym człowiekiem! Dziękuję za wszystkie komplementy i opieprzanie kiedy się należało :))) Dziękujemy! Pozdrawiam serdecznie.... Sabina P.S. Dziewczyny nie czekajcie. On jest genialny!!! Ja też myślałam, że mi się nie uda:))))))))) 30.11.2011 |
|
|
|
93. KOCHANY ANDRZEJU DZIĘKUJEMY CI ZA TO, ŻE UŚWIADOMILEŚ NAM, ŻE MOŻNA ŻYĆ INACZEJ, A
TAKŻE ZA TO, ŻE MOŻEMY UPRAWIAĆ SEX KIEDY CHCEMY I JAK
CHCEMY. 26.11.2011 |
|
|
|
92. Andrzeju! I my po niecałych czterech miesiącach od spotkania z Tobą z radością możemy przekazać serdecznie podziękowania! Dziękujemy za to jedno spotkanie z Tobą, które dało nam tak wiele i pomogło przezwyciężyć nasz problem! Dziękujemy za genialne wskazówki, które powinieneś opatentować! :) Dzięki Twojej pomocy możemy cieszyć się naszym związkiem i małżeństwem jak nigdy przedtem, uprawiać seks i cieszyć się nim. Ogromnie się cieszymy!!! Naprawdę zachęcamy wszystkich: kobietki i ich mężczyzn, żyjących w związkach i samotnych – nie wahajcie się! Jeżeli potrzebujecie pomocy skontaktujecie z Andrzejem! Polecamy!!! Pozdrawiamy serdecznie! Szczęśliwi A i C 30.10.2011 |
|
|
|
PPS 69. Andrzeju
kochany, zostałam mamą!!! :)))) 13.10.2011 |
|
|
|
91. Andrzeju ;-) Bardzo baardzo baaardzo dziękuję Ci za to jak bardzo nam pomogłeś ;-) Za nowe spojrzenie na nasz związek i męża. Za podniesienie mojej samooceny ;-) Za stawianie pytań, a nie gotowych odpowiedzi :-) za długą listę lektur. Za czas który mi poświęciłeś (dużo czasu :-), nocne maile, szybkie odpowiedzi, cierpliwość. ZA POMOC W DOCENIANIU CHWIL, KTÓRE WIĘCEJ MOGĄ SIĘ NIE POWTÓRZYĆ… Kilkanaście lat nikt nie był wstanie „namówić” mnie do czytania książek. A Ty zrobiłeś to zupełnie BEZBOLEŚNIE :-) polubiłam czytanie książek różnistych :-) za to również należą Ci się podziękowania. Spotkałam się z Tobą w Warszawie tylko raz, reszta to były codziennie maile, ćwiczenia, lektury i praca nad sobą. Po kilku miesiącach przebrnęliśmy z mężem przez to co wydawało mi się już sytuacją beznadziejną. Potrzebowałam jeszcze jakiś kolejnych 2-3 miesięcy, by fakt UGRUNTOWAC i upewnić się, że choć nie wszystko jeszcze idzie nam dziś tak gładko i wiele pracy przed nami to WIEM, ŻE WSZYSTKO DA SIĘ!! Wanda ps Wszystkie dziewczyny które mają TEN problem namawiam – nie zastanawiajcie się czy „wybrać” Andrzeja po prostu to zróbcie, a ON na pewno znajdzie sposób na każda z was :-) Zastanawiać, myśleć, przemyślać i dumać będziecie podczas terapii ;-)
Ja Nigdy Ciebie nie zapomnę :-*) Andrzeju Pozdrawiam gorąco ;-) 6.10.2011 |
|
|
|
90. 12.09.2011 |
|
|
|
89. Andrzeju, Moja „przygoda z pochwicą” trwała prawie dwa lata, od spotkania z Tobą odnieśliśmy sukces po 3,5 miesiąca. Długo nie mogłam określić się mianem ex-pochwiczanki, ponieważ ciągle towarzyszył mi lęk przy kolejnej próbie współżycia. Przed zjazdem w Spale uświadomiłam sobie, że tak naprawdę teraz mogę uprawiać seks, choć jeszcze przez jakiś czas będę uczyła się, jak to robić. Zdałam sobie sprawę z tego, że zrobiliśmy krok milowy, ponieważ udało się zrobić coś, co do tej pory uważałam za niemożliwe, co spędzało mi sen z powiek i na poczet czego wylałam całe litry łez. Chcę Ci podziękować przede wszystkim za zmiany, jakie wprowadziłeś w moim życiu. Miałeś rację, że będę dziękować Ci za zmianę sposobu myślenia o wszystkim, co mnie otacza. Pokazałeś mi, że to ja tworzę rzeczywistość, która jest wokół mnie przez przekonania jakie buduję na jej temat. I przede wszystkim za to BARDZO Ci dziękuję. Dziękuję Ci też za to, że pod wpływem Twoich często wyprowadzających mnie w pierwszym momencie z równowagi prowokacji skłoniłeś mnie do zmiany utartych schematów myślenia, także tych o seksie. Zobaczyłam w sobie kobietę, która też może być sexy. Dziękuję Ci za słowa pokrzepienia które do mnie kierowałeś, kopniaki w tyłek i słowa na opamiętanie. Wiem, że moja „droga do doskonałości” w kwestii seksu jeszcze nie została ukończona, ciągle mam nad czym pracować, ale dzięki temu, co już się zadziało wierzę, że warto próbować i być konsekwentnym. Jeżeli czyta to któraś z Was Kobitki, teraz jeszcze pochwiczanek, to wiedzcie, że ja czytając podziękowania innych dziewczyn płakałam, zazdrościłam i nie wierzyłam, że ja kiedyś też je napiszę. Niech słowa każdej ex będą dla Was zachętą do napisania do Andrzeja, bo ten człowiek naprawdę ma niesamowity dar. Andrzeju, cieszę się, że spotkaliśmy takiego człowieka jak Ty. Dziękuję za wszystko co dla nas zrobiłeś. M&Ł 13.09.2011 |
|
|
|
88. Dziękuję Ci bardzo, że pomogłeś mi pokonać pochwicę i mogę śmiało wykrzyczeć hurra udało się! Dzięki pochwicy poznałam Ciebie, to forum, Twoje książki, inny sposób myślenia, okazało się, że nie jestem sama z problemem, byłam na zlocie, a przede wszystkim zbliżyliśmy się bardzo z J. Uważam, że sex jest fascynujący i chcę go dalej odkrywać z J. Super będzie przeczytać swoje podziękowania na stronie :) Dziewczyny! Pochwica sama nie przejdzie dlatego piszcie śmiało do Andrzeja, On Wam na pewno pomoże nie tylko w pozbyciu się bólu. Pozdrawiam M. 4.09.2011 |
|
|
|
87. Drogi
Andrzeju :) anda18 10.08.2011 |
|
|
|
86. Drogi Andrzeju Piszę moje skromne słowa uznania dla Twojej osoby i pracy, jaką wykonujesz. Dziękuję za pomoc w pokonaniu pochwicy, moich lęków, wymysłów i głupich nawyków. Dziękuję za zmianę jaka we mnie się dokonała, cieszę się że przez pochwicę poznałam ciebie „dziwnego faceta”, który mądrze i prawdziwie mówi to co myśli :) Zmieniłeś nasze życie na lepsze zaczynając od nas, czyli mnie i mojego męża, który Cię uwielbia i stawia sobie za wzór :))) Pochwica była światełkiem w tunelu, od jej pokonania wszystko się zmieniło, pokonaliśmy ją wspólnie z mężem, a później wspólnie podjęliśmy decyzję, że przyszła pora na kolejnym etap w małżeństwie-dziecko. Teraz jesteśmy rodzicami 2 letniego chłopczyka, który jest prawdziwym dowodem na to że pochwicę z Twoją pomocą można szybko, przyjemnie i łatwo pokonać :) Piszę te podziękowania z uśmiechem na ustach, teraz siedzę i wspominam jak to było z marchewkami-przygoda, miła i przyjemna marchewkowa przygoda :) Andrzeju jesteś cudownym człowiekiem!!! Jak dobrze, że mogliśmy Cię poznać. Cieszymy się również z dzisiejszego spotkania, na mokrej Suchej Górze, które przypomniało nam po 2 latach, to o czym zapomnieliśmy w wirze dnia codziennego. Kończymy stary związek, zaczynamy nowy, lepszy dzięki kolejnym wskazówkom, tym razem w sprawie odnalezienia się w nowej sytuacji – bycia rodzicami (co nie jest łatwe :). Cieszymy się, że Cię mamy i zawsze możemy na Ciebie liczyć!! Do zobaczenia, buziole, pa! M&M P.s.: Podziękowanie napisane są wspólnie :) 25.07.2011 |
|
|
|
85. Andrzeju - Ratowniku Pochwiczanek!
Tyle pieknych zdan chcialabym napisac, ale wszystko to bedzie za malo. Od momentu, kiedy znalazlam Twoja strone i przeczytalam forum wraz z podziekowaniami, marzylam, by znalezc sie po tej drugiej cudownej stronie. Chodzilam podekscytowana, poziom adrenaliny znacznie mi sie podniosl, bo po 13 latach zycia z pochwica, dowiedzialam sie, ze nie jestem jedymym dziwolagiem na swiecie. Zaczela tlic sie we mnie nadzieja, ze mam szanse zaczac normalne zycie. Wszystkie ex byly dla mnie boginiami, aniolami - kims o kilka strzebli wyzej ode mnie na drabinie bytu - kims kim i ja mialam szanse sie stac. Jednak nawet w najsmielszych moich myslach nie bralam pod uwage, ze tylko po trzech miesiacach reguralnych, codziennych cwiczen, tez bede aniolem :) To przeciez ja mialam byc ta, ktorej leczenie potrwa kilka albo kilkanascie lat. Jestem po tej upragnionej stronie dwa i pol miesiaca, i cieszymy sie z moim partnerem udanym zyciem seksualnym bez zadnego bolu. Nie sadzilam tylo, ze tak szybko przywykne do nowego zycia i juz prawie zapomnialam, ze mialam pochwice :) Moje problemy po pokonaniu pochwicy nie skonczyly sie, a blednie zakladalam, ze zapanuje absolutne szczescie :) Najwazniejsze, ze juz nie panikuje jak przedtem, ze staram sie nie stresowac na zapas, ze wzroslo moje poczucie wartosci, ze chce sie zmieniac. Nie wierzylam, ze kiedykolwiek to napisze: nie zaluje, ze mialam pochwice, i nie wstydze sie jej, nie zaluje tez ze znalazlam Cie dopiero w tym roku, bo wszystko stalo sie w swoim czasie :) Dziewczyny, ktore jestescie przed i w trakcie terapi, my ex naprawde istniejemy. Jesli ja, najwieksza panikara i histeryczka znalazla sie na tej stronie, to wam tez sie uda i to bez bolu nawet podczas pierwszego razu :) Ratowniku! Podziwiam Twoj tok myslenia i rozumienia. Podziwiam, ze zaopiekowales sie nami pochwiczankami. Tak jak zapytala Cie juz jedna z ex, tez chce zrobic to samo: Skad zes ty sie wziales na tym swiecie? :) Przekazuje gratulacje dla Ciebie od moich rodzicow i brata, ktorzy sa pelni podziwu, ze dokonales czegos o czym i oni marzyli. Dziekuje, za prawde. Dziekuje, ze spelniles moje marzenie. Dziekuje, ze mnie nie rozczarowales. Dziekuje, ze naprawde nie bolalo. Dziekuje za Twoje ksiazki. Dziekuje za Twoj czas. Dziekuje za Twoja ciepliwosc. Dziekuje za pyszny obiad i wino. Dziekuje Bogu, za to, ze jestes! Ewa 20.07.2011 |
|
|
|
84. Drogi Panie Andrzeju, Chociaż to pierwszy mój mail do Pana, będzie to mail z podziękowaniami :) Od dłuższego czasu jestem stałym gościem na stronie internetowej, którą Pan stworzył, wiernym czytaczem forum. Jakiś rok temu ku własnemu przerażeniu odkryłam, że problem pochwicy dotyczy również mnie. Na początku nie wiedziałam nawet jak tę blokadę nazwać, nie było mowy o zwróceniu się o pomoc do kogokolwiek, bo nie umiałam nawet Ukochanemu wyjaśnić co się dzieje i dlaczego tak jest. Jednym słowem wstyd, poczucie że nie jest się kobietą, udupianie się w swojej tragedii.. Po kolejnych nieudanych próbach szukając jakichś wskazówek w Internecie, trafiłam na Pana stronę: Była nadzieja – taki problem jest, nie mnie jedną to spotkało, jest ktoś, kto pomaga (!) Była rozpacz – a więc to jednak prawda, nic mi się nie wydawało, to opisana przypadłość z którą ludzie niekiedy borykają się latami. Nadzieja, że przy kolejnej próbie stanie się cud, prysła.. Potem był czas uciekania od problemu, godzenia się, że trzeba coś z tym zrobić, że to nieuniknione, co najwyżej można to jeszcze trochę odwlec. I tak jak Pan napisał w którymś momencie na forum, gdy spotyka nas porażka nasza reakcja często prowadzi do rozczarowania i wniosków – ja jestem przyczyną. Wyjściem, jakie Pan wskazał, jest podmiana rozczarowania na ciekawość, i myślę że choć nie było to taka entuzjastyczna ciekawość, to coś na jej kształt zaczęło się we mnie wtedy budzić. Zaczęłam czytać forum i choć daleka byłam od rozpoczęcia terapii, zaczęłam się oswajać z tematem, a to już było wiele, niech Pan mi wierzy :). Kiedy proponowana przez Pana terapia zaczęła mi się składać w całość, nie było w sferze moich wyobrażeń, że ja jestem do niej zdolna – co dopiero żeby angażować w to ukochaną osobę. Musiało upłynąć dużo wody w Wiśle zanim ciekawość i pierwsze próby przekonania się, czy coś tam w ogóle wejdzie ;)wzięły górę nad moją romantyczną wizją fizycznej miłości :P. Teraz wiem, że problem leżał w głowie i tak naprawdę trzeba było bardzo niewiele, żeby się go pozbyć. Przez ten czas wiele się zmieniło, chyba dużo się nauczyłam, przede wszystkim o sobie, swoim ciele, swoich potrzebach, nabrałam też dystansu do spraw seksu. No i przede wszystkim przezwyciężyłam pochwicę – mogę się kochać!:). Nadal wiele pracy przed nami, ale jesteśmy o te kilka hektolitrów łez bliżej siebie, i o te wiele nieprzespanych, przegadanych nocy. Nie żałuję, że nam się to przytrafiło, gdyby wszystko przyszło łatwo nigdy nie dowiedzielibyśmy się tyle o sobie, a tak czujemy, że razem wszystkiemu damy radę:). Panie Andrzeju, gdyby nie Pan, nie bylibyśmy tym kim jesteśmy – kobietą i mężczyzną, którzy czerpią ze swojej miłości siłę i radość. Mimo, że nigdy tak naprawdę nie zwróciłam się do Pana bezpośrednio o pomoc, czuję ogromny dług wdzięczności. Pan wskazał mi drogę, otworzył w głowie parę zardzewiałych szufladek a ja osiągnęłam swój cel:). To Pan pozwolił mi uwierzyć , że ja też MOGĘ :). Bez cennych informacji znalezionych na tej stronie, nigdy nie doszłabym do tego. Dziękuję z całego serca! To co Pan robi, jest wspaniałe. Pozdrawiam gorąco, Iwona 14.06.2011 |
|
|
|
83. KOCHANY
ANDZRZEJKU :-)))) 12.06.2011 |
|
|
|
82. Andrzeju Zanim Cię poznaliśmy, próbowaliśmy na wiele sposobów poradzić sobie z tym by móc się kochać. Wszystkie zawodziły lub nie starczyło na nie motywacji. Przynosiło to tylko smutek, kłótnie i jeszcze większe rozterki. Choć wiemy już seks nie ma mocy cudotwórczej i nie jest najważniejszy w życiu, to jednak nikt tak dobrze jak pochwiczanka nie zrozumie, że BRAK seksu potrafi zatruć życie. Myśli, że jest się „wybrakowanym modelem”, nie spełnia się oczekiwań faceta, że jestem beznadziejna i nic mi już nigdy nie pomoże. Gdy znaleźliśmy twoją stronę w internecie, szczerze mówiąc nie chciało nam się wierzyć, że jakiś inny facet może rozwiązać nasze problemy. Jednak po pierwszych mailach, a następnie po spotkaniu z tobą upewniliśmy się w twierdzeniu, że facet zna się na rzeczy i wie co robi :) Chociaż terapia nie była łatwa, małymi kroczkami zbliżaliśmy się do osiągnięcia celu, aż w końcu po kilku miesiącach się udało. Nareszcie jestem szczęśliwa w pełni! Pomogłeś mi uporać się z własnym i niesłusznym poczuciem winy i dzięki tobie pozbyłam się moich kompleksów i zrobiłam się odważniejsza. Niewiarygodne, ale cel osiągnęłam dokładnie w dniu, który wybrałam sobie ponad pół roku wcześniej (to kolejny dowód na to, że Andrzej jest czarodziejem ;)) W
naszym związku dużo zmieniło się na lepsze. Seks jest świetny ;)
Uczucie nie do opisania. I już nie chodzi o samą
przyjemność Dziękuję
ci Andrzeju za spotkanie, które wycisnęło ze mnie dużo łez
ale też dało wiele do myślenia i zaprawiło do boju :) DZIĘKUJEMY! K & A 7.06.2011 |
|
|
|
81. Cześć Andrzej! :) Trafiłem do Ciebie pełen strachu złych poglądów pełen kompleksów. Nieświadomy rzeczywistości, otaczającego mnie piękna, nie doceniałem chwil spędzonych z L, znajomymi, jak i sam w pojedynkę. Teraz, dzięki spotkaniom z Tobą, dzięki tym przejechanym kilometrom do Ciebie, do L, dzięki nieskończenie wielu zmianom poglądów, zmianom w sposobie myślenia dzięki, czasowi, który poświęciłeś nam, a my sobie wzajemnie stałem się lepszym, świadomym swej wartości człowiekiem. Dzięki słowom przeczytanym "Setmanowskich" książek poznałem wartość szacunku do siebie samego i wszystkich otaczających nas ludzi, wartość czasu, który staje się dla mnie niezwykle ważny, wartość rozmowy, która nie tylko rozwiązuje problemy i spory, ale daje niezwykle cenne informacje o drugiej osobie, jej potrzebach i pragnieniach. Czasem jakże trudna rozmowa przez mężczyzn niedoceniana, stała się prosta. A dzięki niej ile czasu można oszczędzić, czasu, który można poświęcić na rzeczy przyjemne niosące satysfakcje, zadowolenie i wspaniałe samopoczucie. Pokazałeś jak patrzeć na życie i cieszyć się nim. Dzięki Twojemu poczuciu humoru odkryłem własne, co pozwala mi wspólnie bawić się z L, wymyślać, co raz to dziwaczne rzeczy i w sposób niezwykle przyjemny spędzać czas. Poznałem wartość słowa „chcieć”, które pozwala kierować się tam gdzie wskazuje nasz wskazujący palec – do celu. Cel nabrał większego znaczenia. Bez niego nic by się nie działo, nie było by, po, co żyć, po co odkładać pieniądze, po co poświęcać na cokolwiek czas. W końcu dzięki ponad siedemdziesięciu nastruganym marchewkom, które miały łącznie ponad pięć metrów obwodu i dziesięć długości, dzięki nieskończenie wielu mililitrom przelanego lubrykantu i nieskończenie wielu minutom poświeconym przeze mnie, a w o wiele większej mierze przez L na ćwiczenia, dzięki determinacji i samozaparcia w dążeniu do celu, które wyciągało nas z dołków i pięło na szczyty, w końcu się udało. Dzięki linie, którą nam podałeś, dzięki tym, że wskazałeś drogę wspólnie wspięliśmy się na Mount Everest. Coś, co kiedyś było nieosiągalne, dziś jest jak wstawanie każdego ranka i picie kawy z mlekiem. Jest łatwe jak oddychanie i niezwykłe jak podróż w nieznane. A dzięki pracy, którą chcemy poświęcić temu stanie się jeszcze lepsze! Seks już na stałe zadomowił się w naszych mózgach, zadomowił się w nas całych. Jestem dumny z L, dumny z siebie! A co ważniejsze... Nie cofnąłbym czasu by coś potoczyło się inaczej, bo dzięki terapii, tym spotkaniom na marchewkowej trasie z Tobą na żywo, w mailach i na forum z pochwiczankami i pochwiczanami, dzięki tylu mądrym słowom napotkanym na tej drodze nie jestem pięćdziesiąt ani sześćdziesiąt procent. Jestem dziewięćdziesiąt procent i więcej! Szczęśliwy Alphamale! 7.06.2011 |
|
|
|
80. Kochany Andrzeju! Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że pochwica to już przeszłość! Dzisiaj znowu się Kochaliśmy- tak po prostu, tak naturalnie, bez bólu, strachu, skrępowania :) O tym, że pochwica już nie istnieje w mojej głowie przekonałam się także podczas wizyty u ginekologa- sama do siebie się śmiałam w trakcie tego badania :) Nigdy nie sądziłam, że to powiem, ale dziękuję za tę pochwicę, bo dzięki niej poznałam Ciebie, a na dodatek siebie i mojego Mężczyznę :) Jeśli ktoś patrzałby na mnie z boku to nie widziałby namacalnej zmiany w moim życiu, bo ona dokonała się w mojej głowie. Wszystko wokoło jest takie samo, świat jest taki sam, ludzie ci sami, Chłopak ten sam :) A jednak wszystko wydaje mi się piękniejsze- patrząc przez okno widzę cudowny świat- a nie przeprowadziłam się :) Chcę Ci podziękować za jedną z ważniejszych zmian, która się we mnie dokonała i która miała bardzo duże znaczenie dla naszego związku- że wpłynąłeś poprzez rozmowy, Twoje książki, maile na mój obraz M., teraz widzę w nim Cudownego Mężczyznę, którego Bardzo Kocham. A kiedy patrzę do lustra widzę Kobietę, która czuje się piękna i jest bardziej świadoma, wie też czego najbardziej potrzebuje mężczyzna i jak mu to dać :) Dalej nad sobą pracuję, ale to Ty pokazałeś mi jak budować w sobie bardzo cenne i niezbędne- poczucie własnej wartości. Nie wiem co byłoby, gdybyśmy Cię nie poznali i nie odważyli się do Ciebie przyjechać- pewnie stałabym się przeciętną, narzekającą i nieszczęśliwą Matką Polką- byłam już na dobrej drodze :P Często słyszę w swojej głowie zdanie, które nam powiedziałeś na spotkaniu „Zbudujcie swój związek, a nie związek oparty na schematach waszych rodziców”, chce Ci powiedzieć, że tak właśnie robimy :) Mam poczucie, że nasz związek nie należy do przeciętnych :) Andrzeju chcę Ci podziękować za wszystko, co dla nas zrobiłeś (chodź nie zdołam tego wszystkiego wymienić)- że wydobyłeś z nas poczucie, iż jesteśmy wyjątkowymi i wartościowymi ludźmi, za każdego mila, rozmowę, spotkanie, książki, które tego lata zamierzam przeczytać jeszcze raz :) za to jak z nami pracowałeś, za to że naprowadzałeś i inspirowałeś, za szalone zadania domowe….
- Szczęśliwi Kochankowie 4.06.2011 |
|
|
|
79. Andrzeju dziękuje za:
Z 31 kwietnia na 1
maja udało się podziękować Pani Pochwicy, a przywitać Wolność
Radość i Poczucie Rozkoszy. Byliśmy w takim szoku, że kręciło mi
się głowie /dosłownie/. MIKI 31.05.2011 |
|
|
|
78. KOCHANY ANDRZEJU! TU MASAKRA:)
nibyproblemów to tylko i wyłącznie nasza sprawka!!! Sami sobie wpierdzielamy takie jazdy, że szkoda słów. To wszystko to wina naszych pędzących myśli, które same nas nakręcają i tak właśnie jest tez z "pochwicą". Teraz uważam, tak jak mi kiedyś Mateusz Grzesiak powiedział, że tak na prawdę to pochwica nie istnieje!!! Z własnego doświadczenia wiem, że ciągłe myślenie o "pochwicy" powoduje naszą blokadę, bo to jest tylko psychika!!!! Andrzeju nie raz mi mówiłeś, że moja cipka myśli za mnie, bo mój już teraz były mąż nie był po prostu dla mnie. Ale teraz po dłuuugim czasie płaczu i cierpieniu wreszcie czuję się prawdziwą kobietą:) a nawet mój facet uważa że jestem Jego księżniczką:) Tak na prawdę każda z nas jest taką księżniczką, bo każda z nas jest wyjątkowa!!!!!
jak wtedy.Trochę się stresowałam, bo myślałam sobie że może znowu się nie udać i że znowu będzie mi przykro, ale rozluźniłam się i powolutku, wspierana przez mojego mężczyznę otworzyłam się!!!! Resztę szczegółów zachowam dla nas;) Teraz za każdym razem jest lepiej i powoli seks zaczyna mi sprawiać przyjemność:) a dodam jeszcze że wcale nie ćwiczyłam, a wcześniej nie mogłam nawet paluszka włożyć.
już takie szare jak kiedyś!!! Nie wiem co jeszcze mam pisać i chciałabym aby wystarczyło słowo DZIĘKUJĘ, ale wiem, że to nie wystarczy!!!!!! bo to co robisz dla innych ludzi jest bezcenne!!!
wiem że teraz sobie myślicie że łatwo mi to mówic bo juz mam to za sobą, ale wierzcie mi byłam tez na Waszym miejscu i wiem jakie uczucia Wam towarzyszą. Jeśli kochacie tak bardzo swoich mężczyzn a Oni Was to nie ma możliwości żeby się nie udało, To kwestia odpowiedniego wyobrażenia sobie jak bardzo chciałybyście poczuć tego którego kochacie, w sobie, aby seks nie był tylko aktem fizycznym (któremu według Was towarzyszy ból, bo wcale nie musi tak być, tego nawet nie można nazwać bólem, to raczej można nazwać nieprzyjemnym uczuciem, ale powtarzam nie zawsze tak jest) ale też przeżyciem duchowym, bo akurat mi to właśnie bardzo pomogło. Trzymam kciuki za wszystkie kobitki, aby Wam również się udało jeśli chcecie to piszcie:)
20.05.2011 |
|
|
|
77. Kochany Andrzeju! Dzięki Tobie w Pierwszy Dzień Wiosny o godz. 23.50 stałam się kobietą!!! Po wielu przepłakanych latach, po kilku nieudanych terapiach, Ty jedyny wiedziałeś jak mi pomóc, jak do mnie dotrzeć, jak mnie otworzyć na siebie samą i na świat. Wierzyłeś we mnie, nawet wtedy, gdy ja poddawałam się. To, co wydawało mi się niemożliwe, nieosiągalne- udało się!!! Zawdzięczam Ci również to, że mogłam stać się kobietą przy WYJĄTKOWYM MĘŻCZYŹNIE. Zaufałam Mu, a On sprawił, że mój pierwszy raz miał miejsce w niesamowitych okolicznościach, których nie zapomnę do końca życia. Było romantycznie, namiętnie, zabawnie. Po prostu cudownie!!! Ten mężczyzna sprawił, że czułam się jak KSIĘŻNICZKA…Patrzył na mnie, mówił do mnie, dotykał mnie tak, że wszystko oprócz NAS przestało istnieć. Tylko ON mógł sprawić, że tak się czułam, ponieważ zna i rozumie mnie, jak nikt inny. O takim mężczyźnie marzy każda kobieta. Mam ogromne szczęście, że GO spotkałam w swoim życiu. Andrzeju! Dziękuję Ci za Twoje książki pełne prawdy i mądrości, za każde nasze spotkanie, cierpliwość, za odpowiedź na każdego e-maila i za to, że zawsze mogłam na Ciebie liczyć. Pomogłeś mi stać się kobietą i za to do końca życia będę Ci wdzięczna. Zawsze będziesz w moim sercu. Pozdrawiam Cię serdecznie. Księżniczka PS Jeśli będziesz miał kiedykolwiek taką nieufną klientkę jak ja, zgadzam się, abyś podał mój adres, (...) to chętnie podzielę się swoim "wychodzeniem" z pochwicy. 31.03.2011 |
|
|
|
76. Kochany Andrzeju! Jesteś wielki :) Nie wierzyłam, że tak szybko będę mogła napisać.. TAK! TAK! TAK! Naprawdę nam się udało! Po dokładnie 19 miesiącach białego małżeństwa skonsumowaliśmy je 2 marca nie raz, nie dwa i nie trzy!!! To niesamowite, że to, co jeszcze tak niedawno zdawało się być czymś kosmicznym, nieosiągalnym, nagle okazało się całkowicie NATURALNE, zupełnie jak jedzenie i spanie. Za pierwszym razem bałam się nawet poruszyć, byłam w takim szoku, że TO JUŻ, że NIC NIE BOLI i że jest tak CHOLERNIE PROSTE!!! Bardzo, bardzo dziękuję Ci za to, że zrobiłeś rewolucję w mojej głowie :) Szczególnie za Twoją córkę, która towarzyszyć mi już będzie chyba zawsze :) Kiedy w listopadzie 2010 czytałam rycząc i smarkając podziękowania z tej strony, bardzo dziwne wydawało mi się, że wciąż powtarza się w nich tekst o tym, że to wcale nie pochwica okazała się w terapii najważniejsza. Czytałam to, nie rozumiejąc nic, bo dla mnie to właśnie ona była życiową tragedią, czymś nie do przeskoczenia, jakąś straszliwą klątwą na mnie spoczywającą, a pozbycie się jej najważniejszą rzeczą na tym etapie mojego życia... Ech... Dziękuję Ci za to, że otworzyłeś mi oczy i pokazałeś, że są o wiele ważniejsze rzeczy do pokonania we mnie! Przede wzystkim zaś dziękuję Ci za to, że dałeś mi NARZĘDZIA, które pomagają mi zmienić siebie, wykorzenić chore lęki i po prostu... szczęśliwie żyć! Nie myślałam, że to napiszę, ale NAPRAWDĘ FIZYCZNIE czuję, że stałam się PRAWDZIWĄ KOBIETĄ :) I... jest mi z tym cudownie! To niewiarygodne uczucie- dziękuję Ci za to, że pokazałeś mi, że można inaczej! Dzięki Tobie wiem, że teraz- już jako Kobieta, a nie zagubiona dziewczynka- mogę całe swoje życie budować na zdrowych fundamentach, że naprawdę mogę zacząć WSZYSTKO od nowa! Dziękuję za dodanie skrzydeł :) Z serdecznymi pozdrowieniami Kasia-Kobieta i Paweł-Mężczyzna :) 16.03.2011 |
|
|
|
75. Drogi Andrzeju, Na początku mojej terapii, nie sądziłam, że przyjdzie ten moment, w którym będę mogła napisać „podziękowanie”, a tym samym dołączę do wymarzonego grona „ex”. 15 stycznia pożegnałam się z pochwicą, z którą kolegowałam się przez ostatnie 10 lat, a z którą chciałam się rozstać przez ostatnie 14 miesięcy, bo tyle właśnie trwała moja terapia. Tak długo? Tak, bo długo dojrzewałam – do każdego ćwiczenia, do każdego kolejnego etapu ćwiczeń (mimo, że pisałeś na co czekasz?), do przekonania, że nie jest tak, jak mi się wydaje, do wyzbycia się „chorego” myślenia… To ostatnie de facto bolało najbardziej :) Nigdy nie zapomnę tych kilkugodzinnych rozmów, podczas których rozkładałeś moje zdania na 1000 czynników pierwszych. Ależ mnie potem bolała głowa. Aż trudno uwierzyć, ale to wszystko miało sens – każda rozmowa, każde ćwiczenie, każda zabawa, nawet gumowa kaczuszka! Czy były chwile zwątpienia – ależ oczywiście. Dwa kroki do przodu, jeden albo nawet trzy do tyłu – narastające wyrzuty sumienia i litry wylanych łez! Ale tak miało być! Żałuję tylko dwóch rzeczy. Po pierwsze, że nie odważyłam się napisać do Ciebie parę lat wcześniej, gdy znalazłam Twoją stronę w Internecie. Skorzystałam z nieefektywnej terapii pani seksuolog, która tylko pogłębiła moje poczucie beznadziejności L Ta wyboista droga miała mnie po prostu doprowadzić do Ciebie :) Po drugie, żałuję, że tak długo trwało to moje „dojrzewania”, ale z drugiej strony teraz zwycięstwo smakuje znacznie lepiej! Przede wszystkim chcę Ci podziękować za to, że pokazałeś mi drogę do szczęścia. Jestem wdzięczna za ogromne pokłady cierpliwości, za to, że jak trzeba było to mnie krytykowałeś, ale co ważne były też chwile pochwał :). Dziękuję za inspirujące lektury, tak prawdziwe i sprawiające wrażenie, że są napisane właśnie dla mnie. Dziękuję Ci za ten moment, w którym mogę uronić łezkę nad podziękowaniem, ale nie tym które z zapartym tchem śledziłam w Internecie, ale nad MOIM własnym! Dziękuję, a raczej dziękujemy Ci z całego serca za ciepło, wyrozumiałość i za wiarę w nasze wspólne szczęście! M. i P. PS1. Skaczemy z radości. Jestem w ciąży! PS2. Dziewczyny - mimo chwil zwątpienia nie przerywajcie terapii. Nie warto! 8.03.2011 |
|
|
|
74. Andrzeju,
7.03.2011 |
|
|
|
73. Kochany
Andrzeju !
Marta
Ja
borykałam się z nią sama prawie 20 lat, a dzięki terapii pokonałam
ją w trzy miesiące.
|
|
|
|
PS 69. Andrzeju
Kochany!! Wiem, że bezpośrednio nie przyczyniłeś się do TEGO ;) ale dzięki Twojej pomocy i podejściu mogę teraz przezywać najpiękniejsze chwile i cieszyć się ze szczęśliwego małżeństwa i "kiełkującego" macierzyństwa! Po raz kolejny nie wiem jak mam Ci dziękować, ale DZIĘKUJĘ
prosto z serca! Kasia i Paweł
1.02.2011 |
|
|
|
72. Witaj Andrzeju !Pamiętam dzień, w którym znalazłam Twoją stronę w Internecie, szukając pomocy w tych trudnych dla mnie chwilach. Po dokładnym jej przeanalizowaniu trafiłam na pozycję „Podziękowania”. Czytając te wszystkie wpisy kobiet, które uporały się z tym problemem, jedynym moim pragnieniem było to, aby móc się tu kiedyś wpisać z własnymi podziękowaniami. Jednak moje pragnienia przysłaniał chory pogląd pochwiczanki, która nigdy nie będzie miała możliwości podziękować na tej stronie, za wygraną z pochwicą. Dzięki Twojej pomocy, terapii i ciągłemu uświadamianiu mnie w moich chorych poglądach nadszedł ten dzień w którym i ja mogę ogłosić w tym miejscu swój sukces !!! Dlatego też w pierwszej kolejności chciałam podzielić się z Tobą Drogi Andrzeju naszą radosną wiadomością: Wreszcie nam się udało !!! Po 8 miesiącach od naszego pierwszego spotkania z Tobą i w kilka dni po drugiej wizycie u Ciebie, nadszedł dzień w którym odnieśliśmy nasze wspólne zwycięstwo ! Patrząc z perspektywy czasu, te osiem miesięcy było okresem upadków i wzlotów, postępów i cofnięć w moich ćwiczeniach, przeplatanym konsekwentną walką i chwilami zwątpienia (zapewne charakterystycznymi dla nas – pochwiczanek). Okresem, który zaczął się od moich łez i bezradności przed spotkaniem z Tobą, poprzez dużą chęć ćwiczeń i szybkiego uporania się z tym problemem. Następnie huraoptymizmem związanym z atmosferą po zjeździe w Spale, gdzie spotkałam wspaniałych ludzi i zrozumiałam, że nie jestem „jedyną kosmitką” na świecie, a jedną z wielu - tych wspaniałych kobiet, którym pochwica także się przydarzyła. Z biegiem czasu huraoptymizm jednak gasł, wkradała się bezsilność i zwątpienie oraz brak mojego kontaktu z Tobą, co było największym moim błędem. W tym momencie jednak sukces w swojej walce z pochwicą odniosła jedna z zaprzyjaźnionych pochwiczanek, która wraz ze swoim mężem tchnęła we mnie nowego ducha walki i przekonała nas do bardziej otwartego kontaktu z Tobą oraz do wzmożonej pracy. Wtedy też nadszedł czas drugiego spotkania z Tobą, z którego wyszliśmy bardziej umocnieni i ukierunkowani na sukces. Po raz kolejny udzieliłeś mi lekcji dotyczących otwartości na seks i po raz n-ty obaliłeś moje chore poglądy na życie, udzielając wsparcia i zrozumienia. Po kilku dniach przyszła tak długo oczekiwana chwila naszego triumfu !!! Nasz pierwszy raz nastąpił idealnie w 15 miesięcy po naszym ślubie. Można napisać, że mieliśmy wtedy taką naszą „noc poślubną” tylko odroczoną o 15 miesięcy. To było coś fascynującego, wręcz niewiarygodnego. To był „nasz prawdziwy pierwszy krok w chmurach”, który pozwolił nam poczuć się jakbyśmy byli nastolatkami ( ...może to śmieszne?...). Oczywiście, musieliśmy się w tym upewnić i to powtórzyć z pozytywnym skutkiem, sprawdzając czy nie był to tylko jednorazowy nasz wyczyn. Tak więc reasumując moja terapia trwała 8 miesięcy, choć wierzę, że przy naszym wspólnym (moim i męża) aktywniejszym podejściu do niej i większym otwarciu na Twoje Andrzeju metody, mogłaby być krótsza. Teraz, gdy już na spokojnie nad tym myślę, zdaję sobie sprawę jak dużo Andrzeju Ci zawdzięczamy. Wtedy też przychodzą mi na myśl te oto słowa: „Ciągle jeszcze istnieją wśród nas anioły. Nie mają wprawdzie żadnych skrzydeł, lecz ich serce jest bezpiecznym portem dla wszystkich, którzy są w potrzebie. Wyciągają ręce i proponują swoją pomoc.” W Tobie Andrzeju udało mi się znaleźć Takiego anioła... Dlatego też w tym miejscu pragnę Ci bardzo podziękować za: - dużą cierpliwość wobec mnie, - otwartość i nieustanną chęć pomocy, - cenne rady , które dawały mi siłę do walki w trudnych chwilach, - wspaniałą lekturę, czytaną wspólnie z mężem, która pozwoliła mi zmienić sposób myślenia o sobie i otaczającym mnie świecie, - ale przede wszystkim za to, że pokochałam seks i pokonałam pochwicę, Specjalne podziękowania dla Ciebie kieruje także mój mąż: - za Twoje metody terapii, które pozwoliły mu poczuć się już po trochu tatusiem, gdyż właśnie dowiedzieliśmy się, że zostaniemy rodzicami !!! Wiem jednak, że żadne słowa nie wyrażą naszych podziękowań, a najpiękniejszą formą podziękowania za ofiarowaną nam pomoc jest późniejsze przekazywanie jej innym, co mam nadzieję czynimy opisując wszystko tak dokładnie. Dlatego też zwracam się do wszystkich dziewcząt mających problem z pochwicą: - nie bójcie się napisać do Andrzeja, uwierzcie, że on potrafi Wam pomóc i dzięki niemu pokonacie pochwicę !!! A wy drodzy ich partnerzy, narzeczeni czy mężowie wspierajcie swoje kobiety tak dzielnie, jak robił to mój mąż i z taką otwartością jak on traktujcie spotkania i terapię u Andrzeja! Mamy także nadzieję, że jeśli tylko nam Pan Bóg i zdrowie pozwolą to spotkamy się na zjeździe w Spale. Dziękujemy! M & J 21.01.2011 |
|
|
|
71. ANDRZEJU!!! Wielkie dziękuuuuuuję !!!!!! Udało się!!! Pokonałam pochwicę! Moja terapia trwała dosyć krótko. Cel wyznaczyłam sobie na lipiec, a mamy styczeń :) :) :) W końcu mogę powiedzieć, że jestem pełnowartościową kobietą i szczęśliwą mężatką. To stało się tak nagle, naturalnie, niespodziewanie, że do tej pory nie wierzę.... Myślałam, że jestem jedynym beznadziejnym przypadkiem, który nie ma szans na wyleczenie się. Czytając wszystkie podziękowania dla Ciebie nie do końca wierzyłam w ich prawdziwość. A tu proszę....sama je piszę :) Dziękuję Ci za to, że mnie prowadziłeś, że obaliłeś moje chore, prymitywne poglądy na życie. Nareszcie świadomie mogę powiedzieć - nie boje się seksu! Wręcz przeciwnie, pierwsza chcę go inicjować :) Moja radość jest ogromna, a to wszystko dzięki Tobie :)Dzięki Tobie, Twojemu znakomitemu podejściu do mnie jestem pełna życia, gotowa się uśmiechać, kochać to życie. Ty mnie tego nauczyłeś. Nauczyłeś mnie bycia szczęśliwą i radosną, pewną siebie, uśmiechniętą i pogodną. Nauczyłeś mnie tak wiele i za to Ci dziękuję. M. i P. 20.01.2011 |
|
|
|
70.
Nie zapomniałam o podziękowaniach. Myslę o nich od 2 dni i nie wiem jak w paru zdaniach mam opisać to co przeżyłam przez ten rok. Kiedy pisałam do Ciebie w lutym 2010 roku nie wierzyłam w to że się uda i pokonam swoje lęki. Już byłam po jednej terapii i nawet pogodziłam się z losem. Ale trafiłam na Twoją stronę, przeczytałam podziękowania od innych dziewczyn i postanowiłam, że spróbuję ten ostatni raz. Napisałam w lutym ale dopiero pod koniec października zaczęłam ćwiczenia, bo ciągle odkładałam ten moment, szukałam wymówek i tak naprawdę to sama nie wiem czemu to tyle trwało. Chyba musiałam do tego dojrzeć i wyzwolić się z własnych lęków i zachamowań. Początkowe ćwiczenia poszły nawet szybko, marchewki też a dopiero potem wszystko stanęło w miejscu i posuwało się w żółwim tempie do przodu. Wtedy dopiero zaczęłam mieć wątpliwości czy się uda i czy będę mogła kiedyś napisać te podziękowania. Ale udało się. Wreszcie się udało!!! Ale dzisiaj wiem że trzeba było otworzyć się na swojego męża i mu zaufać. SUKCES zawdzięczam cierpliwości mojego męża i Twojej Andrzejku. Mylę że nieprzypadkowo trafiłam na Twoją stronę i tylko Ty mogłeś mi pomóc. Dziękuję też za to, że miałeś dla mnie czas i odpisywałeś na każdy nie zawsze mądry :))) list. Wiedziałam, że nie jestem sama z moimi problemami. Dziękuję też że nie zawsze podsuwałeś mi gotowe rozwiązania i zmuszałeś żebym sama pomyślała. Chociaż przyznam, że mnie to nieraz strasznie wkurzało, gdy na moje wynurzenia padało z Twojej strony tylko jedno słowo :))))) Dzięki Tobie przestałam bać się bliskości i seksu, a sprawy które kiedyś wydawały się takie trudne, nagle stały się proste albo przestałam o nich myśleć. Wiem że jeszcze musimy z K. trochę popracować, ale wierzę że w moim małżeństwie czeka mnie jeszcze wiele wspaniałych chwil. Z K. też się lepiej dogaduję a wydawało mi się że to nigdy nie nastąpi. Mogłabym tak jeszcze pisać i pisać, ale cokolwiek nie napiszę to i tak słowa w pełni nie oddadzą tego co czuję. Ogromnie Ci wdzięczna malkontentka Kaśka : * :))))) 16.01.2011 |
|
|
|
63 - ps. Nie piszę z reklamacją, wręcz przeciwnie. Nadal sporo z mężem o Tobie myślimy, więc postanowiłam Ci o tym zakomunikować, w razie gdyby piekły Cię uszy, miałbyś czkawkę albo inne zabobonne objawy cudzej aktywności umysłowej na Twój temat :) Dziwnie trochę pisać maila o swoim życiu seksualnym, ale jakoś tak czuję potrzebę podzielenia się z Tobą moją radością. Gdy ostatni raz pisałam do Ciebie, było to po osiągnięciu celu. To co się wtedy działo i co czułam to było bardziej jak wróżba, zapowiedź, początek, dobry fundament czy też pierwsze piętro drapacza chmur. Teraz tak to widzę, bo wtedy wydawało mi się to produktem kończącym się. Było ciut zagubienia w nowej sferze, ciut rozczarowania, że to niby ma być ten wielki, wspaniały, wybujały seks, a to takie ot coś jak gimnastyka, wkładanie, wyciąganie i już. Pocieszyłam się szybko różnym artykułami o wyobrażeniach pochwiczanek na temat seksu, które nie mają wiele wspólnego z prawdą i pogodziłam się z tym, że to jednak były tylko moje fantazje, a rzeczywistość jest bardziej prozaiczna. Ten pogląd okazał się chory :)))) Po krótkim czasie świeżego konsumowania starego już małżeństwa stwierdziliśmy, że trzeba było zaczekać z pisaniem podziękowań dla Ciebie, bo mielibyśmy jednak o wiele, wiele, wiele ciekawsze i bardziej entuzjastyczne wersy po upojnych wieczorach niż wtedy po koślawych i bojaźliwych aktach wkładania i wykładania części A do części B ;). W każdym bądź razie chciałabym Ci napisać, że jestem Ci ogromnie wdzięczna za to co osiągnęłam. Ogień był we mnie, ale miotacz dostałam od Ciebie. Kiedy w końcu uciekły mi z głowy wątpliwości z gatunku: wejdzie dziś czy nie wejdzie i zaczęliśmy coraz lepiej wykorzystywać wiedzę o sobie nawzajem jaką uzyskaliśmy podczas zabaw z seksem, nasz seks stał się cudowny. Przestałam go unikać, traktować jak obowiązek, ba! zaczęłam go sama inicjować, bo zaczął mi przynosić autentyczną i pełną przyjemność i satysfakcję, którą czerpię z siebie i z obserwacji zadowolenia męża :) Chce mi się płakać z radości, tańczyć z radości :D. A to co wyczytałam o tych zbyt dużych oczekiwaniach wobec seksu, to mogę Ci tylko napisać, że to gówno prawda! To są całkiem realne oczekiwania i właśnie mi się spełniają :). Jak już jesteśmy tak pijani tym swoim szczęściem to tylko tak do siebie mówimy: co to by było, gdyby nie było Andrzeja Setmana??? Czasem mi się wydaje, że Ty chyba nie jesteś w stanie wyobrazić sobie tego, co my możemy poczuć dzięki Tobie, to jakbyś rozdawał lemoniadę na środku pustyni. Tej wdzięczności i radości nie zrozumie nikt, kto nigdy nie miał pochwicy. Jak zaczynałam, Sunflower napisała mi, że jeszcze będę wdzięczna, że mam pochwicę i teraz to rozumiem. Nie wiem czy w innych okolicznościach, moglibyśmy stworzyć z mężem tak głęboki związek, poczuć tę jedność, tę wspólną radość ze wspólnie osiągniętego celu czy tak doceniać swoje zalety. Codziennie obserwuję zachodzące w nas zmiany na lepsze, czuję się coraz szczęśliwsza i coraz bardziej kochająca.
DZIĘKUJĘ CI, ANDRZEJU!!! :)
12.12.2010 |
|
|
|
69. Andrzeju
Wspaniały i w 100% Skuteczny! Od ostatniego razu, gdy napisałam do Ciebie, że była pierwsza udana próba współżycia, sprawdzaliśmy z Pawłem czy to był przypadek, a jeśli nie to czy następnym razem powiedzie się lepiej... I tak się upewniamy, sprawdzamy, próbujemy, aż nadszedł czas, że w końcu mogę to powiedziec - TAK, UDAŁO NAM SIĘ!!
Kasia i Paweł 06.11.2010 |
|
|
|
66 – P.S. "Andrzeju, Przez
wiele lat żyłam zamknięta w swojej skorupie skazując się na
udawane okazywanie swojego nastroju, uczuć, myśli. Żyłam w
przeświadczeniu, że tak ma być. Okłamywałam się, że jestem
szczęśliwa. Mało tego w chwilach zwątpienia, czy jestem
szczęśliwa, tłumaczyłam sobie, że nie zasługuję na szczęście.
Godziłam się na krytykę innych wobec mojej osoby. Najlepiej
wychodziła mi krytyka mnie samej. Andrzeju,
te słowa są dla mnie bardzo osobiste i skierowane tylko do Ciebie,
lecz wiem, że może gdy je ktoś przeczyta, postanowi tak jak ja
odmienić swoje życie, nie bać się przede wszystkim go odmienić.
Dlatego jeżeli umieścisz je gdzieś na swojej stronie będzie mi
bardzo miło :) 04.11.2010 |
|
|
|
68. WITAJ ANDRZEJU WSPANIAŁY HURRRRRA UDAŁO SIĘ, STAŁO SIĘ TO 04 WRZEŚNIA 2010 R. UDAŁO NAM SIĘ, UDAŁO!!!!!!!!!!!!!! ANDRZEJKU BARDZO CI DZIĘKUJĘ, BO GDYBY NIE TWOJA POMOC PEWNIE DALEJ BYM TKWIŁA W TYM SAMYM PUNKCIE MOJEGO ŻYCIA. BRAKUJE MI SŁÓW, KTÓRYMI MOGŁABYM CI PODZIĘKOWAĆ ZA WSZYSTKO CO DLA NAS ZROBIŁEŚ I CO GODNE BYŁOBY TWOJEJ OSOBY. PRZEDE WSZYSTKIM DZIĘKUJĘ CI ZA POZYTYWNEGO KOPA W TYŁEK; ZA SŁOWA, KTÓRE NAJPIERW BYŁY POWODEM WYLANIA MORZA ŁEZ, ALE PRZEDE WSZYSTKIM PODTRZYMYWAŁY NA DUCHU I PRZEWRACAŁY MYŚLENIE DO GÓRY NOGAMI NA POZITIW; ZA DOBRĄ ENERGIĘ, ZA CUDOWNĄ LEKTURĘ I W OGÓLE ZA TO, ŻE JEST TAK WSPANIAŁY CZŁOWIEK JAK TY. ZA CAŁOKSZTAŁT WIELKIE DZIĘKUJĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! JEDYNE CZEGO ŻAŁUJĘ TO JEST TO, ŻE TAK BARDZO PÓŹNO DO CIEBIE TRAFIŁAM, BARDZO TEGO ŻAŁUJĘ. ALE NIE OGLĄDAMY SIĘ ZA SIEBIE TYLKO PRZED SIEBIE PRAWDA. Z ZADAŃ WYWIĄZYWAŁAM SIĘ DZIELNIE CAŁY CZAS, JEDYNIE JAKIŚ WSTRĘTNY STAN ZAPALNY, KTÓREGO SIĘ NABAWIŁAM UNIEMOŻLIWIŁ MI ĆW. Z MARCHEWKĄ NA 3 TYGODNIE. PISZĘ DOPIERO TERAZ BO MUSIAŁAM W TO UWIERZYĆ, ŻE WSPÓŁŻYCIE MOJE I KAROLA NIE BYŁO PRZYPADKIEM I TERAZ W TO WIERZĘ. STAŁO SIĘ TO CAŁKIEM NIEOCZEKIWANIE, NIE WTEDY GDY SOBIE ZAPLANOWAŁAM TYLKO TAK CAŁKIEM SPONTANICZNIE Z ZASKOCZENIA. JEST TAK JAK MÓWIŁEŚ TY I DZIEWCZYNY PISAŁY NA FORUM I ROZMAWIALIŚMY W SPALE, CZYLI JESZCZE TRZEBA WSZYSTKO DOSZLIFOWAĆ I PEWNIE BĘDZIE JESZCZE PRZYJEMNIEJ. WIESZ W KOŃCU MYŚLENIE CZY SIĘ UDA, CZY SIĘ NIE UDA PRZESTAŁO RZĄDZIĆ MOIM ŻYCIEM, A TERAZ SEKS STAJE SIĘ PRZYJEMNOŚCIĄ. JAKBY KTOŚ PRZEŚWIETLIŁ MOJĄ GŁOWĘ W TRAKCIE TYCH KILKU OSTATNICH MIESIĘCY, TO BY MOŻNA PODZIELIĆ NA TAKIE 3 ETAPY I WYCZYTAĆ: W PIERWSZYM OKRESIE TERAPII: TYLKO PŁACZ I MYŚLI NA PEWNO TYLKO MI SIĘ NIE UDA, DO KOŃCA ŻYCIA JUŻ TAK ZOSTANIE - GŁÓWNIE JAK CZYTAŁAM PODZIĘKOWANIA DLA CIEBIE. W DRUGIM ETAPIE: ZACZĘŁA NIEŚMIAŁO PRZEDZIERAĆ SIĘ NADZIEJA, ŻE JA TEŻ MOGĘ POKONAĆ POCHWICĘ, OPRÓCZ TWOICH PORAD I ĆWICZEŃ WIELE DAŁO MI DO MYŚLENIA TEŻ CZYTANIE FORUM. A W 3 ETAPIE: STAWAŁAM SIĘ CAŁY CZAS PEWNIEJSZA, PRZEWAŻYŁA OCHOTA ŻEBY SPRÓBOWAĆ I SUKCES, W KTÓRY (TERAZ JUŻ WIEM) CAŁY CZAS PODŚWIADOMIE WIERZYŁAM. I WIESZ JUŻ SIĘ NIE CZERWIENIĘ JAK KOLEŻANKI OPOWIADAJĄ O SWOICH PRZYGODACH Z SEKSEM. W KOŃCU JA TEŻ MOGĘ (SKROMNIE NA RAZIE) DORZUCIĆ COŚ OD SIEBIE. OGROMNE DZIĘKUJĘ ANIA I KAROL. 25.09.2010 |
|
|
|
67. DZIĘKUJĘ Za to że zmieniłam myślenie z chorego na zdrowe, Za to że stałam się całkiem innym człowiekiem, Za to że mój związek przeżył renesans po bardzo trudnym i burzliwym okresie, Za konstruktywną krytykę, Za uświadomienie mi „którędy droga”, Za pyszną kawę z miodem, I za wszystko dobre co jeszcze mnie czeka…. Spotkanie Ciebie i cała terapia była moim największym życiowym drogowskazem. Do tej pory nie mogę uwierzyć że TO stało się już :) Jeszcze raz za wszystko po stokroć DZIĘKUJĘ!!!!!!!!!! Monika B. 20.09.2010 |
|
|
|
66. Andrzeju, Ty pokazałeś mi, że można żyć inaczej, lepiej, świadomie. Nauczyłeś mnie, zmiany postrzegania siebie, mężczyzn i świata. Zaufaniem, którym Ciebie obdarzyłam, odwzajemniłeś się zrozumieniem i akceptacją. Dzięki Twojemu wsparciu wierzyłam, że przy systematycznej pracy jestem w stanie pokonać pochwicę. Pokazałeś mi, że droga którą idę niekoniecznie jest dobra dla mnie. Podczas moich największych lęków i obaw, wszystkie je rozwiewałeś. Dzięki Tobie, kiedyś pełna kompleksów, stałam się pewną siebie i swojej seksualności kobietą. I wreszcie najważniejsze po przeszło dziesięciu tygodniach ćwiczeń stałam się w pełni wartościową kobietą :) Dziękuję Tobie za wszystko co dla mnie zrobiłeś, za wsparcie, akceptację i zrozumienie. Dziękuję Ci za to, że to co kiedyś niemożliwe stało się realne. Dziękuję Ci za 22 pytania, na które wymyślanie odpowiedzi poruszyło we mnie najbardziej skrywane tajemnice. Dziękuję Ci za słowa: ”Abym uzyskał upragniony cel, efekt ma być zależny ode mnie. Jeżeli jest zależny w stu procentach, to mam pewność jego osiągnięcia” to dzięki nim uwierzyłam, że osiągnięcie mojego CELU jest tylko kwestią czasu :) Andrzeju w myślach nazywam Cię moim Przyjacielem, bo nigdy nikomu tak nie zaufałam i nie opowiedziałam więcej najbardziej sktywanych tajemnic o sobie. I dziękuję Tobie za to, że chciałeś pokazać mi drogę, w czasie gdy ja nie widziałam dla siebie ratunku. Za wszystko to co umiem wyrazić słowami i za to czego nie umiem ubrać w słowa DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ ANDRZEJU :))) Aneta :) 19.09.2010 |
|
|
|
65. Dziekujemy 11.09.2010 |
|
|
|
64. ANDRZEJU kiedyś z płaczem czytałam te podziękowania, dziś sama próbuje coś „sklecić” :) I stwierdzam, że nie ma takich słów, którymi mogłabym wyrazić swoją wdzięczność, wiec tak zwyczajnie DZIĘKUJĘ!!! Za cierpliwość… niesamowite poczucie humoru…wiarę we mnie, kiedy mi już jej brakowało…za to że, w Twojej obecności czułam się wyjątkowo oraz za milion innych rzeczy :) Ty doskonale wiesz jak ciężka dla mnie była ta droga do miejsca, w którym obecnie się znajduję… jaki opór w sobie miałam. Dziś wiem, że dzięki pochwicy zmieniłam swoje życie, swój związek i jestem inną osobą. Nadal nie mogę uwierzyć w to, że już po wszystkim, że terapia się udała, a ja pokonałam pochwice, przyszło to niespodziewanie… niesamowite uczucie. A miałam być jedyną, której się nie uda…nie wyszło :) ….terapia działa nawet na tak zatwardziałe pacjentki :) Zmarnowałam wiele czasu zadręczając się wyrzutami sumienia, poczuciem winy, ale nie żałuje żadnego dnia terapii choć trwała długo, każdy dzień przynosił cos nowego i ważnego, tworzył nową mnie. Poznać Ciebie to niesamowita przygoda:) DZIĘKUJE… NAUCZYŁEŚ MNIE ŻYĆ… M. i P. 16.08.2010 P.S. będzie pożytek ze stołu i krzeseł :) 28.08.2010 |
|
|
|
63. Andrzeju! Czytając
pierwszy raz podziękowania ex-pochwiczanek przeszło rok temu,
ryczałam jak bóbr, a jednocześnie podejrzewałam, że sam je
sobie napisałeś ;), a teraz proszę, lepszego rozwiania swoich
wątpliwości nie mogłam sobie wymarzyć … i
mnie przyszło dołożyć coś do tego cudownego materiału dowodowego w
sprawie o seryjne morderstwa pochwicy przy pomocy Twoich narzędzi
zbrodni ;). Dziękujemy! K. i S. 15.08.2010 |
|
|
|
62. Kochany Andrzeju..... Naprawde niewiele w zyciu spotkalo mnie takich chwil, ze zabralko mi jezyka w ustach, czy raczej palcow na przyciskach...Zatkalo mnie - to juz jest to! Nie wiem, od czego zaczac dziekowac, bo jest tego tyle.... Moja droga do wielkiej wygranej nad pochwica trwala chyba rekordowo dlugo, na pewno grubo ponad rok. Nie zaluje ani jednego dnia, nie przyspieszylabym terapii ani o jeden dzien. Bo byla to przepiekna, przemadra dorga, do wielkiego sukcesu, chyba najwiekszego w moim zyciu. Widocznie moja podswiadomosc dobrze to wykombinowala, ze trawlo to tyle...A wygrana nad pochwica, to tylko piekne ukoronowanie, poniewaz wydarzylo sie TAK WIELE... Moje zycie w stanelo do gory nogami. Nie bylo takiej rzeczy, ktorej podczas terapii bym nie zanegowala, postawila pod znakiem zapytani. Dzieki Tobie, przeswietlilam kazda czastke siebie, zeby pozbyc sie wszelkich glupot z mojej glowy. Jestem taraz JA, taka prawdziwa... Dziekuje Ci za to, że zaczęłam marzyć i w te marzenia mocno wiezyc. Otworzyly mi sie oczy na swiat i wiem, ze nalezy on do mnie. Nie zawiode siebie - zasluze na swietne miejsce, z najlepszym widokiem na tamtym siecie.... Niczego nie zaniedbam... Smieje sie treraz jeszcze glosniej. Mowie co mysle. Mysle co mysle, szczeze z soba. Pozbylam sie glupich lekow, durnych przkonan ograniczajacych moje zycie... Dziekuje, ze odzyskalam mojego tate. Nawet nie wiesz jakie to wazne, bo nie udalo sie tego zrobic podczas innych terapii. Nie wiedzialam wczesniej, ze jest takim wspanialym czlowiekiem. Dziekuje, ze pomogles mi spojrzec na innych w sposob prawdziwy, bez zadnych przeklaman, zeby pokochac ich prawdziwie, z ich wadami. Wiesz, ze chodzi mi o mame. Dziekuje Ci, ze pomogles spojrzec na Zorbe jak na faceta i przestac traktowac go jak przystalo na matke polke. Wiadomo dobrze, ze przez to moglam zepsuc naprawde swietny zazek... Dziekuje, za nauczenie sie wybaczania przede wszystkim sobie, a potem upiorom z przeszlosci, ktore teraz wydaja sie juz tylko zabawne. Mozna by tak jeszcze dlugo... I jako ukoronowanie tego wszystkiego, ze otworzyles mi droge do rozkoszy, ktore wiem że na mnie czekaja, wielkiej radosci z milosci... Moja terapia wplynela jak wiesz nie tylko na mnie. Zaszly duze zmiany rowniez i wsrod moich bliskich...To niesamowite, ze spelnilo sie dokladnie WSZYSTKO zapisane w kontrakcie. A to dopiero poczatek mojego SZCZESLIWEGO zycia pelna piersia... Jestem Ci dluzna do konca zycia i bardzo sie z tego ciesze... Mam wielka nadzieje, ze moja pomoc,w jakiejkolwiek sferze zycia Ci sie przyda - zawsze jak tylko moge jestem gotowa pomoc Tobie i Twojej pracy...Zawsze bedzie to dla mnie wielka przyjemnosc...
Andrzejowi, jednemu z ludzi, o jakich pisza byc moze tylko w ksiazkach.. Za moje SZCZESCIE Dorota*** 30.07.2010 |
|
|
|
61. Dziekuję Za zabieranie bajek, gorzkich żalów i lęków. Za zabranie wielu innych śmieci i balastów za trafianie w sedno za książki za ciepło, serdeczność i za obecność. Za pokazanie ścieżki. Za odzyskanie przestrzeni w której czasem już klarownie widać, że to co jest, jest tym co ma być. Drogi Andrzeju W wyobraźni wystawiłam Ci pomnik. Nie ma drugiej takiej osoby do której mam TYLE wdzięczności i TAKI szacunek. Oto fanfary godne CIEBIE - Mój Sokratesie :) http://www.youtube.com/watch?v=iLV2UL5qipE&feature=related
Kobieta o Męskim Umyśle (Ex po prawie tuzinie lat, 2 miesiące terapii) 23.07.2010 |
|
|
|
60. Tak jak zapewniałeś.. doczekałeś się i moich 'oficjalnych podziękowań' :P :D JUPI!! :D Więc Andrzejku... po prostu, banalnie.. DZIĘKUJĘ CI ZA TO JESTEŚ :D :) za wszystko co mi dałeś.. a głównie za tego solidnego kopa w dupę! (szczerze uwielbiam Twoją bezpośredniość.. :) :* Dzięki Ci za dogłębne zainteresowanie moją osobą i za Twoje wszystkie uświadamiające słowa! Generalnie za poprawienie mojej głowy... :/ :) Już od dawna nie narzekałam na pochwicę, i teraz jako Super-Ex nigdy nie będę żałować, że ją miałam. Ta przypadłość okazała się jedną z najlepszych rzeczy jakie mnie w życiu spotkały! Poznałam Ciebie, siebie 'od środka', i wiele wspaniałych ludzi! Same korzyści!! :)))) Dzięki mojej kochanej pochwicy czuję się o wiele dojrzalsza i bardziej wiem czego chcę, bo w końcu M Y Ś L Ę :D:D Odkąd Cię znam moje życie jest łatwiejsze, barwniejsze i o wiele zabawniejsze :D Szczególne dzięki za każdorazowe, a nawet mailowe rozbawianie mnie do łez :D:D Za "Tak... chcę kochać" oraz inne niezapomniane, ekscytujące przygody... ;> :P :D Wiedz, że czuję się zajebistą szczęściarą, że mogłam Cię poznać!! :* Mój Najdroższy.. ;D haha (tego raczej nie publikuj! ;) :D ... to co zachodzi między mną a kimś w łóżku, pozostaje między nami w łóżku :PP było fajnie:)) i bezboleśnie:)) jedyne co Ci mogę zdradzić.. to, że (wcale nie z bólu) darłam się jak wariatka..:P (sąsiedzi zapamiętają tą noc..) T. stwierdził, że wcale nie jest u mnie tak.. ciasno.. hehehe nie wiem czy powinnam się cieszyć :P ;) mam 600% dowodu na to, że nie jestem już dziewicą:D za szóstym razem już chyba miałam dosyć... bo czułam się strasznie... WYJEBANA :D HAHAHHA :** Twoja krakowska siksa Wielki Francuski Buziak :************** jak zawsze :D 13.07.2010 |
|
|
|
59. ANDRZEJU Za dawanie nadziei, za nietuzinkowość w przechytrzaniu naszych upartych przekonań, za kpiarskie poczucie humoru kiedy nie jest do śmiechu, za mozolne nas rekonstruowanie, wreszcie za genialne w prostocie MARCHEWY ;) ;) ;) PIĘKNIE DZIĘKUJĘ!!! TA TWOJA MIESZANKA WYBUCHOWA DZIAŁA -A JA PRZEKONAŁAM SIĘ O TYM TRZY DNI TEMU!!! S. 2.06.2010 |
|
|
58. Dziękuję Ci Andrzeju. Zmiana nie jest taka zła :) Dokonała się z godziny na godzinę. 16 maja stałam się kobietą. JUUUUUUPIIIII!!!!!! Czekałam na tą chwilę 2 lata… a po 2 miesiącach terapii udało się :) Jestem kolejnym przykładem na Twoją skuteczność. Przychylam się też do apelu B. Dziewczyny odwagi! M.K. 26.05.2010 |
|
|
57. Drogi Andrzeju, To będą PODZIĘKOWANIA DLA CIEBIE, ale również APEL do WSZYSTKICH DZIEWCZYN, które wylewają tony łez przez pochwicę. DZIEWCZYNY!!! To jest naprawdę wyleczalne i z pomocą Andrzeja jesteście w stanie się tego balastu błyskawicznie pozbyć!!! Kiedy w stczniu b.r. znalazłam tę stronę i czytałam podziękowania od Ex-Pochwiczanek TU zamieszczone - ryczałam jak głupia. Jeszcze wtedy nie wierzyłam, że i ja będę mogła TU zamieścić swoje podziękowania. Ale jak widać UDAŁO SIĘ!!! :-) Z pochwicą żyłam 5 lat. Terapia u Andrzeja trwała niecałe 4 miesiące!!! Jest maj, a ja już wreszcie mogę kochać się ze swoim Mężem i czuć się w pełni wartościową żoną/kobietą. Andrzeju! DZIĘKUJĘ, że dzięki Tobie jestem już w pełni SZCZĘŚLIWA!!! DZIEWCZYNY POCHWICZANKI! Nie ma co zwlekać i czekać na cud, bo on się nie wydarzy. Piszcie szybko do Andrzeja, a też za jakiś czas będziecie Mu TU dziękować :-) B. 26.05.2010 |
|
|
56. Już minęło kilka dni jak się nam udało pokonać pochwice i chciałam Ci bardzo, ale to bardzo podziękować:) Za to że ciągle wiedziałam, że jeśli będę mieć pytania albo coś zacznie się chrzanić to mogę pisać, dzwonić i Ty zrozumiesz o co się dzieje jak nikt inny! Za to że jak przyszedł dzień i strasznie nie chciało się już nawet ruszyć, tylko zasnąć i tyle, a co dopiero zrobić ćwiczenia ale miałam wrażenie, że ktoś mnie pilnuje i "będzie zły", że sobie odpuściłam! I ostatecznie okazało się, że teraz nie wiem jak to się działo, że byłam "zamknięta"!;) To takie się teraz wydaje proste, że aż szokujące;) I musze powiedzieć, że mieliśmy ogromne szczęście, że tak szybko znalazłam kontakt do Ciebie, bo ponad rok nie wiedzieliśmy co z tym robić, a ostatecznie w ciągu miesiąca jest po wszystkim i jesteśmy happy!;) Bardzo happy!:) Także dziękujemy bardzo bardzo bardzo ale to bardzo :* IM&M 14.05.2010 |
|
|
55. Andrzeju,
Słowa
nie oddają tego co chcę napisać, gdyż zatracają cały sens
myśli.
13.05.2010 |
|
|
54. Andrzeju, nie wiem jakich słów powinnam użyć aby okazać Ci w pełni moją wdzięczność. Nigdy nie wątpiłam w to, że rzeczywiści pomagasz tylu kobietom… jednak czułam się wyjątkiem (w złym tego słowa znaczeniu), któremu się nie uda. Nie dowierzałam, że ja też Ci kiedyś podziękuję ;) Szczęściem w nieszczęściu było, że w miarę po niedługim czasie od momentu kiedy dowiedziałam się co mi naprawdę jest, znalazłam na stronie internetowej podziękowania dla Ciebie od innych kobiet. Pojawiła się wtedy jakaś nadzieja… pamiętam, że płakałam czytając te słowa… Nie zwlekałam, by napisać do Ciebie… i to była chyba najmądrzejsza decyzja jaką podjęłam;) Wszystko mnie jednak nadal przerażało. Do kolejnych etapów ćwiczeń podchodziłam mozolnie, z niepewnością, a TY z uśmiechem dawałeś mi do zrozumienia, że to wszystko jest tak bajecznie proste - i w gruncie rzeczy tak właśnie było;) DZIĘKUJĘ CI ANDRZEJU!!!;) Udało się!!!;) Osiągnęłam swój cel – spokojnie, bez bólu;) Też były łzy ale już innego rodzaju niż wcześniej;) Nie czuję się gorsza!;) Dziękuję Ci nie tylko ja, ale i Mój Partner;) który nie słucha już opowieści o moich lękach, nie ociera moich ciągłych łez z powodu pochwicy. Dziękuję!!!;) jch89 10.05.2010 |
|
|
53. Miejsce to, jest przeznaczone do podziękowań dla Andrzeja. Ja robię wyjątek i swoje podziękowania kieruję do Andrzeja oraz mojego partnera W. Cieszyć
się życiem? Zawsze starałam się nim cieszyć. To, że świeci słońce,
pachnie las, było dla mnie tym samym, co dla innych awans w pracy
lub nowy wóz. Ale teraz już się nie staram. Zamiast tego –
cieszę się, czerpie radość z każdego dnia i mimo że życie czasami
daje porządnego kopa, ja wiem, że może być tylko lepiej. 20
kwietnia 2010, ani wieczorem, ani w nocy, a po 12 w południe nawet
przez myśl mi nie przeszło, że za chwilę słowo ‘pochwica’
nie będzie zadręczało więcej mojej głowy...Na totalnym
luzie… Jestem taka radosna, szczęśliwa, wniebowzięta, oszalała! no brak słów… W
zeszłym tygodniu W. zażartował do mnie, że „Oooo, 17
kwietnia to już będzie po sprawie”. Pomyślałam sobie –
„hmmm, taa może uda się włożyć cały paluszek bez bólu…” Andrzej
– jesteś
nieocenionym terapeutą, a co ważniejsze – moim Przyjacielem.
I piszę Ci to ze łzami radości w oczach… W.
– brakuje mi słów, którymi mogłabym wyrazić
to, co teraz czuję… Pati – BSK Bardzo Szczęśliwa Kobieta :) 23.04.2010 |
|
|
52. Spotkanie ciebie było dla nas najdziwniejszym ale jednocześnie najcudowniejszym doświadczeniem w naszym życiu. Nawet nie wiemy jak mamy ci podziękować za to co dla nas zrobiłeś. Twoja pomoc jest bezcenna i nie ma słów które wyraziłby naszą wdzięczność. Pamiętam kiedy po raz pierwszy się spotkaliśmy. Szok, złość, łzy i w końcu zaufanie. Zaufaliśmy tobie i przygoda się zaczęła. Napisałam kiedyś tobie cytując „Bellę” „ (…) – Czuję się potrzebny... ale jest i druga strona medalu. Niestety większość pacjentów zapomina nawet podziękować. Szczególnie ciężko jest mi wtedy, gdy ci, którym poświęciłem wiele energii i uwagi, znikają bez wieści, a jeszcze tak niedawno gotowi byli oddać wszystko, żeby pokonać chorobę. Powróciwszy do zdrowia, nawet nie przyślą głupiej kartki z jednym jedynym słowem: „dziękuję”. Popatrzył na mnie znad okularów i powiedział z uśmiechem: – To znaczy, że jest pan znakomitym terapeutą. Nie dość, że odchodzą, to nawet zapominają o chorobie. Czyż to nie jest najwspanialsze potwierdzenie skuteczności i podziękowanie, jakie może dostać lekarz? (…)„ Odwołuję ten cytat. Wiem, że nigdy o tobie nie zapomnę i nawet nie chcę. Postanowiłam, że nie będę się rozpisywać nad tym jak bardzo nam pomogłeś bo pokonanie pochwicy, a także zmiany podejścia do życia, jest najlepszym dowodem na twoją skuteczność. Dziękujemy ci z całego serca. K. & K. 31.03.2010 |
|
|
51. Witaj Andrzeju! Nadal nie mogę uwierzyć, że to się stało. Pokonałam pochwicę!!! UDAŁO SIĘ !!! Jestem przepełniona pozytywną energią, obudziła się we mnie wiosna, upragniona wiosna!!! Jestem uśmiechniętą i szczęśliwą kobietką ! :) :) :) To prawda, nie było łatwo. Były momenty radości i postępów, a innym razem szło pod górkę a zmartwienie zabijało radość i nadzieję. Patrząc na to z perspektywy czasu wiem, że te wszystkie emocje były mi potrzebne. Dzięki nim wiele się dowiedziałam o sobie, o życiu, zaczęłam się sobą interesować, stałam się kimś ważnym, wyjątkowym. Zrozumiałam, że nic nie muszę i wszystko mogę osiągnąć jeśli tylko będę Chciała. Dziękuję Ci, za to, że teraz mogę przeżywać z mężem tak wyjątkowe, wspaniałe chwile! Dziękuję Ci, za to, że naprowadziłeś mnie na właściwą drogę, dałeś nadzieję! Dziękuję Ci, że nauczyłeś mnie bycia otwartą i pewną siebie! Dziękuję Ci, że nauczyłeś mnie podchodzić do życia z uśmiechem! Dziękuję Ci, że nauczyłeś mnie bycia cierpliwą ! Dziękujmy losowi, że pojawiłeś się w naszym życiu! Jesteś Wielki !!! DZIĘKUJMY CI ANDRZEJU Z CAŁEGO SERCA!!! Angelika :)
$$$$$$$$$(¯`v´¯)$$(¯`v´¯) 23.03.2010 |
|
|
50. Andrzeju, dziękuję! Za to, że nie głaskałeś po główce, lecz za to, że gdy podczas naszego pierwszego spotkania zaczęłam płakać, Ty z tym większą pasją ściskałeś mnie jak cytrynkę - tak, że już nie wiedziałam, czy śmieję się przez łzy, czy płaczę ze śmiechu, patrząc na flak, który z cytrynki pozostał. Za to, że nie prowadziłeś za rączkę, a jedynie wysyłałeś w drogę. Za to, że nie krytykowałeś, lecz zachęcałeś, bym swój ogromny potencjał samoudupiający wykorzystała w innej sferze - pozytywnomyślącej. Za to, że nauczyłeś mnie, że nie wszystko na świecie potrzeba zmieniać, że często akceptacja rzeczywistości jest najskuteczniejszą metodą. Za to, że mi powiedziałeś "co dobre wczoraj, nie musi być dobre dzisiaj". Dzięki temu uczę się seksu na nowo, a nie staram się już usilnie powielać tego z przeszłości. Dzięki temu przestałam traktować pochwicę jak jakąś karę, klątwę oznaczającą brak seksu do końca życia, lecz stała się dla mnie wybawieniem od seksu, który nie sprawiał mi radości, który był wymuszony i udawany, który mnie krzywdził. Pochwica to był krzyk rozpaczy mojego ciała, domagającego się ode mnie więcej troski i szacunku. Pochwica to był bunt mojego ciała przeciwko mojemu choremu podejściu do seksu i związków. Za to, że dzięki Tobie to zrozumiałam - dziękuję. Mam cholernie dużo szczęścia, że spotkałam mojego męża i że spotkałam Ciebie :))) W 22.03.2010 |
|
|
49. Kochany Andrzeju, Jesteś człowiekiem, który zmienił moje życie. Pomogłeś mi w poradzeniu sobie z pochwica, z koszmarem, który towarzyszył mi przez 15 lat mojego życia. Nie umiem wyrazić słowami swojej wdzięczności za to, że mogę się kochać i czuć się kobietą. Wszystkie słowa będą banałem. Nauczyłeś mnie wychodzić poza schematy. Dzięki Tobie odważyłam się kochać. Kochać z otwartymi oczami, kochać pomimo słabości – innych a przede wszystkim siebie!!! Jesteś człowiekiem, który jest i będzie w moim życiu bardzo ważny, już zawsze. Nie tylko, dlatego, że nie mam już pochwicy. Przede wszystkim, dlatego, że będę poszukiwać. Poszukiwać szczęścia, swojej drogi w życiu. Otworzyłeś mi OCZY NA ŻYCIE!!! Od momentu, kiedy zaczęłam z Tobą pracować nic nie jest takie jak kiedyś. DZIĘKI!!! I LOVE YOU :) Aneta 2.03.2010 |
|
|
48. Mijał czas bez seksu. Najpierwjako dziewczyna i chłopak, potem jako narzeczeni, a potem jako małżeństwo. Gdy jedna terapia zawiodła myślałam, że tak już zostanie. I wtedy znalazłam Ciebie i okazało się, że wystarczy 2 miesiące znajomości, żeby coś się zmieniło. 37 dni terapii, żeby nie czuć bólu, który przez tyle lat stał na przeszkodzie do pełni szczęścia. Teraz wiem, że reszta zależy ode mnie. Dziękuję, że potrafisz na nowo uczyć prostoty zachowań, które ludzie bezsensu komplikują! Magda PS: Dziękuję też za hektolitry różnorakich soków wypitych w totalnie zadymionej kuchni! 21.02.2010 |
|
|
47. Kochany mój przyjacielu Minęło już 7 dni od kiedy pochwica jest tylko wspomnieniem, a ja ciągle w to nie wierzę. Kilka razy próbowałam napisać te podziękowania, ale wciąż mam taką gonitwę myśli w głowie, że ciężko coś sensownego złożyć. Pół roku zwlekania i wymówek a potem tylko 23 dni ćwiczeń i pochwica pokonana. Normalnie łał :) Tego szoku, kiedy penis męża wszedł we mnie bez żadnego bólu nigdy nie zapomnę. Potem nieustająca fontanna łez szczęścia, że to już, że tak łatwo, że nie bolało, że nie ma się czego bać, że seks jest przyjemny. Dziękuję Ci z całego serca za to, że mnie obudziłeś. Dziękuję Ci za to, że jesteś ze mną szczery, że nie cackałeś się ze mną tylko dopierdalałeś, kiedy trzeba było i stawiałeś na nogi po każdym kryzysie. Dziękuję Ci za to, że odpisałeś na wszystkie 348 maili, które do Ciebie napisałam. Nie mogę uwierzyć, że to piszę, ale nie żałuję że miałam pochwicę, bo dzięki niej poznałam Ciebie i odmieniłam swoje życie. Nareszcie mam czystą głowę, zmieniam swoje chore poglądy, w końcu wiem czego JA chcę. Życie nabiera koloru, mam nad nim kontrolę, żyję po swojemu. Jestem szczęśliwa. Dziękuję Ci za to, że jesteś, za to jaki jesteś i za to że Ci się chce! Magda F. PS. od męża Andrzej wielkie dzięki za to, że mogę w końcu bzykać żonkę :) 18.02.2010 |
|
|
46. Drogi Andrzeju, Wyobrażasz sobie, że należę już do ex-pochwiczanek?! Jakie to fantastyczne uczucie:) Jestem bardzo dumna z siebie:) Jak tylko dostałam maila od Ciebie, żebym przeleciałą męża wiedziałam już wtedy na 100%, że to zrobię i że się uda. Już parę dni wcześniej czułam, że przygoda z marchewką zbliża się dużymi krokami ku końcowi:) Ale potrzebowałam usłyszeć to od kogoś, komu ufam- czyli od Ciebie kochany Andrzeju. Udało sie! Serce mi tak mocno waliło. Długo z mężem nie mogliśmy uwierzyć, że osiągnęliśmy to czego tak bardzo pragnęliśmy. Ale tak, naprawdę nam się udało!! I to dzięki Tobie! Andrzeju dziękuję Ci za WSZYSTKO. Za to, że pokazałeś mi, że można inaczej, za to, że uświadomiłeś mi, że można być cudownie szczęśliwym oraz za to, że zrozumiałam, że świat jest w zasięgu ręki. Uważam, że pochwica była dla mnie darem, cudownym darem. Gdyby nie ona, nie spotkałabym Ciebie i nie nauczyłabym się tego wszystkiego, co dziś sprawia, że jestem bardzo szczęśliwą kobietą. Jesteś niesamowitą osobą i czuję się zaszczycona, że mogłam Cię poznać:) Jeszcze raz dziękuję Ci Andrzeju!!! Aneta 8.02.2010 |
|
|
45. Jestem kolejną, której pomógł Andrzej i pewnie kolejną, która nie może uwierzyć, że to już się stało :) Sama przez pół roku próbowałam walczyć z pochwicą, która była dla mnie czymś, czego nie mogłam zrozumiec. 18 grudnia spotkałam się z Tobą Drogi Andrzeju :) Łzy leciały, nie żałowałes mi chusteczek :) Baardzo odwlekałam rozpoczęcie ćwiczen i dopiero 17 stycznia kupiłam pierwszą prywatną marchewkę :) Po 13 dniach ćwiczeń (tylko 13 ! ) pochwica nie istnieje !! :) Jak wiesz, ciągle nie mogę w to uwierzyć. Swoją ostatnią marchewkę mam jeszcze schowaną i do tej pory jej nie wyrzuciłam, ale zaraz to zrobię :) Za każdym razem, gdy będę w sklepie spożywczym i zobaczę ów warzywo pomyślę o Tobie Andrzeju. Podczas robienia zupy też i gdy będę kładła się do łóżka również. Cieszę się ogromnie, że Cie poznałam. Dziękuję dziękuję dziękuję !!!!! :) Bardzo chciałabym Cię uściskać. Jesteś WIELKI ! :) Michalina 31.01.2010 |
|
|
44. Tak, tak i jeszcze raz tak!! Był seks, była przyjemność!! :D Pierwszy raz w życiu dziękuję za pochwice! To właśnie dzięki niej znalazłam najwspanialszego faceta na świecie! Takiego, któremu zależy na mnie, a nie tylko na seksie, który dba o mnie i codziennie powtarza mi, jak bardzo jest zakochany i jaka cudowna i śliczna jestem! Który na wieść „kochanie chyba jestem w ciąży” promienieje radością i pyta – „jakie imiona wybierzemy?” Kiedy późnym wieczorem przestraszona dzwonię i mówię „kochanie chyba samochód mi się zepsuł” on odrywa się od Xboxa i kolegów i przyjeżdża żeby naprawić mój samochód! Przyjeżdża z uśmiechem na ustach, że może coś dla mnie zrobić! Pochwica to błogosławieństwo, które otwiera nam oczy drogie panie! To nie wrzód na dupie (albo na cipie, interpretacja dowolna) ale DAR NIEBIOS! A więc koniec z użalaniem się nad sobą Drogie Pochwiczanki, bierzemy życie w swoje ręce i czym prędzej pędzimy do Setmana, któremu należy się MEDAL ZA STWARZANIE KOBIET! Poprawka. Wy pędzicie do Setmana, ja do grawera co by medal sporządzić! Bo otwieranie oczu klientom to jego specjalność. DZIĘKUJĘ Andrzeju !!! Natalia, KOBIETA Socjolog. 20.01.2010 |
|
|
43. No i stało się:) Stało się to, co jeszcze jakiś czas temu wydawało mi się nieosiągalne i tylko dla wybranych, do których ja miałam się nie zaliczać. A jednak dzisiaj znalazłam się wśród grona pochwiczanek, które pomimo wcześniejszych klęsk osiągnęły sukces :)))) Dzisiaj po raz pierwszy w życiu nie czułam bólu, zamiast niego była radość, duma, ekscytacja, lekkie niedowierzanie, że to dzieje się tu i teraz MNIE:) Były też dobrze mi znane łzy - ale tym razem wyrażały szczęście :) Rafał pytał sam zaskoczony czy wszystko ok, a ja z bananem na twarzy kazałam mu skupić się na robocie:) Dziękuję Ci Andrzeju za to, co dzisiaj zdarzyło się w moim życiu. Dziękuję, że dałeś mi drugą szansę i pozwoliłeś mi zawalczyć o swoje szczęście wskazując drogę. Kiedyś myślałam, że pochwica to przekleństwo, a dzisiaj wiem, że była mi potrzebna, żebym mogła zmienić coś w swoim życiu, żebym mogła zajrzeć w siebie i zapytać się czego CHCĘ. Żałuję, że nie mogę Cie teraz uściskać, bo gestem można wyrazić dużo więcej niż słowami, ale nic straconego, kiedyś przyjadę ... :) Goodbye marchewki, goodbye :) - tylko mój pies jakiś smutny :P Dziękuję :* Ania 18.01.2010 |
|
|
42. Andrzeju! Pisze do Ciebie, ze lazmi w oczach (szczescia i wzruszenia oczywiscie). Tysiac razy wyobrazalam sobie jak to bedzie jak mi sie uda i co ja wtedy napisze i bakuje mi slow... Gdybys tu byl skonczyloby sie na wielkim uscisku wdziecznisci i mokrej Twojej koszuli z lez mojego niewyobrazalnego szczescia. Andrzeju, najwsapnialszy lekarzu tej upierdliwej dolegliwosci dziekuje Ci z calego serducha, az pisac nie umiem bo mi sie oczy lazmi przewalaja, ze sie jej pozbylam. Jestem wlasnie po najwspanialszym (jak do tej pory ;) seksie w moim zyciu. Bez leku, bez spinania, bez obawy, ze bedzie bolalo, bez bolu. Skonczylo sie na wyluzowanym doswiadczeniu bliskosci osoby, ktora jest mi tak szczegolnie bliska, na czulosci i szczesciu, satysfakcji i nadziemskiej przyjemnosci plynacej z fizycznego obcowania z druga osoba. Problem polegal na zupelnej nieswiadomosci (czytaj slepoty na oczywiste fakty, ktorych sie jakos nie widzialo) oczywistego faktu moich przekonan na temat seksu. Przekonania pozmienialam na "seks jest szczytem przytulania" to do mnie najbardziej przemawialo. Obudzilam w sobie wojowniczke. Bardzo sie Ciesze, ze sie z Toba skontaktowalam. To byla bardzo sluszna decyzja, ktorej skutki bede pamietac cale zycie. Andrzeju w naszym zyciu jest niewiele osob, ktorych spotkanie wyznacza gleboki korzen wiezi w naszym sercu. Z calym przekonaniem i szacunkiem jestes jedna z nich. Ja staram sie byc takim dobrym duszkiem dla tych, ktorzy tego chca, a ktorych dane mi jest spotkac na mojej drodze. Andrzeju, jeszcze mi sie nogi trzesa, z calego glebokiego serducha, tak z samego dna dziekuje Ci. Oczywiscie slow nie starczy by opisac to co czuje... Dziekuje Ci z zaufanie, za kontakt i cierpliwosc, za madrosc sluszlosci tych banalnych pytan, za mozna inaczej, za obudzenie sil, ktore sa we mnie a ktorych nie znalam, za nadzieje na jeszcze tyle dobrego co mnie jeszcze czeka, za czas tak cenny, za wsparcie, za odpowiedzi, za cierpliwosc, za te ksiazki, ktore gdy czytam czuje sie wybrana, za niezwyklosc losu. Widzisz Andrzej, blogoslawiona ta pochwica bo przez nia nie jestem az tak slepa jak bylam. Tej nocy pewnie dlugo nie bede mogla zasnac. Jeszcze napisze jak emocje opadna. Andrzeju jeszcze raz dziekuje Joanna 17.01.2010 godz. 1:30 |
|
|
41. I dnia pewnego NIEMOŻLIWE stało się RZECZYWISTE, a słowa piosenki „Być kobietą, być kobietą” przestały być marzeniem, a stały się faktem. To co najbardziej przerażało dało zaskakujący ogrom radości, szczęścia i poczucia dopełnienia. Nareszcie nie wstydzę nazwać siebie samej KOBIETĄ. Nie miałam pojęcia jak dużą radochę daje odkrywanie swej kobiecości. Jak cudownie jest doświadczyć i odkryć ile przyjemności, a nie lęku i wstydu daje męska nagość i bliskość, męski dotyk i pocałunek, a przede wszystkim jak cudownie czuć w sobie prawdziwego… męskiego… chuja :) Znowu chce mi się marzyć bo wierzę w siłę, która spełnia marzenia i wiem, że ta siła jest częścią mnie. Zawsze chciałam wiedzieć co i jak będzie, a teraz.... :) życie zbyt pięknie zaskakuje, żebym sobie odbierała przyjemność niespodzianek jakie mi ono serwuje. Jaka jestem…? ciągle ta sama, tylko ulepszona i odkryta, bo kolejne warstwy pancerza (przez lata budowanego) opadają. Momentami mam wrażenie, że ból pochwicy był tylko sennym marem, bo nie ma po nim śladu. Andrzeju, mówiąc Ci to jedno proste słowo DZIĘKUJĘ wiem, że jest ono NAJWAŻNIEJSZYM DZIĘKUJĘ w moim życiu. Jeśli „złapałam” pochwicę po to, by móc poznać Ciebie, Twoje spojrzenie na świat, Twoje podejście do życia i drugiego człowieka i … to jestem za nią wdzięczna. I wiem, że gdyby nie TY, Twój genialny pomysł marchewek-rozdziewiczajek, 5 pytań, Twoje poczucie humoru, Twoje prowokacje, docinki, przytyki, rozmowy przy stole w kuchni, … a przede wszystkim to ciepło, szacunek i zrozumienie bijące z Ciebie - nie byłoby mojej drugiej daty urodzin :) JESTEM SZCZĘŚLIWĄ KOBIETĄ! DZIĘKUJĘ! A. styczeń 2010 |
|
|
|
40. Chciałam Ci serdecznie podziękować za dotychczasową rozmowę mailową. Po warsztatach zdecydowałam się spróbować popracować jeszcze sama. Zmotywowałeś mnie bardzo do codziennych ćwiczeń i dzięki rozmowom z Tobą zaczęłam bardziej wierzyć, że poradzę sobie z moim problemem. Bardzo pomogło mi to, że zadałeś mi dużo pytań odnośnie mojego bycia we wspólnocie. Przemyślałam to wszystko i zaczęłam myśleć samodzielnie, a przede wszystkim oparłam się na moim mężu. Efekt tego jest taki, że udało się nam być razem :):):). Po ok dwóch tygodniach od warsztatów, nastąpiła duża poprawa, do tego stopnia, że św. Mikołaja zapamiętam do końca życia, bo wtedy nam się udało. Bardzo Ci dziękuję, za mailową rozmowę i warsztaty, dużo one dały mnie i mojemu mężowi. Ewa 11.12.2009 |
|
|
|
39. Andrzeju... Dziękuję, że mogłam Cię spotkać. Ciebie, Zorbę naszych czasów. To Ty pokazałeś mi nowe smaki, barwy i zapachy życia. To Ty pokazałeś mi, jak zrozumieć siebie - swoje ciało i duszę. Poznałam Cię jako zakompleksiona, niepewna siebie dziewczynka oderwana od rzeczywistości. Dzisiaj piszę już jako Kobieta. Szczęśliwa, spełniona, pełna wiary w siebie i w innych ludzi, świadoma własnej wartości, odnajdująca iskierki radości w życiu, Podążająca za swoimi marzeniami i pasjami. Niegdyś - z towarzyszką pochwicą - słowo "seks" było dla mnie jedynie psutobrzmiącym słowem. Dziś jest cudownym zespoleniem i zjednoczeniem dwojga ciał. Jest listopadową nocą w Juracie :-) Po stokroć wdzięczna, Agata 24.11.2009 |
|
|
|
38. PODZIĘKOWANIA:))) Z tego miejsca i w tym momencie pragnę bardzo gorąco podziękować Tobie, mój drogi Andrzeju - mój Aniele Stróżu ... W Tobie znalazłam oparcie, za które bardzo, bardzo dziękuję. Do tej pory byłam w zawieszeniu, targana między codzienności, a bujaniem w obłokach. Było mi źle, tak źle, że nie mogłam znaleźć swojego miejsca, czułam się zagubiona, bezradna, inna. Teraz już jestem szczęśliwa. Pamiętnego 29 października pozbyłam się pochwicy:))) O rany, co to była za noc :))) To właśnie Twoja wiara we mnie i upór pozwoliła mi przejść na drugą stronę rzeki, obfitującą w chwile szczęścia i radości ... Ja odnalazłam siebie. Teraz mam skrzydła ... Teraz jestem prawdziwą kobietą, a kto wie może kiedyś będę Aniołem ... Aniołem Stróżem jak Ty dla mnie, mój drogi Andrzeju :))) Mój przyjacielu dziękuję Ci za wszystko, za to, że byłeś i jesteś, za to, że już zawsze będziesz ... Tak wiele mi pokazałeś, pozwoliłeś patrzeć swoimi oczami, i teraz widzę więcej niż mogłam zobaczyć wcześniej ... Zaszczepiłeś we mnie cząstkę Siebie ... Pokochałam Cię jak przyjaciela, jak ojca ... Teraz jestem pełna szczęścia, rozkwitam jak urzekający pąk ... Dziękuję Ci za to, co zrobiłeś... Już zawsze część Ciebie będzie przy mnie ... Twoja pomoc w pozbyciu się pochwicy jest nieoceniona ... Jesteś moim przyjacielem - moim Aniołem Stróżem ... Na zawsze wdzięczna - EX Pochwiczanka Edyta 18.11.2009 |
|
|
|
37. Andrzeju... Z Podziękowaniami, było u mnie jak z Seksem, tj bezowocnie próbowałam pozbyć się pochwicy, dopóki TEGO po prostu nie zrobiłam :) Dziś chcę dziękować, mimo, że bezsilność w wyrażeniu uczuć, które mam w sercu - wdzięczności, radości, satysfakcji, dumy - zwala z nóg... bo jak tu SZCZĘŚCIE ubrać w słowa.... Teraz, gdy rozumiem i czuje co autor - piszący o sekscytacji - miał na myśli, kusi, by zaczerpnąć z poezji... Pożarze pierśny, płomieniu ustny, Bezsenne noce, senne poranki! Bądź pochwalony i bądź rozpustny, Uśmiechu wiernej mojej kochanki! Choć, zasypiając, nie wie, że pieszczę, Lecz drga opodal swymi ramiony... Raduj mnie jeszcze i męcz mnie jeszcze, Śnie, jej biodrami w łożu wyśniony! Jednakże autor ten zapewne nie miał pochwicy...a ja MIAŁAM. Z perspektywy dzisiejszego dnia (po 6 latach znajomości, 2 małżeństwa - bez seksu) pozostaje mi dziękować za nią, bo dzięki niej poznałam Ciebie i moje życie nie jest już szarym, nijakim pasmem problemów, leków, smutku ... To z Twoją pomocą nasz "pierwszy raz" był najpiękniejszym prezentem na drugą rocznicę ślubu. Był duchową ucztą, po której (też pierwszy raz w życiu) płakałam ze Szczęścia. Doświadczyłam, co znaczy JEDNOŚĆ ciał i dusz, co znaczy być RAZEM. Moment, w którym mój Mąż BYŁ we mnie, to najcudowniejsza chwila, jakiej w swoim 26-letnim życiu doświadczyłam w relacjach z drugim człowiekiem... I ten stan Bliskości bez granic, gdy zostawił swoje nasienie, jako cząstkę siebie we mnie... Każdy kolejny raz przynosi więcej fizycznej- seksualnej satysfakcji - radośnie i rozkosznie "próbujemy", odkrywamy, uczymy, bawimy, poznajemy i zapowiada się, że nuda w alkowie nam nie grozi :) TO jest czas CUDÓW, który stał się rzeczywistością dzięki Twojej pomocy. PO 201 dniach "pracy" z Tobą, już wiem co to MIŁOŚĆ, poznałam siebie, zrozumiałam Męża, odzyskałam SWOJE życie i zaczęłam ŻYĆ, zamieniłam „mieć” na „Być” i „muszę” na "CHCĘ". Dla mnie jesteś Mentorem, Przyjacielem, Nauczycielem, Autorytetem, Mistrzem Życia, Przewodnikiem, Znawcą Kobiecych Dusz, Profesjonalistą... Żadne słowa nie wyrażą wdzięczności Tobie za spotkania, rozmowy, e-maile, sms'y; Niosły one ze sobą - cierpliwość, troskę, szczerość, zrozumienie, motywacje, otwartość, gotowość do słuchania, humor, nietuzinkowość, wyzwanie itp... To one zaowocowały - 100 krotnie - Radością, Szczęściem, spełnionymi i tymi nowo odkrytymi Marzeniami, Dobrem, Akceptacją, Nadzieją, Odnalezieniem i polubieniem w sobie Kobiety, Odwagą, Wiarą w Ludzi i Dobry Los, Życiem, pełnym smaków, kolorów, świeżości, Pozytywnym, Pełnym Wiary i Pokoju Spojrzeniem na Przeszłość, Teraźniejszość i Przyszłość. Joanna - Wniebowzięta Żona i Kochanka. PS. Skoro " Najkrótszy erotyk Dotyk. " to przekazuje od Krzysztofa - DZIĘKUJĘ. 4.11.2009 |
|
|
|
36. Andrzeju. Zapewne
powinnam w pierwszej kolejności podziękować Ci za pomoc w
rozwiązaniu problemu, z którym się do Ciebie zgłosiłam i z
którym, tak długo się borykałam czyli pochwicy. Pewnie
Powinnam…ale przestało być dla mnie ważne to co powinnam
czy to co muszę a stało się ważne to co chcę. Dlatego chcę Ci
podziękować za coś więcej niż uleczenie z pochwicy. Chcę Ci
podziękować za uleczenie mojej głowy Beata 3.11.2009 |
|
|
|
35. Andrzeju!!! Wreszcie mogę Ci podziękować, bo udało się TO, co do tej pory wydawało mi się niemożliwe. Wreszcie dołączyłam do grona szczęśliwych kobiet, które po ciężkiej walce (z samą sobą) mogą uprawiać sex!!! Niewiarygodne, ale ja też MOGĘ (nie mówiąc o tym, że CHCĘ :). Kiedy parę miesięcy temu czytaliśmy z mężem, ze łzami w oczach, podziękowania na Twojej stronie, zastanawiałam się czy ja kiedyś umieszczę tam swoje. Marzyłam o tym jak o niczym innym i proszę… marzenia się spełniają :). Nie pisałabym ich dzisiaj gdyby nie spotkanie z Tobą, gdybyś nie uświadomił mi, że TO jest możliwe i zależy tylko ode mnie. Mówiłeś to z taką pewnością, że po prostu w to uwierzyłam :). Ale łatwo nie było! Minęło kilka miesięcy zanim zrealizowałam cel – mój cel! Poświęciłam mu się w stu procentach. Po drodze bywało różnie, raz lepiej, raz gorzej, kiedy myślałam, że jestem już blisko za chwilę okazywało się, że wręcz przeciwnie. Momentami wydawało mi się, że dzieli mnie od celu sto lat świetlnych! Ale któregoś PIĘKNEGO DNIA, a dokładnie 14 października :) okazało się, że to JUŻ i to wtedy, kiedy się tego naprawdę nie spodziewałam. Andrzej dziękuję, dziękuję, dziękuję…..(oboje Ci dziękujemy :). Jesteś skuteczny i mówię to z całkowitym przekonaniem!!! Jedyne, czego żałuję to tego, że nie spotkałam cię wcześniej :(, że musiało minąć kilka lat żebym zrozumiała, że problem nie rozwiąże się sam. Ale to już czas przeszły:) teraz interesuje mnie to, co się już dzieje i jeszcze wydarzy, a będzie się działo i to sporo:) każdego dnia, każdej nocy…. Bo dzięki Twojej pomocy zdarzył się CUD, mój mały cud :). E. 29.10.2009 |
|
|
|
34. Pewnie nie będę oryginalna, gdy napiszę podobnie jak moje poprzedniczki - DZIĘKUJĘ!! Pochwica była moim problemem od trzech lat. (Przyjemnie pisać o niej w czasie przeszłym:):)) Przyznam, że po nieudolnych próbach leczenia mojego schorzenia nie robiłąm sobie zbytniej nadziei na pozytywne zakończenie sprawy. Jednak udało się:) Do dziś nie mogę uwierzyć, że pochwicę mam juz za sobą.Pokonałam lęk przed seksem.Otworzyłam się na partnera. Wspaniałe uczucie być w pełni kobietą i kochanką. Dotychczas nie potrafiłam postrzegać siebie w tych kategoriach. Dzięki Tobie Andrzeju moje marzenie stało się faktem. Nauczyłeś mnie cieszyć się życiem i zmotywowałeś do działania. Wspierałeś mnie i do tej pory wspierasz w wielu dziedzinach życia. Czuję się bezpieczniejsza, gdy wiem, że w kazdej chwili mogę na Ciebie liczyć,wiedząc, że udzielisz rady, a czasem nawet ostro skrytykujesz:) Jestem Ci wdzięczna za każdą cenną uwagę, którą skierowałeś i kierujesz w moją stronę. Moje życie nabrało barw. Jestem pełna optymizmu i nadziei. Jeszcze raz BARDZO CI DZIĘKUJE ANDRZEJU!!!!
05.10.2009 |
|
|
|
33. Kochany Przyjacielu, Aniele zesłany mi z nieba, Jak było sam wiesz. Przerabiałam to przed spotkaniem z Tobą. Byłam ofiarą przemocy, nienawidziłam swojego ciała, bałam się że gdy utworzę nowy związek, dotknie mnie ta sama tragedia. Mój pierwszy mąż odebrał mi wszystko: wiarę, nadzieję, ufność, bezpieczeństwo- w sumie 3 lata piekła. Na końcu odebrał mi córkę. Byłam jak wegetujący robak, niszczący życie sobie i innym, zatruwając wkoło spokój. Jedyne, co potrafiłam to rozpaczać i kurczowo trzymać się problemów, rozdrapując je aż do krwi. Wspomnienia są bolesne. Ale bardziej bolesne jest szukanie powiązań pomiędzy pierwszym mężem a kimś kto się pojawił w moim życiu już po rozwodzie i kochał mnie szaleńczo ponad własne życie i wszystko na świecie. W zamian za jego miłość i oddanie, ja budowałam coraz większy mur pomiędzy nami, będąc przy tym niesprawiedliwą. Z każdym dniem stawałam się coraz bardziej oschła i zimna, coraz bardziej płaczliwa, kłótliwa i wybuchowa. Z każdą chwilą odbierałam sobie szansę stworzenia wspaniałego związku. W pewnej chwili przestaliśmy się kochać, wstydziłam się gdy na mnie patrzył, nie chciałam by mnie dotykał. Każdy dotyk mnie odrażał, był jak wielka krzywda wyrządzona na moim ciele, która powoduje ogromne cierpienie. Życie z dnia na dzień stawało się coraz większym koszmarem. Nasz wspólny Przyjaciel, któremu powiedziałam co mnie trapi, dał mi namiary na Ciebie. Powiedział, że jesteś jedyną osobą, która jest w stanie mi pomóc. Zapragnęłam być tak bardzo szczęśliwa jak nigdy dotąd. Napisałam do Ciebie maila i otrzymałam odpowiedź. Na każdego maila odpowiadałeś. Pewnego dnia napisałam do Ciebie sms „CHCĘ DO CIEBIE PRZYJECHAĆ!”, zapytałeś „KTO?” i nic dziwnego bo się nie przedstawiłam. Wiedziałam, że „CHCĘ!!!”. To była sobota, 5 września, na taki dzień się umówiliśmy. Przyjąłeś nas bardzo serdecznie, jak przyjmuje się długo oczekiwanych Przyjaciół. Zaufałam Ci bezgranicznie. Oddałam swój cały los w Twoje ręce. Uświadomiłeś mi jak bardzo się mylę, jak dużo złych nawyków mnie wyuczono. Uświadomiłam sobie, że szczęście jest na wyciągnięcie ręki, tylko że nigdy nie dążyłam by to szczęście uchwycić. Do tej pory wydawało mi się, że myślę. Teraz nareszcie zaczęłam myśleć. Udowodniłeś mi że nie popełniłam żadnego błędu. Udowodniłeś jak wiele możliwości mam, których nie wykorzystuję na co dzień. Dzień, w którym Cię poznałam był najlepszym, co mogło mnie spotkać w życiu. Dziś uważam, że to co uczyniłeś to CUD, uważam że jesteś prawdziwym ANIOŁEM i potrafisz zdziałać prawdziwe CUDA. Ta sobota była początkiem mojego życia. Wreszcie zaczęłam żyć i odkryłam dzięki Tobie czym jest szczęście. Moje życie, każda sfera życia prywatnego, zawodowego i takiego codziennego, przeszła ogromną metamorfozę. Kiedyś nie wierzyłam w to, że można inaczej żyć, niż dotychczas. Od owej soboty, mam wrażenie, jakbym narodziła się na nowo. Mam nieograniczone możliwości kształtowania swojego życia, swojego związku z mężczyzną, którego kocham bezgranicznie. Kieruję własnym życiem i wykorzystuję liczne możliwości zapobiegania konfliktom. Problemy znikły. Wiele sytuacji, nazywanych przeze mnie problemami i wyolbrzymionymi do rozmiarów katastrofalnych, okazało się błahostką. Okazało się, że martwiłam się na zapas o rzeczy, które prawdopodobnie nigdy nie będą miały najmniejszych szans się zdarzyć. Jestem szczęśliwa, promienieję szczęściem, emanuję nim. Jestem nienormalnie szczęśliwa, ale uwielbiam to uczucie. Moje szczęście jest wyjątkowe i niezwykłe. Znajomi i współpracownicy mnie nie poznają. Jestem inną osobą, ale nadal to ja, ta sama co wcześniej. Nasz związek, dotąd na wpół obumarły, bez uczuć, pełen pesymizmu, również wypełnił się szczęściem po brzegi. Zaufałam całym sercem mężczyźnie i myślę, że na nowo się w sobie zakochaliśmy. Jesteśmy sobie bliżsi niż dotychczas. Potrafimy się sobą cieszyć w każdej wolnej chwili, nie trwoniąc czasu. Nauczyliśmy się rozmawiać o seksie. Nauczyliśmy się na nowo bliskości i pieszczot. Nauczyliśmy się kochać ze sobą. Poznajemy wzajemnie nasze ciała, ucząc się je pieścić i akceptować ich piękno. To wspaniałe móc poznać każdy milimetr swojego partnera i podziwiać piękno jego ciała. To wspaniałe móc się cieszyć sobą wzajemnie. A czy wiesz, że jak się przywiąże faceta do łóżka, to stwarza to bardzo ciekawe efekty? Facet mógłby zwariować z rozkoszy i ze szczęścia, kiedy nie może się opierać pieszczotom. Myślę, że wspólne chwile pod prysznicem też uczą nas troszczyć się wzajemnie o swoje ciała i je pielęgnować. To bardzo ważne, jeśli chcesz o kogoś dbać i go nie zranić. Nasze ciała rozmawiają ze sobą o bliskości, miłości, czułości, akceptacji, o naszych potrzebach. Wyobraź sobie, że mój ukochany miał wyjątkowe przywitanie ostatnio, gdy wrócił z pracy. Zupełnie nie spodziewał się, że rzucę się na niego. Chciałam go zacałować. Jakież życie jest piękne. Jakie cudowne uczucie być szczęśliwym! Dziś wiem, kocham go ponad wszystko, każdy milimetr jego ciała, nawet pośladki, stopy, napletek.. wszystko! Siebie też pokochałam w każdym calu. Podobam się sobie i dbam, bo naprawdę jestem tego warta. I nadal kocham córkę, pomimo że tam nie jeżdżę. Ale będę do niej pisać raz w tygodniu listy, wysyłać kartki, żeby wiedziała, że w każdej chwili może mnie odszukać, bo będę na nią czekać. I z astmy się wyleczyłam.. I z tego problemu co mają pochwiczki.. a nie wspominałam Ci o tym, ale Ty i tak wiedziałeś, że jest u mnie ten problem. Czytałeś mi w myślach..? Wiesz, w przyszłym roku zamierzamy się pobrać z moim ukochanym. Oczywiście będzie dla mnie zaszczytem, jeśli tam będziesz. Jesteś szczególnym i wyjątkowym gościem na naszym ślubie. Już dziś Cię zapraszam. I chcemy mieć dwójkę dzieci, więc będziesz podwójnym wujkiem. Będziemy odwiedzać Cię z maluszkami. Mam nadzieję, że nie pogniewasz się o to.. A czy wiesz ile zabaw z seksem można wymyślić? Tysiące i każda inaczej przemawia do wyobraźni.. Tylko że nasz pies dziwi się tym naszym szalonym igraszkom. Zapewne chętnie by się przyłączył do zabawy, ale jest przeganiany. Ale widać wyraźnie że wyczuł, ze szczęście zakwitło w naszym domu. A co najdziwniejsze zaczęły kwitnąć kwiaty.. te, które nigdy wcześniej nie kwitły.. Dziękuję Ci Przyjacielu za to, że wskazałeś mi drogę do SZCZĘŚCIA, bez Ciebie z pewnością nie odnalazłabym tej drogi
18.09.2009 |
|
|
|
32. Andrzeju to niesamowite, ale naprawdę mi się udało!!! Było tak jak obiecywałeś, dotrzymałeś słowa w stu procentach :))) cel
został osiągnięty! NIE MA JUŻ
POCHWICY :D Dziękuję
za nadzieję, cierpliwość jaką miałeś dla mnie, dziękuję Ci za
cenny czas jaki mi poświęcałeś i za drugą szansę, którą
dałeś mi, kiedy trochę się Naprawdę to genialne uczucie móc uprawiać seks i nie odczuwać przy tym bólu :D Wszystko
(tak jak mi wielokrotnie powtarzałeś) jest w głowie, pochwica jest
tylko w głowie! Hej
dziewczyny; nam nie można pobłażać i pozwalać byśmy się nad sobą
użalały !!! :) 3.08.2009 |
|
|
|
31. Cel został osiągnięty w 100% dopiero dziś :)!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Przestałam szukać dziury w całym i znalazłam całego w dziurze :) Było prawdziwe pieprzonko z penisem w pochwie, a nie jego włożenie i leżenie nieruchomo, żeby przypadkiem coś się nie poruszyło :) Dziś było fantastycznie, mega przyjemnie, satysfakcjonująco, spontanicznie i prawdziwie !!!!!!!!!!!! Andrzej baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo Ci dziękujemy, jesteś w 100% skuteczny. Byłeś naszą ostatnią deską ratunku i nie zawiodłeś :) Dzięki Tobie niemożliwe stało się możliwe. Pewnie wiele razy już to wszystko słyszałeś, ale cóż..........po prostu dziękujemy i przesyłamy najgorętsze pozdrowienia. Ewa i Tomek 22.06.2009 |
|
|
|
30. Cześć Andrzeju! Chciałam poinformować cały świat, że udało nam się (czyli mnie i mojemu mężulkowi) pokonać pochwicę – chorobę związku. Jestem taka szczęśliwa, że nie mogę usiedzieć na miejscu. Przestałam już wierzyć, że kiedyś uda nam się pokonać pochwicę. A jednak stało się i to niespodziewanie. Cała terapia u Ciebie była dla naszego związku zbawienna. Na początku wydawało nam się, że wiemy o sobie wszystko, a było to tylko wyobrażenie. Po spotkaniu z Tobą obydwoje otworzyliśmy się i okazało się, że jest wiele rzeczy i tematów, których nigdy nie poruszaliśmy. DZIĘKUJEMY Ci za to!!!!!!!!! Jesteśmy teraz tak szczęśliwi i radośni, że przez cały dzień uśmiechamy się i nie możemy doczekać się kiedy w końcu będziemy mogli znowu dotykać się. DZIĘKUJĘ Ci też za to, że w końcu patrzę na siebie inaczej, przestałam siebie krytykować, uważam się w końcu za osobę normalną, ponieważ z pochwicą czułam się trochę INNA. Myślałam, że jestem beznadziejnym przypadkiem i mimo Twoich sukcesów w pokonywaniu pochwicy ze mną nie pójdzie Ci tak łatwo. I jakież było moje zdziwienie, że w 36 dniu terapii udało się!!!!!!!!!!!!! Obydwoje nie mogliśmy w to uwierzyć, byliśmy w szoku, że „TO” stało się bez NERWÓW, bez PŁACZU, bez BÓLU, tylko z uśmiechem na ustach. Do dzisiaj nie możemy w to uwierzyć. Teraz zniknęły moje ciągłe myśli o pochwicy. Zamieniły się w plany i marzenia. Mogłabym tak DZIĘKOWAĆ bez końca. DZIĘKI, DZIĘKI, DZIĘKI!!!!!!!!!!!!!!! Bożena P.S. Jedynie żałuję tylko tego, że tak późno trafiłam do Ciebie i prawie 10 lat spędziłam na zamartwianiu. 23.04.2009 |
|
|
Witaj Andrzeju! Nadal nie mogę uwierzyć, że to się stało. Nie ma już pochwicy!!! Jestem za to JA - szczęśliwa, uśmiechnięta i radosna kobietka :)))Jest we mnie teraz tyle pozytywnych emocji. W mojej głowie świeci słońce i jest pięknie :) Po pochwicy nie ma ani śladu!!! DZIĘKUJĘ Ci Andrzeju!!! DZIĘKUJĘ Ci za to, że mogę teraz przeżywać magiczne dla mnie chwile, bo to co dzieje się między mną i moim mężem jest wyjątkowe, wspaniałe, fantastyczne...i nie do opisania :) DZIĘKUJĘ Ci za każdą chwilę, którą mi poświęciłeś i za 'utylizowanie odpadów' z mojej głowy :) Dzięki Tobie poznałam najbliższą swemu sercu przyjaciółkę – siebie :) DZIĘKUJĘ Ci Andrzeju za to, że pokazałeś mi jak można inaczej spojrzeć na swoje życie. Moje ‘poważne problemy’, z którymi do Ciebie przychodziłam, po rozmowie z Tobą okazywały się śmieszne, a ich rozwiązanie było proste i oczywiste. DZIĘKUJĘ Ci za ten mętlik w głowie, po którym wszystko układało mi się w jasną całość :) DZIĘKUJĘ Ci za ten ‘cichy krzyk’, łąkę i wodospad. DZIĘKUJĘ Ci Andrzeju za mnóstwo innych rzeczy, których nie jestem w stanie wymienić, a których nigdy nie zapomnę. Jestem teraz szczęśliwą kobietą , czerpiącą ogromną radość i przyjemność z seksu :) DZIĘKUJĘ CI ANDRZEJU!!! Ściskam mocno! M.:) 5.04.2009 |
|
|
|
28. VENI…VIDI…………………………………………………………………..……………………………..…VICI !!! J J J Z mojej wysepki o nazwie POCHWICA trafiłam z wizytą na brzeg AnDrZeja Setmana. 28-letnIa dziewica, mĘżatKa z trzyletnIm stażem i 8 latach związku z Tym Ukochanym, która już wieloma sposobami próbowała przezwyciężyć ból i zamienić niemożliwe w MOŻLIWE. W katalogu „sposobów” znajdzie się też wizyta u fachowca (!) – mianowicie seksuologa – to była dopiero porażka! Ginekolodzy mówili, że współżycie jest możliwe…..szkoda tylko, że żaden nie wspomniał, że zewnętrzna budowa moich narządów płciowych znacznie mi to utrudnia. Ale największą przeszkodą i tak był „żelazny” mięsień pochwowy, który za nic nie chciał wpuścić do środka członka…..czy też wziernika…O pochwicy dowiedziałam się z Internetu, wytrwale przeszukując „google”, starając się znaleźć JAKĄŚ podpowiedź, jakąś diagnozę, jakieś rozwiązanie….Jakież było moje zaskoczenie gdy pewnego dnia znalazłam forum zamykające moje doświadczenia w pojęciu „pochwicy”. Eureka! Nareszcie poznałam imię mojego przeciwnika w tej „wojnie”….Potem znalazłam intrygującą stronę ze zdjęciem „dojrzałego pana” :) i CUD się zaczął…Nadzieja zapikała w sercu…… Tego, że mam częściowo zlepione wargi sromowe DowiedZiałam sIę dopiero 3 miesiące po spotkaniu z Andrzejem, „przy okazji” jednej z zabaw z mĘżem, Którą Andrzej nam zaproponował. Konsultacja z trzema gInekologami – i faktycznie przyznali mi, że COŚ tu jest „nie tak”. Wydawałoby się że to takie oczywiste – a jednak żaden wcześniejszy lekarz TEGO nie zauważył!! Mój „przypadek” okazał się nieco niestandardowy – wydawało się nawet, że do pełnego współżycia nie dojdzie właśnie z racji tego zrostu…….no i pochwicy. A jednak! Mimo że na osiągnięcie CELU pracowaliśmy nie kilka tygodni lecz miesięcy, UDAŁO SIĘ !!! Udało się „w pełni”, kompletnie i całkowicie J Bez zabiegów chirurgicznych, zalecanych nacięć i rekonwalescencji. Bez bólu, uszkodzeń, czy otarć – penis wszedł gładziutko – ledwo się zorientowałam, że w ogóle wszedł! Byłam ogromnie zaskoczona! Że to takie łatwe!!! Takie niezwykłe, takie mięciutkie……A więc DA SIĘ!!! I to bezboleśnie :-))) Drogi Andrzeju! J Tyle się wyDarZyło od 01.10.2008r… UśmIecham siĘ na sam dźwięK Twojego Imienia, które automatycznie przywołuje mi 1000 obrazów z naszych spotkań…….Spotkań niezwykłych, niezapomnianych, NIEprzypadkowych, które poruszyły we mnie TYYYLE emocji !!!….Nie – nie było łatwo…Raczej jak na roller-coster – raz wesoła, uskrzydlająca „góra”, raz przerażający „dół” z potokiem bolesnych łez i rozczarowań... Z perspektywy czasu wiem, że wszystkie te emocje były potrzebne, ważne, pomocne. Bo to dzięki NIM wiele się dowiedziałam o sobie, o życiu, o prawach rządzących światem, o rzeczach, które mnie ograniczają, o istnieniu „sekretu”. O tym, że NIC nie MUSZĘ i WSZYSTKO mogę osiągnąć jeśli tylko będę CHCIAŁA. Nabrałam odwagi do kwestionowania zastanej rzeczywistości, konwenansów, ludzkich postaw. Zrozumiałam, że najważniejsze jest to, co JA myślę o sobie a nie co inni myślą o mnie i co POWINNAM zrobić. Rozpoczęłam podróż poprzez zakamarki mojej duszy i ciała…..ciała zmysłowej kobiety ;-) Doszło też do mnie, że pochwica faktycznie była (ha! mogę już użyć w tym miejscu czasu przeszłego!!!) moim i męża błogosławieństwem a nie przekleństwem, o czym powiedziałeś nam na początku…..Jakże fajnie jest odkrywać sex po kilku już latach małżeństwa J Zyskałam też narzędzie do zmiany swoich chorych przekonań O R A Z ……poznałam fascynującego, prawdziwie mądrego człowieka o sześciu zmysłach i skrawek jego niezwykłego świata…… ;-))) A wspominałam już, że dzięki TOBIE (i polskim rolnikom ;) teraz mogę NORMALNIE współżyć ??? J Za TO WSZYSTKO oraz WIEEEELE innych rzeczy SERDECZNIE CI DZIĘKUJĘ…….dziękuję Ci ja, dziękuje Ci mój mąż…..z całej duszy!!! Również za Twoje fantastyczne, UNIKATOWE książki, które czytałam z zapartym tchem i do których jeszcze z pewnością nieraz wrócę….. I to już koniec…..który wierzę jest pięknym początkiem….nowego rozdziału w moim życiu…. Ściskam mocno i…….. cytrynowo J S. 04.04.2009 |
|
|
|
27. Andrzeju! DZIĘKUJĘ! Dziękuję drukowanymi literami, bo one są dla mnie takie mocne, takie wyraziste. Podnoszę głos tymi literami, krzyczę ... z radości! Z POchwicy zostało tylko PO. Ale PO radosne, uśmiechnięte, roztańczone. Bo tak było właśnie PO. Zapiski z dnia, w którym się udało - czyli "pierwszego razu" - - po 3 i pół roku od dnia ślubu: Przepełnia mnie radość! Rozpływam się w uśmiechu. Uśmiecham się, uśmiecham się stale. Czuję się szczęśliwa. A jednocześnie łzy kapią mi po policzku ... ze wzruszenia. Stało się, nareszcie! A potem tańczę... Nie, tańczymy - wspólnie z mężem. Dziki taniec radości. Kochających się ludzi. Pochwica - nie ma pochwicy!!! Hurra!!! Nie ma pochwicy?! Nie ma!!! Hurra!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Andrzeju, jestem Ci wdzięczna również za to, że nauczyłeś mnie w jaki sposób mogę pozbyć się zranień, brązowych i czarnych, tych różnych mas, klocków szarych, kolczastych, klejących i kłujących, które jak te śmieci truły mnie, a które mogę po prostu "wyrzucić do kosza". Cieszę się, bo wiem, że mogę napełniać się czerwonymi wykrzyknikami, różową masą- odważną, masą czerwoną i innymi jeszcze; ciepłem, wiatrem, słońcem. DZIĘKUJĘ Ci za to, że w ciągu tej terapii bardziej pokochałam siebie. Dzięki za niezwykłe historie, za "ja nic nie muszę, ja chcę", za odwiedziny u nas; za to, że mój mąż wykazuje się taką pomysłowością, za 5 x T i za 5 x N, za wspólnie jedzone ananasy, za wspólną herbatę, za "kolekcjonowanie" uśmiechów, i ... za wiele innych rzeczy, których nie sposób wymienić. Andrzeju, cieszę się, że pomogłeś mi i mojemu mężowi doświadczyć takich emocji! Tak, seks JEST ważny. CHCĘ, by również budował naszą jedność. Aż chce się żyć! M. - już nie "efemeryczna księżniczka" - 30.03.2009 |
|
|
|
26. Andrzeju nie wiem od czego zacząć. Przez moją głowę przebiegają teraz tysiące myśli i wszystkimi chciałabym się z Tobą podzielić. Do tej pory jestem w szoku, że dolegliwość nazywana pochwicą, już mnie nie dotyczy. Nastawiłam się na dosyć długą drogę do osiągnięcia celu, bo znając siebie wiedziałam, że nie będzie to łatwe. Jednak TY od razu powiedziałeś, że NAM się uda. No i tak się stało w zaledwie 49 dni. "Nasz pierwszy raz" był cudowny, nie czułam żadnego bólu, penis po prostu się wśliznął do środka, mąż był w totalnym szoku. "Nasz drugi raz" był jeszcze wspanialszy, już w innej pozycji z jeszcze większą przyjemnością. Czułam jak następnego dnia mąż pożera mnie wzrokiem i myśli tylko o jednym. Po prawie pięciu latach małżeństwa i czterech narzeczeństwa, w końcu możemy cieszyć się przyjemnością jaką daje sex. Najwspanialsze jest to, że nie musimy się zabezpieczać i do woli wariować z seksem, bo bardzo chcemy mieć dziecko. Wcześniej mówiłam, że mogę obejść się bez seksu, ale teraz nie wyobrażam sobie naszego małżeństwa bez tej przyjemności. Czujemy się jak nowożeńcy którzy nie mogą się sobą nacieszyć. Nasze myśli i słowa wciąż wibrują wokół jednego tematu. Dzięki Tobie Andrzeju patrzę zupełnie inaczej na otaczających mnie ludzi, zmieniło się moje nastawienie do życia i mam już inne cele w życiu. Do tej pory myślą która mnie zadręczała w każdej chwili mojego życia była pochwica. Teraz już jej nie ma, żyję tak jakby jej nigdy nie było, cieszę się tym co mam i co daje mi życie, już nie stoję w miejscu. A to wszystko dzięki Tobie! Nie chciałam wspominać o terapii u seksuologa która trwała rok i nie pomagała mi w żaden sposób, a raczej okazała się jednym wielkim naciąganiem na kasę. Żałuję, że od razu się nie zgłosiłam do Andrzeja, a miałam taki zamiar jeszcze przed terapią u seksuologa. Wczoraj wspominaliśmy z mężem te chwile gdy byliśmy bezsilni wobec pochwicy, łzy które wylewałam, kłótnie między nami, bezskuteczne próby zbliżeń i to w jaki sposób ta walka Nas do siebie zbliżyła. Teraz wiem, że nie ma sytuacji której byśmy nie przetrwali. Cieszę się, że mam tak kochającego męża który wytrwał ze mną te wszystkie lata, teraz mogę mu to wynagradzać. Mogę teraz powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Na moich ustach chyba na zawsze pozostanie uśmiech na widok marchewek na straganie. Jest tak codziennie gdy wchodzę do sklepu. Kobietki nie wahajcie się, Andrzej na pewno Wam pomoże. O tym, że się zgłosiłam do Andrzeja zadecydowały głównie podziękowania innych dziewczyn, więc mam nadzieję, że swoimi podziękowaniami też kogoś przekonam i w pewien sposób pomogę. Kobietki szkoda życia na łzy. KOCHANY ANDRZEJU, DZIĘKUJĘ CI ZA WSZYSTKO Z CAŁEGO SERCA!!! M. 02 02.2009 |
|
|
WITAJ ANDRZEJU!!! Hmm.... Od czego mam zacząć??? Zacznę od gorących podziękowań dla Ciebie. Za to że mi pomogłeś w pozbyciu się pochwicy. Początek tej terapii nie był dla mnie łatwy. Po pierwszym spotkaniu nie wierzyłam, że mi się uda. Starannie wykonywałam ćwiczenia, które mi zadałeś. I w końcu w 53 dniu moich ćwiczeń UDAŁO SIĘ !!! :-)))) JESZCZE RAZ BARDZO BARDZO CI DZIĘUJĘ !!! Pozdrawiam. Ania P.S . Pochwiczki nie bójcie się terapii u Andrzeja . Warto z Nim popracować nad sobą . :-))))))))))))))))))))) 3.11.2008 |
|
|
Andrzejku, i cóż chcę Ci powiedzieć??? że jesteś cudownym terapeutą i przyjacielem. Nie sądziłam, że tak bardzo poznam siebie....i nadal poznaję. Jaki cudowny jest ten stan poznawania....tak jak mówiłeś. Już wiem co " we mnie siedzi " :) świadoma siebie kobieta - DIABEŁEK I ANIOŁEK. Dzięki Tobie diabełek zrozumiał jaki ma potencjał ;) a aniołek jak cudownie być sobą, bez maski. Wiem, że w moim życiu najlepsze jest jeszcze przede mną, bo dopiero ;) się rozkręcam ;))) i nabieram wiatru w żagle. Dziękuję Ci za metamorfozę jaka we mnie zaszła, za uświadomienie mi, że sex się liczy i nie jest czymś złym, za pokonanie bólu i obrzydzenia. Nigdy nie zapomnę tego mętliku w głowie po rozmowach z Tobą, wtedy wiedziałam, że nic nie wiem....a na drugi dzień eureka!! Nigdy nie zapomnę tej świadomości bycia kimś najważniejszym podczas rozmów, emaili Nigdy nie zapomnę marchewki Nigdy nie zapomnę tych niesamowitych historii, które mi opowiadałeś Nigdy nie zapomnę kawy z miodem Nigdy nie zapomnę, że dzięki Tobie pokochałam siebie ....całą....bez wyjątku :)) Nigdy nie zapomnę Ciebie :))))) ściskam mocno, Diabełek / Aniołek (chyba w połowie ;) 29.09.2008 |
|
|
To co się działo w moim życiu, od czasu gdy dowiedziałam się, że coś jest "nie tak", było istnym koszmarem. Uważałam, że nie jestem kobietą, nie istotą. Czym? Sama wtedy nie wiedziałam... Zastanawiałam się dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Myślę, że każda "pochwiczka" zadaje sobie to pytanie. Litry wylanych łez i zgrzytanie pochwy, tak zaczynała się przygoda z seksem. A przecież miało być tak pięknie! W miarę jednak szybko zaczęłam myśleć o tym, że trzeba sobie pomóc. Znalazłam jednego z najlepszych seksuologów w Polsce, umówiłam się na spotkanie. I co? I nic. Dostałam numer do innego seksuologa, który powiedział, że na wizytę mogę się umówić za pół roku... Gdy dowiedziałam się, że to pochwica, było łatwiej. Wtedy znalazłam Ciebie Andrzeju w Internecie :) po przeczytaniu podziękowań byłam wręcz zachwycona. Oj, pierwsze spotkanie nie było łatwe, polały się łzy. Na szczęście starałam się sumiennie wykonywać zadania powierzone przez Andrzeja. Dzień ćwiczeń 63, Andrzej mi mówi, że przede mną jeszcze 20%. Tego samego dnia nastąpił cud... Po prostu sex! Najpierw raz, potem drugi, potem trzeci... Za każdym razem lepiej! A wchodziło jak po maśle ;) Myślę, że łatwo mi się udało osiągnąć cel, bo miałam cierpliwego, kochanego i czułego partnera, których Wam także na pewno nie brakuje! Mimo, że już bez przeszkód mogę cieszyć się seksem, wyniosłam jeszcze z tej terapii inne podejścia do siebie. Czuję się piękna, kobieca, jedyna, wyjątkowa, niezwykła! Kiedyś te słowa nie przeszły by mi przez gardło... "Pochwiczki"! Bierzcie się do marchewkowej pracy! Nie ma na co czekać! Andrzeju, uczyniłeś mnie kobietą pewną swoich walorów, kobiecości i seksualności. Dzięki Tobie odczuwamy na nową swoją miłość, bo nie da się ukryć, że prawdziwa miłość łączy się z seksem. Jeszcze raz dziękuję. K. 12.09.2008 Hiper extra super. Tak to mogę nazwać. Magicznie. Teraz się zastanawiam, dlaczego dziewczyny z tym czekają - tracą przecież tyle przyjemności w życiu :) No to chyba byłoby na tyle, mimo, że mogłabym o tym jeszcze wiele napisać. Wczorajszy seks był niezwykły - tak to ujmę po krótce. :) 22.09.2008 |
|
|
Myślałam, że nigdy nie znajdę się na tej stronie. Zaglądałam tu bardzo często, czytałam kolejne, nowe podziękowania od dziewczyn, które zaczęły terapię później niż ja i załamywałam się, że ja do nich chyba nigdy nie dołączę! Na szczęście tak się nie stało i jestem! Drogi Andrzeju, dziękuję Ci za pomoc w zwalczeniu tej okropnej dolegliwości, która spędza sen z powiek, nie pozwala czuć się prawdziwą kobietą, jest wręcz jak przekleństwo! Dzięki Tobie udało mi się! Jestem Ci ogromnie wdzięczna, również za to, że nie straciłeś do mnie cierpliwości, za pomoc w bardzo trudnych chwilach, za otwarcie oczu na wiele spraw! W końcu jestem szczęśliwa !!! Dzięki Tobie...!!! Maria 26.08.2008 |
|
|
|
21. Witam Andrzeju ! Chciałabym bardzo gorąco podziękować za skuteczną pomoc w pozbyciu się pochwicy, za dodanie mi „skrzydeł” w trudnych momentach mojego życia oraz za to, że po prostu byłeś (jesteś). Dzięki Twojej terapii patrzę inaczej na życie, którym teraz kieruje sama wybierając to co jest dla mnie dobre. Co tu dużo pisać jestem SZCZĘŚLIWA !! :) a Ty mi w tym pomogłeś. Dziękuję ! Gosia 27.06.2008 |
|
|
|
20. Podziękowanie :) Zacznę od tego, z czym miałam problem zgłaszając się do Andrzeja. Była to dolegliwość, której nazwa brzmi Pochwica. Nie jest to nic innego jak ‘brak możliwości’ uprawiania seksu. Był to dla mnie duży problem, z którym nikt nie potrafił mi pomóc szczerze traciłam już nadzieje, kiedy to mój partner postanowił znaleźć mi osobę, która będzie mi w stanie pomóc. I tak tez się stało, postanowiłam się wiec odezwać i po raz kolejny usłyszeć: ”przepraszam, ale ja nie wiem, co Tobie jest…”, na moje szczęście tak się nie stało, a było wręcz przeciwnie. Pisaliśmy z Andrzejem sporo czasu, kiedy to zdecydowałam się na spotkanie. Tego ranka byłam bardzo szczęśliwa i pełna nadziei. Jednak, kiedy już dojeżdżałam na miejsce ogarną mnie olbrzymi lęk, przecież nie znałam tego mężczyzny i wyobrażałam sobie wiele dziwnych rzeczy. Mój lęk został pokonany przez moją ogromną chęć pozbycia się pochwicy. Pierwsze spotkanie nie było łatwe, a Andrzej też nie głaskał mnie po głowie. Jest to człowiek, który potrafi dogryźć, czy też odgryźć się. Ale wszystko, co robił zawsze wychodziło na dobre. Prócz tego, że mogę się kochać, to na dodatek nie mam już różowych okularów, przez które widziałam to, co widziałam i jak widziałam. Cieszę się z życia tak jak chcę i wszystko jest prostsze. Andrzeju chcę Ci z całego serca podziękować za to, że pomogłeś mi z tą wspaniałą dolegliwością, teraz seks nie jest dla mnie próbą, że może akurat dziś się uda. Teraz kocham się, kiedy chcę i jak chcę. I co najważniejsze sprawia mi to niesamowitą przyjemność. Jesteś cudotwórcą :) Jeżeli przeczytasz to podziękowanie nie traktuj tego jako uwielbienie tego mężczyzny, czy tez sztuczne słowa napisane od tak żeby przyciągnąć ludzi. Tak nie jest i jeżeli się odezwiesz sama się o tym przekonasz. Z miła chęcią odpowiem na pytania, które mogą Cię dręczyć, przeszkadzać, dlatego podaję swój adres email. wiola032@wp.pl Dziękuję, Wioleta 03.06.2008 |
|
|
|
19. Andrzeju, nie, nie piszę z reklamacją:-) Po prostu chciałam Ci powiedzieć, że każdego dnia jestem Ci wdzięczna za pomoc. Teraz jestem z innym mężczyzną, niż w trakcie terapii i kocham się z nim tak, jakbym to robiła od zawsze, a nie od 8 lutego tego roku...:-))) Muszę Ci powiedzieć, że to niesłychane, ale żyję i zachowuję się tak, jakbym nigdy tego problemu nie miała. Prawie wyparłam to moje mentalno-emocjonalne-fizyczne kalectwo z pamięci. Jestem tak szczęśliwa, że mnie już ono nie dotyczy, a przecież jeszcze parę miesięcy temu nie mogłam włożyć palca (pamiętam dwa pierwsze dni terapii- totalna blokada i płacz...) Pozdrawiam serdecznie, zawsze niezmiernie wdzięczna Justyna 24.05.2008 |
|
|
|
18.
Andrzeju bardzo dziękuję za pomoc. Polecam tą terapię wszystkim dziewczynom z pochwicą. Uważam, że nikt inny Wam nie pomoże ponieważ próbowałam leczyć się w innych miejscach i dopiero terapia Andrzeja dała skutki. Może to brzmi niewiarygodnie, że Andrzej jest "cudotwórcą", ale szkoda czasu na chodzenie po innych lekarzach. Jeszcze raz dziękuję za to, że jestem już stuprocentową kobietę wierzącą w siebie. Marzenie się spełniło....dzięki TOBIE.... Aśka 27.02.2008 |
|
|
|
17. Andrzeju, to dzięki tej stronie zdecydowałam się napisać do Ciebie w listopadzie. Zanim się zdecydowałam - czytałam ją wcześniej wielokrotnie, i zawsze towarzyszyły temu olbrzymie emocje - i wzruszenie, i płacz, i poczucie solidarności z tymi kobietami ,które przed terapią u Ciebie przeżywały dokładnie to, co ja. Przede wszystkim jednak pojawiła się dla mnie ogromna NADZIEJA, że to może się udać. Po pierwszym spotkaniu z Tobą wiedziałam, że to MUSI się udać. Teraz żałuje tylko, że tak długo czekałam, wmawiając sobie, że "samo przejdzie". Samo nie przejdzie. Brakuje mi słów, które wyraziłyby w pełni moją wdzięczność dla tego, co zrobiłeś. Sprawiłeś, że jestem, nareszcie, szczęśliwą i czerpiącą pełną radość z seksu kobietą, że nie mam żadnych zahamowań i lęków przed ingerencją dopochwową ( a było tego wcześniej sporo - nawet strach przed tamponami...), a lęków tych nie mam, bo nie odczuwam już przy tym żadnego bólu. A był on wcześniej olbrzymi, nie do opisania. Wiem, co o tym myślisz, ale ja i tak będę to, co się stało, nazywać cudem. Bo jak nie nazywać tego cudem, skoro kilkadziesiąt dni temu bolało potwornie, a teraz wchodzi jak „po maśle”, bez cienia najmniejszego bólu??? Bo jeszcze tak niedawno nic nie wskazywało na to, że ten ból gdzieś sobie odejdzie. Dziękuję Ci, że odpowiadałeś na moje maile błyskawicznie, że zawsze –w dobrych i gorszych momentach terapii- służyłeś mi radą i pomocą; dziękuję za to, że mnie wspierałeś i chwaliłeś, ale i za to, że ochrzaniałeś, kiedy trzeba…:-), za ogromną cierpliwość i serdeczność, za to, że cieszyłeś się razem ze mną z moich mniejszych sukcesów i z tego ostatniego, największego, kiedy po raz pierwszy mogłam w pełni kochać się bez bólu i strachu, wręcz inicjując ten moment;-)) Nie życzę żadnej kobiecie tej przypadłości, którą miałam ja (jak miło użyć tu czasu przeszłegoJ). Jeśli jednak któraś z czytających te słowa czuje się tak, jak ja wcześniej –nieszczęśliwa, gorsza, beznadziejna i niespełniona jako kobieta z powodu pochwicy (nadal nienawidzę tego słowa) – to nie ma na co czekać. Trzeba pokonać wstyd, lęk i napisać do Andrzeja, wypełniać jego polecenia i wówczas MUSI się udaćJ Justyna 25.02.2008 |
|
|
|
16. Moim marzeniem było, aby w końcu znaleźć się na tej stronie z podziękowaniami. I oto jestem :-}Wreszcie dołączyłam do grona eks-pochwiczek, cudownie mieć tą świadomość. Po kilku latach męczarni, po strutych myślach, że mi to już chyba nikt i nic nie pomoże, po wielu nieudanych i bolesnych próbach, po wielu rozczarowaniach u innych specjalistów, po morzu wylanych łez dlaczego to mnie zawsze muszą spotykać takie rzeczy, po 6 latach bycia z ukochanym mężczyzną {a od roku bycia jego żoną}, po tym wszystkim jakimś cudem trafiłam na Ciebie. Oczywiście Ja i tak nie wierzyłam że mi się uda, stwierdziłam że pewnie będę jedynym przypadkiem którego Ci się nie uda wyleczyć, ale i tak postanowiłam spróbować bo miałam świadomość że jesteś moją ostatnią deską ratunku. No i na spotkaniu u Ciebie tak mnie nakręciłeś, że zaczęłam wierzyć, że może nie jest ze mną jeszcze tak źle, że przecież nie jestem jedyną osobą z takim problemem że innym się udaje pokonać strach więc na pewno i mi się uda {udało Ci się tak na mnie wpłynąć chyba tylko dzięki temu, że naprawdę jesteś niezłym „Wariatem” :-}. Oczywiście zdecydowałam się i powoli małymi kroczkami szłam do przodu {wtedy dla mnie to były milowe kroki}. Właściwie nie wiem jak to się stało, że robiłam wszystko co mówiłeś, rzecz jasna czasem uważałam, że nie dam rady wykonać jakiegoś ćwiczenia, ale i tak je robiłam i udawało się. Nigdy nie zapomnę jak bardzo z mężem cieszyliśmy się na każdy nawet najmniejszy postęp. I po ponad dwóch miesiącach stało się to o czym marzyłam od tylu lat. Wreszcie stałam się kobietą, uszczęśliwiłam nie tylko mojego męża ale przede wszystkim siebie, spełniłam swoje wielkie marzenie. No i oczywiście było tak jak mówiłeś NIC NIE BOLAŁO, co wydawało mi się wcześniej niewiarygodne. Więc dziękuję Ci z całego serca nie tylko za to, że mnie pozytywnie nakręciłeś, dodałeś odwagi, że dzięki Tobie skończyły się moje koszmary i udręki ale i za to, że przez te ponad dwa miesiące naprawdę czułam się dla Ciebie kimś wyjątkowym, ważnym, że nigdy nie zostawiłeś mnie samej sobie, bez odpowiedzi czy dobrej rady {zresztą nadal mogę liczyć na te rady :-} BARDZO CI DZIĘKUJĘMY !!! Agnieszka i Robert 8.02.2008 |
|
|
|
15. Dziękuję :) Poprzez to jedno słowo pragnę wyrazić co czuję. Dziękuję nie tylko za to, że pozbyłam się swojej pochwicy, przede wszystkim dziękuje za zmianę nastawienia do siebie samej. Twoja terapia pozwoliła mi spojrzeć na moją osobę, na całą złożoność moich zalet i małych wad w sposób obiektywny, bez wiecznej krytyki utrudniającej życie. Dla mnie teraz, kiedy już wiem, że mogę uprawiać seks bez bólu, bez jakiegoś wewnętrznego strachu ta zmiana jest najważniejsza. Czasami nawet myślę, że brak bólu to taki dodatkowy plus tego, że mogłam Cię poznać, z Twoją pomocą poznać samą siebie, z wytrwałością i konsekwencją dokonać ważnej rzeczy. Oczywiście nie wszystko na początku było takie idealne, zwłaszcza moje nastawienie do tej terapii. Jak wszystko co wartościowe pozbycie się pochwicy wymaga dużej wytrwałości i szczerości. Jeszcze raz, bardzo gorąco dziękuje. Ania 4.02.2008 |
|
|
|
14. Zdrada męża zmusiła mnie do działania. Gdyby nie to, że słowo kocham to on już mówił innej kobiecie, nie mnie, pewnie dalej żyłabym ze swoją pochwicą do emerytury. Nie współżyliśmy, gdyż ból, który odczuwałam uniemożliwiał nam to. Nic z tym nie zrobiłam przez cztery lata trwania naszego małżeństwa oprócz trzech wizyt u ginekologa, które w niczym nie pomogły, i mojego głupiego przekonania, że przecież kiedyś się nam uda. Niestety z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok było coraz gorzej i kres przyszedł, kiedy maż zaczął szukać innej kobiety, która urodziłaby mu dziecko. Świat mi się zawalił, jednak nie chciałam dać za wygraną i zaczęłam szukać w necie informacji na temat pochwicy. Natrafiłam na podziękowania skierowane do niejakiego Andrzeja Setmana, który pomógł parom będącym w podobnej sytuacji jak moja (pochwica). Te podziękowania wydawały mi się trochę naciągane (ileż można czytać och-ów i ach-ów na temat jakiegoś faceta), ale w swojej desperacji napisałam emaili do Andrzeja, przecież nic nie traciłam. I jakie było moje zaskoczenie, kiedy otrzymałam odpowiedź jeszcze tego samego dnia. Była to pierwsza osoba, która nie zbagatelizowała mojego problemu. I tak zaczęła się moja terapia u Andrzeja. Dał w kość od samego początku zadając bardzo dobre pytania, które zmuszały do myślenia i czasem moje odpowiedzi zaskakiwały mnie samą. Nie było łatwo jednak nie byłam zostawiona sama sobie, zawsze mogłam liczyć na pomoc terapeuty. Nawet kiedy był na urlopie odpisywał na moje e-maile. I jakie było moje zaskoczenie, kiedy 36 dnia terapii udało nam się z mężem. Nie odczuwałam bólu, może niewielki prawie niezauważalny. Jak nam się udało to zaczęłam ryczeć. Nie byłam wstanie powstrzymać tego płaczu. Cóż, to jest teraz takie łatwe. Zapas marchewki został przerobiony na soczek, a każdy łyk soku przypomina o nauczycielu – terapeucie dzięki, któremu moje życie ma już wszystkie barwy tęczy. Dziękuję Andrzeju! Kaśka 3.11.2007 |
|
|
|
13. Witaj, Andrzeju. Tu pochwiczka M. (ta od Noego i od zagubionego autoportretu ;). Poczułam ze chce do Ciebie napisać, bo ... no cóż.. pewnie nie po raz pierwszy usłyszysz ze miałeś trzecie oko, siódmy zmyśl, albo po prostu racje :). Moj Noe koniec końców okazał się, jak to byłeś uprzejmy raz określić "dupkiem" i właśnie się rozstaliśmy. Przepraszam ze nigdy nie napisałam podziękowań, ale wiesz... mam nadzieje, że zrozumiesz jeśli powiem, że tak naprawdę nie wiedziałam co napisać, bo nie uczulam ani ulgi, ani wielkiej radości, nic z tego o czym pisały inne Pochwiczki . Pewnie właśnie dlatego, ze to nie był ten facet. Wiec dziękuje za cos innego - za wzburzenie w mojej głowie takiego małego fermentu zmuszającego do zajrzenia w głąb własnych uczuć (przed czym się długo, dzielnie i do końca, można powiedzieć broniłam, ale dziś mam z tego taka lekcje żeby się nigdy, przenigdy nie oszukiwać) i chyba tez za jakiś kroczek do pojęcia własnej seksualności, kobiecości i poczucia wartości. Teraz boli mnie bardzo, ale urażona duma, bo wiem, że tak naprawdę to nie kochałam - choć bardzo chciałam ;))). Dzięki i pozdrawiam:) ! M. 9.10.2007 |
|
|
|
12. Andrzej, bardzo Ci dziękuję za pomoc w pokonaniu pochwicy. Męczyłam się z nią przez prawie 3 lata małżeństwa. Straciłam przez nią męża, wiarę w sens swojego życia, wiele wartości, które wcześniej były dla mnie bardzo ważne. Myślałam, że poradzę sobie sama, że jak to możliwe, abym była taka "nienormalna", że miłość męża przezwycięży wszystko. Myliłam się: sama nie byłam w stanie sobie pomóc, nie pomógł mi mąż, ginekolog, seksuolog, psycholog (mimo pobierania opłat za "leczenie"). Dopiero Ty mi pomogłeś: Twoje zadania, metody, rozmowy z Tobą SĄ SKUTECZNE w leczeniu pochwicy. Dziewczyny, jeśli któraś z Was ma problem z pochwicą, od razu kontaktujcie się z Andrzejem. Pochwicę pomoże pokonać na pewno, a reszta mojego czy Waszego życia - to już inna sprawa. Andrzej, bardzo Ci dziękuję, za wszystko, za wyleczenie "beznadziejnego przypadku". J.K. 22.09.2007 |
|
|
|
11. Dziękuję bardzo Andrzeju, że dzięki Twojej pomocy mogę wreszcie uprawiać seks z mężem, że odzyskałam małżeństwo, że teraz mam szansę na udane małżeństwo. To naprawdę dzięki Tobie :) Przez prawie 4 lata to było „białe małżeństwo”. Teraz to się zmieniło. Od miesiąca czuję się prawdziwą kobietą. Pozdrawiam Jola 22.08.2007 |
|
|
|
10. Chciałam Ci podziękować za to, że wreszcie zaczęłam się czuć piękna, wartościowa, wyjątkowa i seksowna;-). Dzięki, że pokazałeś mi, jak w prosty sposób można dojść do tego, co zajęło mi z mężem prawie 3 lata. Jestem Ci wdzięczna, że nauczyłeś mnie, jak czerpać radość z seksu, co trzeba robić, by nie stał się on rutyną, ale zabawą i przyjemnością. Zdarza się, że chwilami wątpię, czy ze wszystkim sobie w życiu poradzę: z przyszłą pracą, z dziećmi za jakiś czas itd. Jestem jednak przekonana, że dam radę, że osiągnę sukces, na który pracuję i w który wierzę. Gdybym Cię nie poznała, dalej użalałabym się nad sobą i pewnie przyjęłabym jakąś nudną pracę z obawy, że nic lepszego nie znajdę. A teraz wiem na pewno, że czeka mnie wiele wspaniałych chwil. Serdecznie dziękuję i pozdrawiam ciepło, A. 29.07.2007 |
|
|
|
9. Gdy po raz pierwszy spotkałam się z terminem „pochwica”, chłonęłam wszystkie informacje o niej, zawarte w Internecie. Przypadkowo weszłam na Twoją, Andrzeju, stronę i ze łzami w oczach czytałam podziękowania za przeprowadzoną terapię. Doszło do mojej świadomości, że taką przypadłość mam nie tylko ja, że ludzie z krótszym, dłuższym stażem małżeńskim, partnerskim też są czasem w takiej sytuacji. Wysłałam do Ciebie pierwszego maila, choć mój mąż był sceptycznie nastawiony. Twierdził, że sami sobie poradzimy. Tylko że to nasze samodzielne radzenie sobie trwało rok małżeństwa i sześć lat wcześniejszej znajomości. Kawał czasu. Więcej nie chciałam czekać. Tak rozpoczęłam długą podróż do wnętrza siebie. Ty dawałeś wskazówki, my odkrywaliśmy kim jesteśmy dla siebie, jacy jesteśmy. Nadal pozostaje dla mnie pewną tajemnicą dlaczego tacy jesteśmy. Oczywiście mam swoje teorie… Byłeś dla mnie przewodnikiem po psychologii, nauczycielem przedmiotu o którym nadal marzę by studiować J. Dałeś mi bardzo wiele. W późniejszym etapie terapii zaczęłam dostrzegać, że dałeś nam bardzo wiele. Zaczęliśmy przełamywać swoje opory, zrywać z zakorzenionymi, chorymi poglądami. Zaczynamy czuć swoje wewnętrzne potrzeby. Zaczynamy je wreszcie urzeczywistniać. Dla nas to oznacza żyć dla siebie, naszym życiem, być odpowiedzialnym za drugiego człowieka i cieszyć się z tego, nie traktować tego jako obowiązku. Andrzeju dziękujemy za Twój czas, Twoją cierpliwość (jeśli chciałbyś jeszcze kiedyś na mnie ją potrenować śmiało dzwoń). Za Twoje wskazówki, rozmowy, spacery z Tobą, książki… a za sesje też. Wczoraj gdy robiłam zakupy w warzywniaku, spojrzałam w stronę marchewek. Właśnie przyszedł sezon na młode, chude J. Uśmiechnęłam się do siebie. Zdałam sobie sprawę, że to był najwyższy czas aby zakończyć terapię. Po pochwicy ani śladu. Byliśmy zdziwieni, że tak łatwo, bezboleśnie i z równie silną determinacją połączyły się nasze ciała. Dziękujemy. M. 13.05.2007 |
|
|
|
8. Aniele! Dziękuję za pokazanie mi, jak ciekawe może być życie, jeśli tylko pozbędziemy się jakichś urojonych zahamowań, za uświadomienie mi, że jestem wartościową, NORMALNĄ kobietą, za przyspieszony kurs jazdy po Warszawie J, za pomoc w rozwiązaniu drobnych spraw, które dla mnie stanowiły ogromne problemy! Dziękuję też za to, że teraz świetnie rozumiem się z moim kochanym mężem - zbliżyliśmy się do siebie duchowo, a sprawy dotychczas przemilczane zostały wyjaśnione! Teraz wiem że na moim mężu zawsze mogę polegać! Pochwica była główną przyczyną mojej terapii a ja nie wyobrażam sobie lepszego terapeuty od Andrzeja – bo Andrzej to najlepszy przyjaciel i doskonały psycholog – fachowiec! Po pochwicy nie ma śladu, a minęły dopiero 3 miesiące od rozpoczęcia mojej terapii! Przy okazji zmieniło się całe moje życie, bo ja zaczęłam inaczej na nie patrzeć. Po co je sobie dodatkowo utrudniać? Jak będzie chciało to samo mi dokopie! Teraz umiem być szczęśliwa, nie przejmuję się drobiazgami, znam swoją wartość! I przestałam się bać ludzi (co bardzo utrudniało mi życie), a przyszłości nie widzę już w czarnych barwach! Nauczyłam się odmawiać, kiedy coś mi nie odpowiada, bo wiem że to moje życie i nikt nie ma prawa nic mi narzucić! Dzięki pochwicy poznałam Andrzeja - wspaniałego przyjaciela, który otworzył mi oczy, zmienił moje chore myślenie na twórcze i pozytywne i sprawił że odnalazłam się w świecie! Sam powiedziałeś że Bóg mi zesłał pochwicę żebym wreszcie zmieniła swoje życie i to jest święta prawda! Jeszcze raz dziękuję za wszystko i z całkowitym przekonaniem mogę Ciebie polecić wszystkim nieszczęśliwym (na własne życzenie!!!) dziewczynom, które mają pochwicę! Jestem żywym dowodem na to, że można z tego wyjść! Twoja była pacjentka Hanka 4.01.2007 |
|
|
|
7. To już ??? Nie sądziłam, że nastąpi ten moment - ten, w którym będę pisała podziękowania na Twoją stronę. Kiedy zapoznawałam się z Twoją stroną i czytałam wpisy wydawało mi się, że to ściema, że pewnie sam sobie zredagowałeś treść wpisów. Byłam podejrzliwa i chyba się temu nie dziwiłeś, bo Twoi poprzednicy, którzy mieli mi pomóc okazali się beznadziejni, a spotkania z nimi kończyły się jeszcze większym moim dołem. Dlaczego wybrałam Andrzeja Setmana ? Bo jest zupełnym przeciwieństwem tzw. profesjonalnie wyglądających specjalistów. Z Tobą nie było na poważnie, z Tobą było na wesoło. I będzie mi tego brakować. Oprócz pochwicy pomogłeś mi rozwiązać parę innych problemów. Właśnie, zawsze wydawało mi się, że wszystko mam poukładane, a Ty zburzyłeś ten mój święty porządek i pokazałeś, że inaczej jest fajniej. Zachciało mi się żyć, już nie mówię, że mogę umrzeć w wieku 27 lat. Z moich poglądów wypadło parę bzdurnych przekonań. Czuję radość, jak budzę się rano i trochę mi żal, kiedy dzień się kończy. Zaczęłam patrzeć na życie inaczej, tabletki uspokajające nie są mi już potrzebne. Dzięki Tobie wiem, że rozpoczęcie współżycia nie oznaczało wcale utraty niezależności. Inaczej patrzę na mojego męża, bardziej go doceniam, byłam straszną egoistką. Mam fajnego faceta, którego na rękach powinnam nosić, za to że tyle wytrzymał.
Obiecywałam sobie że tego nie napiszę, ale niech tam - jesteś fantastyczny i cieszę się, że Cię poznałam. Mam nadzieję, że znajdziesz co jakiś czas chwilę czasu, aby spotkać się ze "starą pochwiczką". Jeszcze raz dziękuję.
A dla Twoich przyszłych pacjentek mam dobrą wiadomość: awitaminoza Wam nie grozi! :) a pływać się też nauczycie. Pozdrawiam, Agata 4.10.2006 |
|
|
|
6. Chciałabym
sklecić jakieś ładne podziękowanie, ale jak zwykle jest mi bardzo
trudno zrobić coś ‘po raz pierwszy’ (takiego
podziękowania jeszcze nigdy nie pisałam!). Cała ja. Tak samo było
ze zwróceniem się o pomoc do specjalisty w związku z moją
„przypadłością” - zwlekałam jakieś kilka lat. Jak już
nawiązałam z Tobą kontakt, to „to” nad czym
pracowaliśmy także było, wydawało mi się, barierą nie do
przeskoczenia. Myślałam,
że w chwili, gdy osiągnę cel terapii w niebo wybuchnie gama
kolorowych fajerwerków, będę wyglądała inaczej, jakimś
cudem zacznę lubić moją pracę, a może nawet okaże się, że pracuję
już gdzie indziej. Nic takiego nie Dobrze,
że nie jestem już „wyjątkowa”, bo tak mnie określiłeś
na początku terapii. Wolę być taką normalną dziewczyną jak teraz,
być w normalnym związku, z normalnym facetem, z którym mogę
robić te wszystkie normalne rzeczy co inni normalni ludzie. I za
to Ci dziękuję. ŻYJEMY RAZEM, A NIE OBOK SIEBIE! Nie jestem już egoistką, dowiedziałam się, że mój facet tez ma uczucia!!! To jedno z największych odkryć dokonanych przeze mnie podczas terapii. On tez ma swoje potrzeby! Dziwne ;-))) A on zrozumiał, że ja mam swoje. Nauczyliśmy się je szanować i okazywać uczucia, te dobre i te złe. Gdyby
nie Ty, dzisiaj nie byłoby NAS. Fajna ta terapia była! Uwielbiam Twoje poczucie humoru hihi... Dziękuję Ci, Andrzeju! Wiesz, siedzę sobie i nie mogę się nadziwić, że mogliśmy z M. tak brzydko się do siebie odnosić, omijać się, żyć osobno!!! Życie razem jest super! Nasz związek ma teraz inny wymiar. Tylko ciągle nie mogę zrozumieć jak to się stało, że M. się tak zmienił. Bo przecież nie pisywał chyba z Tobą za moimi plecami, co? 11.04.2006 PS. (mój dopisek) Zostałem zaproszony na ślub, który odbył się wczoraj. J |
|
|
|
5. Andrzeju, przeczytałam sobie swoje własne słowa na Twojej stronie internetowej i uśmiechnęłam się do nich. Już nie mogę doczekać się powrotu męża, żeby między innymi kontynuować praktyki z dużym sukcesem rozpoczęte 2 tyg. temu. Przeczytałam też relacje innych Twoich pacjentów i muszę Ci powiedzieć, że niesamowite jest dla mnie to, że dałeś mi odczuć choć przez chwilę, że jestem pępkiem świata - czułam się jak jedyna Twoja pacjentka. A tymczasem Twoje życie wypełnione jest dziesiątkami takich zbłąkanych dusz. Kiedyś byłabym smutna i niepocieszona, że to nie mnie należy się 100% uwagi, a teraz już ze spokojem i większą dojrzałością spoglądam na siebie i odpuszczam sobie bycie najważniejszą. To chyba kolejny odnaleziony klucz do sukcesu:-) Czytałam te relacje z podziwem, że tak wielu ludziom potrafiłeś pomóc i muszę przyznać, że Twoje życie wydaje się być kolorowe i wartościowe. Nie pal więc więcej papierochów, żebyś przedwcześnie nie opuścił tego padołu:-))) Mówi to zatroskana była pacjentka, a teraz mam nadzieję po prostu znajoma:-) Agatka 25.02.2006 |
|
|
|
4. „Ludzie wiedzą, że są nieszczęśliwi, ale mało kto wie, że mógłby być szczęśliwy” /Albert Schweitzer/ Mam na imię Tosia, 26 lat i trochę problemów w swoim życiowym bagażu, który każdego dnia staje się coraz cięższy... – oto moje pierwsze słowa pisane do Andrzeja drżącymi dłońmi... Tak, zdecydowaną część owego „bagażu” stanowiła pochwica. Przeklinałam ją. Czasem chciałam znaleźć się pod kołami autobusu... Żeby ‘ulżyć’ sobie i mężowi. Przeklinałam siebie. Nie cierpiałam swego odbicia w lustrze. Czułam się „kaleką”. Żyłam „za karę”. Codziennie zadawałam Bogu pytanie, które pozostawało bez odpowiedzi: „Dlaczego ja?”. Każdego wieczoru zasypiałam w pościeli wilgotnej od łez. Moich łez. Zaczęłam żyć obok męża. Stworzyliśmy jedynie pozory idealnego i szczęśliwego małżeństwa. Pojmowana przeze mnie rzeczywistość była inna... Odizolowałam się od znajomych. Przecież wszyscy cieszą się życiem, seksem... A ja? Wegetuję. Zamknęłam się w „pancerzu” własnych problemów. Znajomi mówili, że jestem atrakcyjną kobietką. Nie wierzyłam. Bo nie chciałam w to uwierzyć. Przez dwa lata stażu małżeńskiego ... właściwie niczego nie osiągnęłam. Skupiałam uwagę wokół swoich „tragedii życiowych”. Z mojej twarzy dawno wypłowiał uśmiech i blask oczu... Gdy już myślałam, że nikt nie jest w stanie mi pomóc, ... LOS zesłał mi Andrzeja. Napisałam emaila. Potem drugiego. I następne. Żaden nie pozostał bez odpowiedzi. Po pewnym czasie trwania „znajomości” zdecydowałam się na spotkanie. Bałam się. Ruszyłam w nieznane. Na pierwszym spotkaniu drżały mi wszystkie mięśnie, załamywał się głos... A On tak bezczelnie się śmiał... I właśnie ta Jego bezczelna bezpośredniość spodobała mi się najbardziej. „Może być ciekawie...” – pomyślałam wówczas... I zdecydowałam się na dalszą ‘współpracę’. Każde spotkanie uczyło mnie czegoś nowego... Czasem sądziłam, że to tylko sen. Rosły mi „skrzydła”. I mam je nadal J One mnie unoszą ponad „dolinę codzienności”. Moje niebieskie oczy znów nabrały blasku J Powrócił uśmiech J Przeogromna radość zakorzeniła się w moim sercu... I narodziła się świadomość J TAK, jestem ŚWIADOMA swojej kobiecości. Jestem ŚWIADOMA swoich wyborów. WIERZĘ W SIEBIE. Pokonałam wiele barier krępujących mnie przez lata... Dziś nie pozwalam sobie na to, by życie przemykało się pomiędzy palcami... Żeby inni z niego korzystali. Ono należy do mnie. Jest MOJE. Teraz WIEM, że... żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy, dwóch tych samych pocałunków, dwóch jednakich spojrzeń w oczy... ... A niby nic się nie zmieniło. Mój świat nie wywrócił się do góry nogami.ALE jestem KOBIETĄ. Szczęśliwą kobietą. W końcu JESTEM SOBĄ.I to widać! Chyba nie istnieją takie słowa, którymi mogłabym opisać swój stan ducha J Bo słowa to za mało...
I jeszcze jedno: Codziennie zadawałam Bogu pytanie, które pozostawało bez odpowiedzi: ”Dlaczego ja?”. Teraz znam odpowiedź.. Bo mnie lubił i postanowi, że ta ‘dziecinka’ kiedyś szczerze będzie cieszyć się życiem. Bo przecież można inaczej... Jestem Mu za to wdzięczna. No i przede wszystkim za to, że na moją ścieżkę życiową zesłał Anioła... Anioła, który we wszystkim, co robi – ma rację...
Andrzeju! Dziękuję, że znosiłeś moje milczenie – wówczas, gdy powinnam była mówić... Dziękuję, że walczyłeś z moimi fobiami – gdy sama nie miałam odwagi... Dziękuję, że zmieniłeś mój sposób myślenia – gdy byłam przekonana, że to ja mam rację... Dziękuję, że przy Tobie mogłam płakać – gdy miałam na to ochotę... Dziękuję za Twoją cierpliwość – wtedy, gdy sama siebie znieść nie mogłam... Dziękuję, że mnie wspierałeś – niezależnie od okoliczności... Dziękuję, że we mnie wierzyłeś – gdy moja ostatnia iskierka wiary we własne możliwości już zaledwie się tliła... Dziękuję, że pokazałeś mi rzeczywisty świat – gdy żyłam w świecie wyimaginowanym przez moje ‘przekonania’... Dziękuję za „siostrę”, „pustynię”, Powązki, skok z samolotu, pływalnię, „teorię męskości”, pałeczki w chińskiej restauracji, burzę w parku, Warszawę Zachodnią, jazdę samochodem, Most Siekierkowski, Bogusia ... i jabłka... Dziękuję za WSZYSTKO... A przede wszystkim dziękuję za to, że... jesteś...
Tosia 19.10.2005 |
|
|
|
3. Dziękuję za ten cały mętlik w głowie, którego byłeś sprawcą i za nowy porządek dzięki któremu jestem szczęśliwa. Efektem naszej kilkumiesięcznej pracy jest moja nowa jakość życia, osiągnęłam cel, który wydawał mi się przez lata nieosiągalny a przecież był w zasięgu ręki! Jaka byłam głupia, że tak długo czekałam...! Kiedyś miałam takie marzenie, żeby popłakać się ze szczęścia i tak się stało 09.07.05 (w dniu kiedy, stało się możliwe to co przez lata było niemożliwe) płakaliśmy obydwoje ja i mój chłopak ze szczęścia, a potem wszystko się poukładało jak w kalejdoskopie w kolorowy ładny obrazek. Teraz mam zamiar być szczęśliwa. Wiem czego mi potrzeba, jak mogę to mieć, i jak mam to zatrzymać. Nie buduje wyobrażeń o czymś czego nie znam i najpierw to sprawdzam, nie wymyślam, nie analizuje za wiele. Podzieliłam swoje życie na PRZED i PO. PRZED jest bardzo wartościowe i cieszę się, że było. PO jest lepsze. Dostałam porządną szkołę: kilka lat życia w świadomości, ze nic się nie da zrobić, że jestem inna niż wszystkie kobiety dookoła mnie, że gorsza, że w pułapce, że zaczynam wariować i wreszcie, że dlaczego Ja ?? Rozumiem, że trzeba przejść przez coś takiego, żeby zacząć żyć. Tak jak powiedziałeś mi kiedyś: większość z nas potrafi przeżyć życie będąc już dawno trupami. Wyrwałeś mnie z tego beznadziejnego stanu i za to ogromne uznanie. Dałeś nadzieję i szczęście nie tylko mnie, ale też tym, którzy ze mną żyją czy tylko przebywają. Ty zacząłeś ten łańcuszek szczęścia a ja mam zamiar go kontynuować... Zawsze będę o Tobie pamiętać i nawet jeśli mnie nie ma na co dzień, nie piszę, nie dzwonię to jestem i pamiętam, bo przecież nie zapomina się takich przełomów w swoim życiu i jeśli będę płakać ze szczęścia kolejny raz to będziesz o tym wiedział. P.S. powiedziałam, że spodziewałam się zmiany koloru moich oczu po tym jak już to zrobię i to zaczyna się coś dziać! MAM INNE OCZY i żeby nie było, że w głowie mi się przewróciło to nie ja zauważyłam ;p JK. 19.07.2005 |
|
|
|
2. Okazuje się, że nawet w XXI wieku można kupić przysłowiowego kota w worku, który na szczęście z biegiem czasu może wyrosnąć na całkiem miłe, drapieżne i… pożyteczne stworzonko. Bohaterką mojej historii była pochwica, czyli ból, który uniemożliwiał mi przeżycie pełnego zbliżenia z mężczyzną. Mogłoby się wydawać, że w dzisiejszych czasach zachowanie dziewictwa do ślubu graniczy z cudem, a seks w pierwszych latach małżeństwa jest najwspanialszą i najnormalniejszą rzeczą na świecie. Zdarzają się jednak wyjątki… O ile chęć zachowania czystości w moim przypadku mogłabym określić jako świadomy wybór, to niemożność odbycia stosunku z własnym mężem przez 3 lata małżeństwa była dla mnie niewyobrażalną nienormalnością i problemem, z którym nie potrafiłam sobie poradzić. Nie pomagały ani romantyczne kolacje przy butelce wina, które miało pomóc mi się rozluźnić, ani rady ginekologów, żele znieczulające wejście do pochwy ani nawet nacięcie błony dziewiczej. Życie zaczynało tracić kolory. W głębi duszy przeklinałam los i z ogromnym żalem pytałam Boga: „dlaczego właśnie mnie to spotkało?” Teraz myślę, że to wszystko miało swój sens. Inaczej nie poznałabym wyjątkowego człowieka, jakim jest Andrzej Setman – niesamowita i fascynująca osobowość. Spotkanie z nim otworzyło mi oczy na świat, na który dotąd patrzyłam mrużąc powieki. Upłynęło trochę czasu zanim zdecydowałam się wysłać pierwszego emaila, ale skoro brakowało mi odwagi na wystukanie numeru telefonu uznałam, że taki sposób kontaktu będzie dla mnie najbardziej „bezpieczny”. Niespodziewanie nadeszła pierwsza odpowiedź, a za nią kolejny list i następny… Obudziła się nadzieja – nie jestem sama ze swoim problemem. Jest ktoś, dla kogo moja sytuacja nie jest tylko i wyłącznie „jakimś” przypadkiem, który czasem się zdarza. Na pierwsze spotkanie pojechałam z drżącym sercem, ściśniętym gardłem i brzuchem pełnym „motyli”. Wróciłam radosna i odmieniona. Po kilku dniach euforia straciła na sile, ale pozostała zauważalna w psychice zmiana i postanowienie, że dam radę osiągnąć to, co sobie zamierzyłam. Terapia okazała się drogą do przejścia – mimo napotkanych mniejszych lub większych kamieni, kałuż i wybojów. Na jej końcu był cel, którego zdobycie było warte każdego wyrzeczenia i zmiany. Nigdy nie czułam się pozostawiona sama sobie i to dodatkowo utwierdzało mnie w przekonaniu, że terapia musi się udać. Oczekiwałam cudu, który po prostu się stanie… I ten cud się zdarzył – tyle tylko, że sama musiałam sobie na niego zapracować. Mimo zawahań i chwil zwątpienia nie żałuję ani jednej rzeczy czy sytuacji, którą przeżyłam w trakcie dążenia do celu. Opłacało się, bo dopiero teraz, kiedy mogę czerpać radość z seksu, czuję się prawdziwą kobietą. Dzięki Andrzejowi Setmanowi zrozumiałam i uwierzyłam, że wszystko jest możliwe. Jego postrzeganie świata i podejście do drugiego człowieka uświadomiło mi, że dla niego życie jest pasją, a myśl Alberta Schweitzera - „Szczęście to jedyna rzecz, która się pomnaża, jeśli się ją dzieli” zyskała dla mnie nowe znaczenie. Przyznaję, że nigdy nie przypuszczałabym nawet, że spotkam w życiu tak zwariowanego i SKUTECZNEGO w działaniu człowieka. Nie ma świecie nagrody, którą mogłabym mu ofiarować w podzięce za to, kim się stałam. Jestem pewna, że przyzna mi rację każdy, komu Andrzej pomógł. K. 2.01.2005 |
|
|
|
1. Dla nas to był duży problem Na terapię do Andrzeja Setmana trafiłem ze swoją dziewczyną. Naszym problemem była pochwica. Jest to ból uniemożliwiający odbycie stosunku. Dziewczynę poznałem ponad 4 lata wcześniej. Po niecałym roku znajomości pozwalaliśmy sobie na pieszczoty i inne dość śmiałe zabawy erotyczne. Ale gdy zdecydowaliśmy się na stosunek, ukochana odczuwała silny ból, który nie pozwalał wejść do środka. Było tak za każdą próbą. Poszliśmy do ginekologa. Pani ginekolog przepisała jakiś tam żel znieczulający, który miał na celu obniżyć ból, powiedziała, że "spokojnie, wszystko się jakoś ułoży". Rewelacja myślę sobie, ale to "jakoś" już za długo trwa, bo to ze 2 lata już było. Oczywiście żel okazał się nic nie warty, ale nie zrażając się, wybraliśmy się do drugiej pani ginekolog, która wymyśliła nacinanie czegoś tam przy wejściu do pochwy. Podobno komuś to pomogło, bo wykonywała już kilka takich zabiegów i generalnie było OK. Przy tym nacinaniu tylko się dziewczyna wymęczyła i nakrzyczała. Jak wyszła z gabinetu to płakała, a i tak nic nie pomogło. Powiedziała, że to pochwica, ja też już to wiedziałem i poczytałem w Internecie na ten temat. Wyczytałem, że problem ma podłoże psychologiczne a nie fizyczne, więc trzeba było poszukać psychoterapeuty. Wysłałem wiele maili do klinik ogłaszających się w Internecie, ale tylko Andrzej Setman podjął się zadania. W czasie terapii nie podobało nam się, że Andrzej Setman twierdził, że poradzimy sobie z problemem bardzo szybko, można powiedzieć "od ręki". Dla nas to był duży problem. W kontrakcie było, że zapłata będzie po pełnym sukcesie. Nigdy jednak nie poczułem się zostawiony sobie i zbagatelizowany. Po jakichś 2 miesiącach, gdy nie było efektów zacząłem wątpić w skuteczność terapii, ale Andrzej Setman uświadamiał mi, że nie realizujemy jego poleceń i nie wywiązujemy się z kontraktu. W każdym razie po ponad 2 miesiącach sukces przyszedł nagle i nieco „niespodziewanie”. Nie obyło się oczywiście bez poważnej rozmowy z nami, ze mną oraz moją z moją ukochaną. Nie obyło się też bez kilku kropel łez i rozstania się na kilka dni, aby to sobie wszystko przemyśleć, gdyż zastanawiałem się czy taki związek ma jeszcze sens. W każdym razie terapia się udała i jesteśmy bardzo wdzięczni, bo pozwoliło to nam na normalną radość z seksu, jaką nie mogliśmy się cieszyć dotąd. Jeśli jesteś zainteresowany terapią u Andrzeja Setmana, to powiem Ci, że będą chwile miłe, ale i ciężkie. Nikt Ci nie obieca, że będzie miło fajnie i wesoło (chociaż czasami było), ale na pewno będzie skutecznie. Musisz przygotować się na wiele stresów i zmianę dotychczasowych przyzwyczajeń, sposobu myślenia itp. Ale gwarantuję Ci, że terapia zakończy się sukcesem.
PS Ślub odbył się w lipcu 2004. Młodożeńcy zaprosili Andrzeja na swoje wesele... |
|
|