Lubię konstruktywną krytykę...”


Pragnę się podzielić podziękowaniami, które są dla mnie cenniejsze od recenzji krytyków literatury.

Kto chce niech czyta, a kto nie chce czytać - niech mi ma za złe, że się sam promuję :)

Jeśli któraś z moich książek miała wpływ na Twoje życie lub myślenie – to napisz do mnie,

a ja umieszczę tutaj Twój tekst.

Andrzej Setman

9.07.2010

PS Jeśli chcesz przeczytać którąś z moich książek, a nie możesz jej zdobyć- to podaj swój adres!

Wyślę Ci ją pocztą.

Gdy po przeczytaniu zachcesz ją zatrzymać – to poinformuję Cię jak możesz za nią zapłacić,

a jeśli nie – to odeślesz mi ją z powrotem. Pasuje?

Andrzej Setman

19.09.2010


Andrzeju
Nazywam sie Łukasz Bartosiewicz, mam 32 lata. 
Dwa miesiące temu opuściłem zakład karny gdzie przebywałem 6 lat. 
Od 15 lat jestem uzależniony od narkotyków.
Ukończyłem w z.k. terapie dla narkomanów u Marzeny Miszkiewicz (Wspaniała Terapeutka i Dobry Człowiek).
W którymś momencie mojego trzeźwienia, kiedy miałem trudny okres Marzenka dala mi Twoja książkęTak… chce kochać”. Dzięki lekturze spojrzałem trochę inaczej na świat i bardzo mi to pomogło!!! 
Obecnie jestem na etapie poznawania świata na nowo-uczciwie i na trzeźwo. 
Jest mi ciężko, bo nie mam obecnie meldunku, poza tym ciężko prace jest znaleźć osobie karanej. 
12.07 mam pierwsza rocznice trzeźwości chciałem Ci powiedzieć, że Masz w tym mały udział :) 
z uwagi na Twoja książkę :) 
Andrzeju DZIEKUJE CI BARDZO za to, że chociaż nieświadomie to ogromnie mi pomogłeś... 
Pozdrawiam Serdecznie
Z Wyrazami Szacunku!!!
Łukasz Bartosiewicz
lukeash32@o2.pl

6.07.2010


Andrzeju
Bardzo, bardzo, bardzo dziękuję ci za przysłanie mi pdf-ka "Nie....chcę żyć".......bo zanim dotarłaby do mnie wersja
papierowa tej książki .... czekałabym dłużej na odkrycia jakich dokonałam czytając ją dzięki twojej uprzejmości :)
Jak widać - co odkrywam ostatnio z coraz większą częstotliwością - wszystko dzieje się po coś....
właśnie skończyłam czytać...........
zajęło mi to trzy wieczory i żałuję, że się skończyła
W ciągu tych dwóch dni, pomiędzy tymi magicznymi trzema wieczorami zdążyłam w międzyczasie polecić jej
przeczytanie kilku osobom....w tym swojemu mężowi 
doznałam w trakcie czytania olśnienia, że..... aby zebrać jak to pięknie określiłeś "dokumentację" do mojej ważnej
decyzji związanej z naszym związkiem.... chciałabym sprawdzić czy - po pierwsze przeczyta ją.... po drugie - jakie są
jego wrażenia-co sprowokuje jak mniemam podstępnie zaczątek być może głębszej niż od kilku miesięcy rozmowy 
z nim, po trzecie-mam ogromną nadzieje, że treści w niej zawarte zmienią jego myślenie..... życie......
postrzeganie..... tak czy inaczej wpłyną pozytywnie na jego ego.....
a ja być może zacznę mieć z nim o czym rozmawiać........
albo i nie-wszystko zależy od efektu na ktory cierpliwie poczekam ....z ciekawością w dodatku ;)
to taka mala dygresja-bo ja przecież chcialam napisać swoje wrażenia świeżutko po przeczytaniu ksiązki :)
Niezwykle zabawna
Czyta się ją szybko, łatwo i przyjemnie.... po czym wpada się w treść, która swoją mądrością o życiu, napisaną 
w sposob który jakby sam ta wiedzę "jak żyć" -mimochodem- wchłania do środka umysłu ..... zaskakuje....zwala 
z nóg...i wywołuje lawinę pytań-dlaczego tego nie wiedziałam? dlaczego nie uczą tego w szkołach? 
to niesamowite.....musze to komuś powiedzieć....wszyscy powinni to wiedzieć.......itd
Niezwykle mądra, inspirująca, poruszająca..........
Przepełniona taką ilością niesamowicie prawdziwej, prostej, oczywistej, mądrej życiowo treści o której większość 
z nas nie ma pojęcia....i odrywając je doznajemy olśnienia, szoku.... i wchodzimy w nowy wymiar.....(hm..mowie za
siebie oczywiście, ale sądzę że większość jej odbiorców ma podobne wrażenia)myślenia, komunikowania się,
emocji.....
uffffffffffff.....;) może jak ochłonę nieco...."prześpię się z nią", poukładam w głowie...napiszę coś jeszcze
na świeżo 
- jestem zafascynowana, oczarowana, rozbawiona do łez twoim poczuciem humoru, stylem pisania, tonem
wypowiedzi, opisami, porównaniami ("permanentnie niedoheblowana "-hicior!!! cały dzień z tego zdania śmieję i 
z wielu innych) wyłapałam masę cytatów, mądrości, które wypisałam sobie na karteczkach i powyklejałam w pracy i 
w domu :)
Do tego działa niezwykle terapeutycznie , uczy (mimochodem) jak żyć, jak rozmawiać, jak można zmienić swoje
myślenia, jak ważne jest to jak myślimy, jakie mamy przekonania, jak można je zmienić jak również swoje myślenie.
pokazuje co jest ważne w życiu....oj.....brak mi słów :)
Jestem pod ogromnym wrażeniem
wczoraj mialam strasznie kiepski dzień....a po przeczytaniu wieczorem duzej części ksiązki min rozdzialy zawierające
rozmowy z przewodnikiem ....zasnęlam jak anioł, spalam jak anioł i rano wstalam uskrzydlona, z poczuciem szczęścia
tak jakoś sama z siebie .......i caly dzien fruwam...czuję sie oszolomiona , jakbym byla na jakimś haju -dzięki tej
wiedzy, ktorą zdobylam....odkrylam.....dzięki Tobie
Przepraszam za to, ze pisze być moze chaotycznie czasami cięzko jest opisać swoje wrażenia....
a wydaje mi się że umiem nazywać swoje emocje i nieźle skladam zdania ;)
- na to wygląda, że zbyt dużo wrażeń i do tego dość oszalamiających odbiera mi oczywiste umiejętności 
wyrażania się, pisania, nazwania uczuć :)
Tymczasem pozdrawiam Cie bardzo serdecznie i bardzo gorąco dziękuję za tą książkę - zmieniła moje życie 
- czuję to namacalnie. To jest to, czego szukam....
"Skoro obraz mówi więcej niż sto słów, to przytulenie może wyrazić więcej niż tysiąc obrazów" ...
a więc przesyłam ogromny uścisk pełen ciepłych emocji i wdzięczności za to, co pomogłeś mi odkryć.
Agnieszka

8.07.2010


Przeczytałam tę genialną książkę już jakiś czas temu ,ale dopiero dziś pisze swoje wrażenia ,dlatego że do dziś 
nie mogę uwierzyć, że dzięki tej książce zdobyłam się na odwagę do zrobienia loda ,o którym wcześniej 
nie chciałam słyszeć.
Ani mi się nie śniło, że mogę to zrobić to od tak, po prostu nie wyobrażałam sobie tego ,nie byłam świadoma 
że facet też potrzebuje pieszczot ,bo w moim przypadku mój facet nigdy mnie do tego nie zmuszał ,ani nie
proponował ,a ja sama uważałam że ‘po co mam to robić’. Teraz myślę inaczej - fajnie jest też zadowolić faceta
zrobić mu loda czy zwalić konia. hahaha . 
Teraz mogę się z tego śmiać. I to dzięki Tobie…
LUDZIE SĄ NIESZCZĘŚLIWI ,ALE MALO KTO WIE, ŻE MÓGŁBY BYĆ SZCZĘŚLIWY 
Miałam wrażenie ,że napisałeś to specjalnie dla mnie - dzięki :) 
Wszystkie opisywanie i przekazane przez Ciebie historie są po prostu niesamowite. To w jaki sposób je
przekazujesz wywołuje tyle emocji. Czytając „Tak ..chce kochać” czasami miałam dreszcze ,że aż się bałam 
czytać co będzie dalej w niektórych momentach wzruszyłam się ,a ile sie uśmiałam. 
Na prawdę dziękować Ci za tak wspaniałe książki jakie piszesz - to mało. 
Doszłam teraz do wniosku ,że ważne jest to co ja myślę o sobie, a nie co inni o mnie myślą ,tej pewności 
nabierałam wcześniej dając sobie komplementy .Dla mnie ta książka jest z życia wzięta i cieszę się że mogłam 
ją przeczytać i że Cie spotkałam :) Oby więcej takich wspaniałych i niesamowitych książek:)
Dzięki Andrzeju :)
Pozdrawiam i ściskam 
Monika:)

12.07.2010


Andrzeju:) 
Przeczytałam "Tak... chce kochać"
Myślałam, że nic bardziej poruszającego po przeczytaniu "Belli" i "Nie... chce żyć" już nie przeczytam.
Myliłam się.
Dwie części Twojej książki są tak różne, obie mnie poruszyły. Nawet nie wiem, która bardziej.
Pierwsza część, ta dotycząca relacji między mężczyzną i kobietą, dotycząca zachowań kobiet. 
Jak postępują z mężczyznami jak wiele błędów popełniają. Z jakich powodów ich zachowania są
ograniczane w kontaktach z mężczyznami. Tak wiele jest prawdy, która zaskakuje. I uzmysłowienie
sobie, że tak się dzieje. Że te myśli Agnieszki odkrywane przez Ciebie pojawiają się również 
w mojej głowie. Tak kobiety sądzą, tak się zachowują, nie tylko Agnieszka, ja też. Może nie
wszystko, ale wybrałabym również coś, co dotyczy mnie, bardzo dużo zresztą. 
Samo spotkanie Twoje z Agnieszką, nadzieje z nim związane. Może to Ona, może to On. Może to ta
osoba, która okaże się, że jest tą, na którą czekam. 
To jak opisałeś Agnieszkę, w moim domyśle jak kobieta, cieszy się ze spotkania z mężczyzną tylko,
jeżeli ma nadzieję, że ten mężczyzna, z którym spędza czas może być tym, na kogo czeka, z kim
będzie związana. I jak czar pryska, gdy dowiaduje się, że tak nie będzie. 
To co napisałeś o moralności. Jak przez nią dokonujemy wyborów, wiedząc, że nimi zamykamy sobie
drogę do szczęścia. Jednocześnie uświadamiając sobie, że moralność nie stanowi żadnej wartości 
w naszym życiu. Mimo to, nasze wybory są od niej uzależnione i ma na nie duży wpływ. 
Jak pisałeś o wygaszaniu emocji, żeby się nie nakręcać. Bo to tylko niszczy relacje między
kobietą, a mężczyzną. Ogólnie między ludźmi też. 
No i druga część Twojej książki. 
Nie znajduję słów żeby opisać jak bardzo dużo znalazłam w niej prawd o ludziach, o ich
zachowaniach, o życiu, o mnie. Jak napisałeś o wstydzie, że wolimy pokłócić się, rozstać niż
przyznać się, że czegoś nie umiemy. 
O tym jak napisałeś jaka jest różnica między chcę a chciałabym :) O seksualności, o miłości, 
o wartości życia, o zamartwianiu się, o oczekiwaniach i rozczarowaniu. No i o celu :). 
Teraz uwierzyłam, że mam wpływ na to co osiągnę, bo cel który obrałam jest zależny ode mnie :)
Ta książka pokazała mi, że nie warto sie spalać w negatywnych emocjach, które mają zły wpływ na
człowieka. I żeby łamać stereotypy, to co wpojono przez lata, co nie jest dla nas dobre. 
Co nam szkodzi. Czytając ją już nie przewróciła mojego życia do góry nogami, bo to stało się już
wcześniej. Jak pisałam do Ciebie maile i Ty odpisywałeś. I zadawałeś mi pytania, które mnie
zaskakiwały. Myślałam jak to? Można myśleć pozytywnie i nie dokopywać sobie za wszystko? 
I jeszcze siebie lubić i dobrze o sobie myśleć? Można. Teraz nie widzę innej opcji. 
Przestawiłam się. To dopiero początek, jeszcze długa droga przede mną. Wszystko, co można dobrego
zrobić dla siebie warte jest wysiłku.
Dziękuję :) za wszystko. 
Pozdrawiam

Aneta                                                                                    13.07.2010


:) Ciesze się :)
Następna Twoja książka, będzie niesamowita ja już to wiem :) 
Wiesz, że to co napisałam o "Tak ... chce kochać" to jest jedynie maluteńka cząstka tego,
co byłam w stanie wyrazić o Twojej książce? Więc pomyśl jakie wywarła na mnie wrażenie :) 
Ooogromne..... 
i wcielam ją w życie. I już nie umiem inaczej myśleć niż pozytywnie. I wielką trudność
przechodzę, gdy mam wymyśleć chory pogląd, aby go zamienić na zdrowy. Co by się nie działo,
automatycznie myślę o dobrych aspektach danego wydarzenia. Dziś wróciłam do domu i pomyślałam, 
że czeka mnie wymyślenie chorego poglądu, abym go mogła zmienić na zdrowy. Już nie mam
negatywnych myśli :) , które mogłabym zamienić na zdrowe i we wszystkim widzę pozytywne strony. 
I co najbardziej zaskakujące TO DZIAŁA!!! 
I już się nie dołuję i nie dokopuję sobie. Jestem dla siebie dobra i już nie myślę o sobie, 
że powinnam to zrobić, czy tamto, w sensie muszę.
Teraz już myślę zrobię to dla siebie i widzę pozytywne efekty, swojej pracy. Bo to jest dla mnie. 
TWOJA KSIĄŻKA "TAK... CHCE KOCHAĆ" BARDZO MI W TYM POMOGŁA :) 
BARDZO DUŻO MNIE NAUCZYŁA I JEDNOCZEŚNIE UZUPEŁNIŁA MOJĄ WIEDZĘ, TĄ KTÓRĄ TY MI PRZEKAZAŁEŚ, 
W MAILACH, W CZASIE ROZMOWY.
Za to chciałabym Tobie BARDZO BARDZO PODZIĘKOWAĆ :)
I czekam z niecierpliwością, żeby mieć możliwość przeczytać Twoją następną książkę :)
Pozdrawiam Cię :)

Aneta

14.07.2010


Witam.

Nazywam się Anna (...), mam 19 lat. Przeczytałam Pańską książkę "Tak.. chcę kochać" podczas 2 tygodni cudownych wakacji w Tunezji. A były one cudowne właśnie dzięki tej książce, a raczej dzięki temu, jaki skutek wywarła ona an mnie i moje życie.

Od 2 lat chodzę na terapię. Zdiagnozowano u mnie depresję.Nie wiem tak naprawdę, od czego zaczęły się moje problemy.

(…)

W ciągu 2 lat terapii przeszłam ciężką walkę ze sobą. Zmieniłam się, poszłam do przodu, ale wciąż nie byłam szczęśliwa. Nie uśmiechałam się, podświadomie wybierałam ciemne ubrania. Mama decydowała o wszystkim i ja jej na to pozwalałam. Okres buntu nie nadchodził aż do klasy maturalnej. Czułam, że moja pasja filmowa nie jest akceptowana, słyszałam, że mam się uczyć, bo nie dostanę się na studia. Nawet jeżeli nie zgadzałam się z rodziną, z mamą, to i tak poczucie winy nie pozwalało mi postąpić inaczej, jak zrobić to, czego ode mnie oczekiwano. W tym jestem dobra. W robieniu tego, czego się ode mnie oczekuje.

Rok temu poszłam z Pieszą Pielgrzymką na Jasną Górę. (…) Szłam po 30 km dziennie i ryczałam. Wyłam wręcz. Dzwoniłam do domu 15 razy dziennie i chciałam, żeby mnie stamtąd zabrano.

Jednak gdy wróciłam, zaczęłam się jednak zmieniać, być bardziej asertywną. Ludzie, znajomi mówili, że inaczej wyglądam, inaczej się zachowuję, że "coś się zmieniło". Ja zrozumiałam, że moje samopoczucie nie może być uzależnione od poczucia winy, humorów rodziny. Wtedy jednak słyszałam, że jestem pyskata, "jak ojciec", wulgarna, gdy zdarzyło się przeklnąć.

Jakikolwiek wyjazd z domu powodował Reisefieber tydzień przed. Aż pojechałam do Tunezji. Pierwsze popołudnie przepłakałam w samotności i ciszy (mama i siostra spały), bo hotelowe 4 gwiazdki nie koniecznie odzwierciedlały to, czego oczekiwałam. Wieczorem poznałam 2 młode kobiety, 30-latki, Olę i Agę, którym bez oporu powiedziałam o depresji i terapii. Czułam do nich całkowite zaufanie. Opowiedziały mi o Panu i pożyczyły książkę. Bardzo intertesują się rozwojem osobistym, treningiem personalnym itp.

Nie rozstawałyśmy się przez cały tydzień, przeczytałam książkę. Gdy wyjechały (były 1 tydzień), bałam się, że już nie będzie fajnie, bo ich nie ma. Dzień po ich wyjeździe obudziłam się i poczułam szczęśliwa. Pierwszy raz od 2 lat poczułam się szczęśliwa.

Drugi tydzień był cudowny. Powtarzałam sobie, że liczy się teraz, że nikt nie może mnie wkurzyć czy zdenerwować, flirtowałam, tańczyłam, bawiłam się. Zaczęłam się malować, dbać o siebie. Zaskoczona odkryłam, że 5(!) facetów się mną interesowało, usłyszałam, że jestem piękna. Poznałam, co to dotyk dłoni faceta na plecach, chwytanie się za ręce, taniec z nim...

(…)

Wróciłam w czwartek (jest sobota), nadal czuję się dobrze. Jestem spokojniejsza "w środku". Czuję jednak, że powoli dom i życie tutaj wciąga mnie i łapie w macki, że znowu łatwo się irytuje. Na razie jednak lęk nie wrócił. Śpię dobrze, czego nie było od zimy. Jutro jadę na spotkanie z dziewczynami. Powtarzam sobie za Liz Gilbert "Mój umysł nie będzie już przystanią dla niezdrowych myśli". Przywołuję Pańską książkę. Zamówiłam także "Bellę" i "Nie..chcę żyć".

Chciałam zapytać, jak mogłabym zdobyć "Tak..chcę kochać". A nade wszystko powiedzieć, a raczej napisać, że to jest przełom w moim życiu. Chcę zmienić swoje życie. Chcę być szczęśliwa, uśmiechać się. I wiem, że gdyby nie te wakacje, spotkanie z dziewczynami, Pańska książka, nie czułabym się tak teraz. Dziękuję z całego serca. DZIĘKUJĘ.

Pozdrawiam

Ania

18.09.2010


Czesc Andrzej:)
Własnie przed chwila przeczytałem Twoją książkę nie.. chcę zyć
Przeczytałem ją w dwa wieczory bo nie mogłem się doczekać co będzie dalej:)
Czytając ją wydawało mi się jakbym był jeszcze raz u Ciebie na szkoleniu RTZ część rzeczy stosuję cześć mi się przypomniała ogolnie jestem po wielki wrażeniem tego co napisałeś i w sposób jaki przekazujesz wiedzę. A co do treści że w życiu nie ma przypadków to w pełni się z tym zgadzam tą książkę kupiłem ostatnio na szkoleniu u Mateusza i tylko ona przyciągnęła moją uwagę a do tego był to ostatni egzemplarz jaki akurat mielinic dodać nic ująć była przeznaczona dla mnie tym bardziej, że odnosi się dokładnie do wielu sytuacji, które aktualnie przeżywam. To co piszesz o relacjach damsko męskich jest tak oczywiste, że aż trudno mi uwierzyć że tylu rzeczy nie widziałem i tak się własnie zastanawiam czy moja „ślepota” nie jest spowodowana przez opowiadanie mi bajek na temat tego jak życie wygląda tyle tylko że to się nijak ma do rzeczywistości w której żyję.
Dziękuję Ci że otworzyłeś mi oczy na rzeczy tak oczywiste a zarazem tak ważne w życiu bo tak naprawdę to ja dopiero zaczynam żyć ściągając po kolei wszystkie fikcje których mi nawkładali do głowy. Już zapłaciłem za to wysoką cenę i nadszedł czas żeby faktycznie zacząć żyć… bo prawdziwy smak zycia jest cudowny:))
Dziękuję raz jeszcze bo zaoszczędziłeś mi i pewnie wielu ludziom z mojego otoczenia których mógłbym skrzywdzić wielu nieporozumień i cierpienia spowodowanego tym że chciałbym moją rzeczywistość dopasować do fikcji, którą miałem w głowie na jej temat.

Pozdrawiam serdecznie
Łukasz

PS i mam prośbę pisz dalej:)bo książki, które mam od Ciebie są w ciągłym ruchu i zmnieniają świat na lepsze:)

15.10.2010


Witaj Andrzeju,

Skończyłam właśnie czytać : "Tak...chcę kochać" i chcę Ci od razu na świeżo napisać moje wrażenia. Będę szczera. Ta książka zrobiła mi totalne pranie mózgu. Zanim zaczęłam pisać do Ciebie, to musiałam (a tak na prawdę bardzo bardzo chciałam:) zadzwonić do Piotrka i powiedzieć mu jak bardzo go kocham. Andrzej nawet nie wiesz jaka jestem szczęśliwa. Marzę tylko o tym, aby każdą chwilę mojego życia celebrować tak jakby byłą tą najważniejszą. Marzę o tym, aby kochać. Czuję się jakby ktoś wstrzyknął mi do krwiobiegu ogromną dawkę serotoniny. Cieszę się ze wszystkiego, prawie niczym się nie przejmuję. Widzę moje życie jako wspaniałe przeżywanie każdej chwili. Andrzej ja wiem, że będę kiedyś bardzo szczęśliwa (i już jestem). Dziękuję, że napisałeś tą książkę. Hmm dziwne jest to, że wiele z niej nie pamiętam (może mam jakieś zaburzenia pamięci- trudno powiedzieć), ale za to ją czuję. Wiem, że coś się we mnie zmieniło. A może Ty czarujesz te książki, żeby ludziom potem tak dobrze było? Jeszcze raz dzięki i jeśli obchodzisz święta (w sumie jesteś tak inną osobą, od tych które znam, że pewności nie mogę mieć) to życzę Ci, aby były mistyczne.

Pozdrawiam Cię serdecznie
Kasia

23.12.2010


Andrzeju :)

I cóż ja mam Ci napisać ?? Cokolwiek bym nie napisała i tak będzie za mało, widocznie o pewnych książkach nie powinno się mówić słowami. Mija drugi dzień od końca lektury, a ja wciąż wielu spraw nie umiem słowami wyrazić. Wiem jedno Bella to perła, albo nawet diament. Odkąd skończyłam lekturę zastanawiam się, jakże niezwykły musi być człowiek, który potrafi pisać w tak nieprawdopodobny sposób. Mam nadzieję, że będzie szansa przekonać się jeszcze przed katowickim szkoleniem (nawiasem mówiąc wysłałam Ci szczegóły i dopinam całą resztę). Po raz kolejny, jakby od niechcenia, wywróciłeś do góry nogami moje spojrzenie na świat, skłaniając do refleksji nad sprawami, nad którymi nie myślałam już dawno, albo jeszcze nigdy. Paleta emocji zarysowana jeszcze mocniej niż w "Nie...chcę żyć" (choć nie chcę i nie staram się porównywać tych dwóch książek), chyba jeszcze nie zdarzyło mi się podczas czytania książki płakać i uśmiechać się niemal jednocześnie. Książka na pewno przeznaczona dla osób myślących, osób które potrafią czytać "między wierszami", tylko takie osoby będą potrafiły w pełni dostrzec piękno i magnetyzm tej książki i wiele niesamowitych prawd życiowych w niej ukrytych. Powalił mnie cytat "tylko dla kogoś, kto w nas wierzy mamy odwagę rosnąć" - jakże to proste i jakże prawdziwe. Gratulacje, oby jeszcze jak najwięcej książek wyszło spod Twojego pióra :).

Pozdrawiam gorąco
Zuzia

20.05.2011


Skończyłem czytać "Tak... chcę kochać." Dwa słowa, które mi się nasuwają jako podsumowanie to "cholernie prawdziwa".
Tyle sytuacji tam opisanych mogę odnieść do swojego życia, a niektóre bardzo dosłownie i nawet imiona pasują. Dziwne odczucie. Zatrzymałem się na "nawet jak się uśmiechasz to w twoich oczach jest cień smutku". Usłyszałem to od dziewczyny, która znała mnie bardzo krótko. Niezwykłe. Później podczas czytania upadło wiele moich punktów widzenia na wstyd, tabu, lęk, szczęście, miłość, uczciwość, otwartość. Poprzesuwałeś moje ekstrema :) Czuję się w takiej pustce, gdzieś w środku, gdzie trzeba zbudować wszystko jeszcze raz od zera inaczej. Można inaczej zinterpretować kobiece fochy, inaczej własne porażki i sukcesy, w sytuacjach w których wypada/nie wypada można całkiem inaczej wypadać :) Mam taką zajebistą ciekawość, żeby to wszystko posprawdzać samemu jeszcze raz doświadczalnie, żeby nauczyć się tańczyć tango, żeby odkrywać czego pragną kobiety (a czego czasami nie chcą powiedzieć). Wyobrażam sobie to jako zaorane pole chwastów, na którym można zasiać od nowa to co chcę. Dziękuję!

Tomek

21.05.2011



Andrzejku dosłownie przed chwilą skończyłam czytać Twoją książkę "Nie...chcę żyć". Jeszcze po policzkach płyną mi łzy. To opowiadanie wzbudziło we mnie wiele emocji począwszy od radości, zadowolenia, śmiechu po złość, smutek, łzy, współczucie. Tak jak napisałeś teraz się z tym w 100% zgadzam, nie ma przypadków, nic nie dzieje się bez przyczyny to także mój mąż cały czas mi powtarzał,a ja nie umiałam, albo nie chciałam w to uwierzyć ani tego zrozumieć. Dziś już wiem, że gdybym ponad rok temu nie trafiła na Twoja stronę internetową, a później nie przyjechała z Darkiem do Ciebie do Warszawy dalej żyłabym w nieświadomości i popełniała te same błędy, które powtarzały się cyklicznie. Gdyby nie ten jeden przypadek nie poznałabym Cię osobiście, nie przeczytałabym tej wspaniałej książki napisanej dla przeciętnego człowieka prostym, lekkim, łatwym językiem. Nie zrozumiałabym co tak naprawdę jest najcenniejsze w życiu. Teraz już wiem, że "najcenniejsze w życiu jest szczęście i miłość".
Czytając książkę już od pierwszych stron czułam się tak jakby była ona pisana specjalnie dla mnie, w każdej z osób i sytuacji mogłam odnaleźć kawałek samej siebie, swoich emocji i zachowań nie tylko tych dobrych ale przede wszystkim tych złych. Fakty i wydarzenia, które zawarłeś w swojej książce zbiegają się i wkraczają w moją obecną rzeczywistość. W trakcie rozmowy Arnolda z Edwinem, kiedy Arnold wyjaśnia Edwinowi co jest największym grzechem świata, padają słowa "bezsensowne zabicie miłości"..."Bo czasami dla jakichś korzyści, znajdujących się dużo niżej na liście wartości, rezygnujemy z szansy bycia szczęśliwym, to znaczy wybieramy dom ,pieniądze, "dobre imię", zamiast dążyć do celu istnienia. - A co jest naszym celem? - Szczęście... Stan połączenia z Bogiem. Moment, kiedy przestajemy czuć, myśleć i kochać w pierwszej osobie. Nirwany nie da się osiągnąć w pojedynkę, do tego potrzebny jest drugi człowiek." Tak my zatraciliśmy sens istnienia, czyli szczęście i miłość przez złe dobranie i poukładanie swoich priorytetów. Wybraliśmy według nas za najważniejsze zarobienie kasy i kupienie mieszkania a miłość, szacunek, szczęście odeszło daleko. Kiedy się ocknęliśmy byliśmy już na skraju przepaści, jednak ten przypadek odnalezienia Ciebie gdzieś w szerokim internecie spowodował, że odskoczyliśmy od krawędzi a teraz przesuwamy się kroczek po kroczku wzdłuż właściwej drogi. Tak jak Ania nauczyła Arnolda zobaczyć inny świat i inaczej na niego spoglądać, tego samego uczysz nas Ty Andrzej. Czytając pierwsze rozmowy Edwina z Arnoldem czułam się tak samo jak wtedy kiedy siedzieliśmy z Darkiem w Twoje kuchni a Ty kazałeś pisać mi wszystkie zdania, które wypowiedziałam ze słowem muszę, po ciężkich chwilach i morzu łez wylanych w końcu doszło do mnie, że na prawdę to nic nie muszę. "Człowiek nic nie musi! I to jest najważniejsza prawda o życiu." Później także pięknie jest napisane "Każde muszę zabija chcę! Każde muszę niszczy najlepszy nastrój...każde muszę odbierając nam chęci i motywację do działania, wpycha nas do dołka wypełnionymi negatywnymi emocjami..."
W swojej książce pokazałeś także jakie my kobiety popełniamy błędy w relacjach z naszymi mężczyznami, najbardziej poruszył mnie fragment, kiedy babcia Greczynka prowadzi dialog ze swoja synową Elą. Całe zachowanie mamy Aleksandry odzwierciedlało moje zachowanie w stosunku do Darka, ja też o wszystko go obwiniałam, miałam mu za złe wiele rzeczy, np. to że mnie oszukał, bo obiecywał mi kolorowe, łatwe, bajkowe życie, a rzeczywistość okazała się inna itd. Teraz już wiem, że to było najgorszą rzeczą jaka w życiu zrobiłam. Ja nie byłam dobrą, prawdziwą kobietą,która pomogła by Darkowie z małego chłopca przemienić się w dojrzałego mężczyznę. "Facet potrzebuje podziwu. Tak jak kobieta potrzebuje czuć się kochana i piękna, bo bez tego nie może być szczęśliwa, tak samo mężczyzna nie rozwija się, jeśli nie dostaje podziwu". Teraz rozumiem dlaczego zadałeś mi to zadanie, żeby obdarowywać mojego męża komplementami, które będą go wprowadzać w zachwyt i podziw. "Masz mu pokazywać, jaka jesteś szczęśliwa, śmiać się przy nim, śpiewać z radości, tańczyć ze szczęścia, mówić mu jaki jest wspaniały. Od czasu do czasu można postawić wymaganiem które on będzie umiał spełnić, aby się wysilił bardziej niż do tej pory. Wtedy mężczyzna będzie się rozwijał i jego poczucie wartości będzie rosło."
Chciałoby się jeszcze wiele napisać, ale z powodu późnej już godzinki i jutrzejszego wczesnego wstawania na tym zakończę swoje myśli o "Nie...chcę żyć".
Po części cieszę się bardzo, że nie przeczytałam tej książki wcześniej bo teraz mogę ja mieć dla siebie na własność i kiedy nadejdzie mi ochota to znowu usiądę i za jednym podejściem ją przeczytam :))) Serdecznie Ci dziękuję, że w taki łatwy i przejrzysty sposób pokazujesz tę właściwą drogę, sposób zachowania, postępowania i myślenia. Już nie mogę się doczekać następnych Twoich książek, od jutra zaczynam czytać "Bellę" :) Na pewno też jest skarbnicą ogromnej, mądrej, życiowej wiedzy.
Pozdrawiamy serdecznie

Aneta i Darek

28.05.2011


Witam serdecznie Andrzeju,

skończyłem właśnie czytać "nie... chce żyć" Genialnego Autora Andrzeja Setmana ;-) a w zasadzie to zaczynam od nowa czytać wszystko co dzieje się do o koła mnie...

Jesteś gigantem, który pokazał w prosty sposób jak pewne mechanizmy rozdają karty w naszym życiu!

To jak nasze myśli i przekonania przeszkadzają w zdrowo myślowym przejściu przez wyjątkowy okres jakim jest nasze życie...

Jak często pierdoły niszczą nasze życie!!!

Nasze myśli generują nasze emocje, a co za tym idzie nasze zachowanie i sposób postępowania!

Pokazałeś jak sposób myślenia daje nam przewagę nad wszystkim i wszystkimi...

Każda postać, która została pokazana w książce jest kimś wyjątkowym... Od każdej z tej postaci można się wiele nauczyć... Jak powinniśmy się zachowywać a jak nie...

To w jaki sposób "potraktowany" został mały chłopczyk sprzedający orzeszki - jak ważne jest abyśmy widzieli i pamiętali o tych "najmniejszych"...;-)

Przewodnik, który w sposób świetny otwiera oczy na życie... Jego ukochana, która jest jego przewodnikiem...itd.

to w jaki sposób nasz bohater, który staje się mądrością trójki wczasowiczek by następnego dnia zmienić się w pokornego ucznia i uczyć się nowych wyjątkowych i cennych wskazówek! Dziewczynka, która zostaje uleczona z "własnego myślenia"(sposób myślenia o swojej urodzie), będąca kimś słabym nagle staje się kimś wyjątkowo mocnym i fantastycznym "zjawiskiem"...

Każda postać pokazuje w jak wyjątkowy sposób można podchodzić do życia, co robić a czego się nie robić!

Genialnie pokazane jest w mojej subiektywnej ocenie w postaci metafor to jak często traktujemy ludzi...

Każdy gest i każde słowo jest ważną i cudowną przeprawą przez drogę życia...

Postacie, które są nie do końca dobre stają się swoistym mentorem i genialną formą drogowskazu życiowego (fenomenalna opowieść Babki - tłumaczona przez córkę)...

Super zostało pokazane jak często udajemy przed światem osoby, którymi nie jesteśmy...

Jak namiętnie i z wielką premedytacją niszczymy coś co jest dla nas ważne...

Ta książka jest eksplozją myślenia i szukania nowej jakości życiowego postępowania...

Pokazuje prawdę i łatwy sposób jak dokonać pewnego rodzaju "nawrócenia" bo nigdy nie jest za późno na godne przeżycie życia.

To w jaki sposób pokazałeś proces dysocjacji wyjścia z siebie i spoglądania na wszystko co kiedyś było zamknięte w emocjach negatywnych...

Ta książka jest pięknym przewodnikiem i rewelacyjną mapą w drodze do wyjątkowej lepszej krainy!!!

Genialne jest jak przeplatasz historie, które przechodzą w Twojej książce potęgując ciekawość i determinacje do dalszego odgadywania i myślenia co może się wydarzyć...

Jestem w trakcie remontu mojego mieszkania, ale znalazłem czas na czytanie i może to dziwnie będzie brzmiało, ale rozpocząłem kolejny remont (dwa w jednym czasie) remont "własnej duszy"...;-)!!!

Piękne jest to, że "wsadziłeś" mnie w każdą postać, którą opisujesz. Dzięki Tobie stałem się aktorem, który zagrał role w NASZEJ KSIĄŻCE (ona jest już moja;-))!!!

Twoja myśl przelana na papier jest drogowskazem dla "małych" i "dużych" jest encyklopedią dla Liderów, Rodziców, Dzieci, Partnerów jednym słowem dla wszystkich...!



POWIEM KRÓTKO ALE DOSADNIE ANDRZEJ SETMAN NA PREZYDENTA!!!



Gorąco pozdrawiam i jeszcze raz bardzo dziękuję za jazdę bez trzymanki...

Wojtek Pędlowski

13.06.2011


Przeczytałam Tak ....chce kochać

Mam wrazenie jakbym znała Cię od dawna tylko Ty byles w moim ukochanym bracie ,ktory uczył mnie zyć ,ktory pokazywał mi drogę i jesteś w moim kochanym męszczyżnie R. Uwielbiam tego typu spotkania i rozmowy ,bo tak traktuje te ksiazke jak spotkanie w gronie fajnych ludzi,wsród ktorych zapomina sie o czasie,czas staje sie niewazny ,ważne staje się to i tu i chciałoby sie aby ta chwila trwała ,paleta emocji jest tak silna jak najwspanialszy afrodyzjak ,wrociły wspomnienia nieprzespanych nocy, sen stawał się najmniej wazny, i dzisiaj kiedy mój brat postanowił odejść cieszę sie ze mam tak fajne wspomnienia ,,ze było nam szkoda spać,życie jest zaskakujące dlatego jest tak piekne .Pisząć te slowa lecą mi łzy ,najlepszy dowód na to że potrafisz poruszyć najgłebsze uczucia ,wydobyć z samego dna to co w nas siedzi i to jest wspaniale.

Dziekuję Andrzeju i serdecznie pozdrawiam

Grazyna

Twoje rozwiazania problemów sa zaskakujące i budzą podziw

15.06.2011


Andrzejku przeczytalam znowu Twoja książkę "Tak...chcę kochać" :). Twoje książki są fantastyczne.

Jak dopada mnie czasami jakaś depresja, zwątpienie i myśli czy moje życie ma wogóle jakiś sens to wracam do Twoich książek. Wtedy zaczynam się czuć lepiej.

I wtedy mogę iść dalej. Wiem ze choć moja droga jest czasami zagmatwana i wyboista to dojdę kiedyś tam gdzie zawsze chciałam być..

Pozdrawiam i całuję * :))))))

malkontentka Kaśka

17.06.2011


Skończyłam czytać Twoją kolejną wspaniałą książkę… szkoda, że już skończyłam… szkoda, że była taka krótka… przepraszam, że nie piszę gramatycznie, ale emocje wyłączyły mi zdolność „poprawnego” układania zdań…. Moje wrażenia? Jak cudnie jest otworzyć oczy po tylu latach głębokiego snu!!! Przespałam, często mając koszmary senne, parę ładnych lat!!! Otworzyłam oczy po przeczytaniu „Belli”, „Nie… chcę żyć” było powitaniem poranka :), a „Tak… chcę kochać” pokazało, że świat, jeśli tylko zechcę (I CHCĘ!) jest piękny, może być przygodą. Ja już nie chcę być śpiącą królewną… obudziłam się i chcę kochać szczerze, chcę szczerej wzajemności za moją miłość. Klarofobia – też to mam… nie potrafiłam tylko tego nazwać… i brakuje mi „przytulenia”, jest mi źle bez bliskości. Tak jak moje roślinki potrzebują blasku Słońca, ja potrzebuję prawdziwej miłości, bez maski, bez udawania. I wierzę głęboko, że jeśli nie dzisiaj, nie jutro, to za kilka dni będę „obrzydliwie” szczęśliwa z najwspanialszym facetem na tej Ziemi… i powiem Jemu to tyle razy, ile będzie chciał to usłyszeć. I nie pozwolę mu zwątpić, ze spotkał najwspanialszą kobietę w całej galaktyce :)

DZIĘKUJĘ TOBIE ZA DROGOWSKAZ!!! Znalazłam swoją ścieżkę… i nie chcę jej zgubić… „TAK - CHCĘ ŻYĆ i TAK - CHCĘ KOCHAĆ!!!!!!!”

Moje wrażenia po przeczytaniu „Tak… chcę kochać”, przypominają mi, wrażenia po pierwszej podróży do Egiptu. Dziwne porównanie :), ale już wyjaśniam dlaczego :). Kiedy po latach bez „normalnych” urlopów, 4 lata temu udało mi się wyjechać na pierwsze, prawdziwe wakacje właśnie do Egiptu, zachwyciłam się tam wszystkim, mimo, ze wiedziałam z książek i z TV sporo o kraju Faraonów. Po powrocie, po 2 tygodniach, opowiadając wrażenia rodzinie i znajomym, buzia mi się nie zamykała… opowiadałam, opowiadałam, tak jakbym odkryła kosmos… :) Uświadomiłam sobie, ze przez tamte 2 tygodnie zobaczyłam i przeżyłam więcej, niż przez cały dotychczasowe lata.

Tak samo po przeczytaniu Twojej książki, Andrzeju. To była właśnie taka wycieczka, do uczuć znanych mi wcześniej, ale oglądanych „przez szybkę”, albo wcale nie dostrzeganych… teraz widzę i chcę je przeżywać na prawdę. Jesteś najlepszym przewodnikiem na tej wycieczce.

Po zamknięciu książki, powiedziałam: „o, kurcze!”… przeprowadziłeś mnie trzymając za rękę przez wszystkie stany emocji – od ciekawości poznania, poprzez radość spotkania, przez dobry nastrój, przez pożądanie, przez chęć kochania, przez smutek, przez łzę spływającą po policzku, przez niepokój o drugiego człowieka, przez przerażenie, przez spokój, aby na końcu pokazać mi, ze istnieje prawdziwe światło (nie światełko) w tunelu, w który się znalazłam.

Zrozumiałam, że czasem należy wstrząsnąć zagubionym człowiekiem, aby on mógł też zobaczyć światło w tunelu, żeby zechciał cieszyć się życiem. Bałam się o Twojego klienta, ze użyje sznura, który mu dałeś, modlitwa o serię nieszczęść dla rodziny uzależnionej kobiety, wprowadziła mnie w głęboki smutek, nie mogłam opanować łez. Nie zbulwersowałam się ręką na wzgórku łonowym… a dlaczego nie? :) poczułam swoją klarofobię… zobaczyłam 1000 masek wokół siebie…

Andrzeju, tych wrażeń jest tak wiele, że starczy mi ich na długie lata.

Podsumowaniem podsumowania jest coś, co sprawiło mi ogromną radość… mam koleżankę, która ma tę dobrą cechę, że nie „owija w przysłowiową bawełnę”, ale zawsze „wali prosto z mostu” – powiedziała mi wczoraj: „Ewa, nie poznaję Ciebie. Jeszcze kilka dni temu powiedziałabym, ze jesteś urodzoną pesymistką, a ja widzę „fontanę” tryskającą optymizmem!”.

Uśmiecham się rano po przebudzeniu :) jeszcze nikt nie ogląda tego uśmiechu… ale do czasu, do czasu :)))

Ewa

23.07.2011


Już dawno po przeczytaniu książki nie czułam się tak "rozbita na kawałki". Stos różnych emocji kotłował się we mnie i nie wiedziałam, których jest więcej. Opanowała mnie jakaś taka melancholia.

hmmm..juz w drugim rozdziale w historii z Agnieszką jak przeczytałam słowa: "Czy przypadkiem ja nie mam byc dla ciebie lekarstwem na twoją poprzednią niespełnioną miłość, od której nie możesz się uwolnić?" szlag mnie trafił! ja wlaśnie tak się czułam w swoim związku jak taki pieprzony(dosłownie i w przenosni) KLIN!! Tym bardziej jak juz wreszcie wyciągnelam niemal siłą poprzednią historię miłosną byłego..Jakoś tak z innej perspektywy spojrzałam wtedy na jego działania i słowa-zupełnie jak meżczyzna kochający Marlen w ostatnim chyba rozdziale...

Zaskoczył mnie opis wybranki Andrzeja,czyli twojej "jest małą i szczupłą postacią" nie wiem czemu poczułam się naprawdę duuużą i doooooooobrze zbudowaną kobitą..Może to efekt mojego porównywania się z innymi..jakby nie było możliwe być atrakcyjną również będąc wysoką i postawną.Własnie o to chodzi! : "ważniejsze jest,co ty myślisz o sobie samym,niz to co o tobie myślą inni". Ta to książka jest strasznie mądra! Ile w niej prawd o życiu! i to takich dotyczących mnie..

Po raz pierwszy popłakalam się na zmentarzu przy "Siądź z tamtym mężczyzną twarzą w twarz,kiedy mnie juz nie będzie(...)" Nie wiem czemu..Słuchałam tego wiersza w wykonaniu Anny Marii Jopek,ona śpiewała "Siądź z tamta kobietą twarzą w twarz..."

Napisałeś,że Karolina jest dla Ciebie aseksualna.Tu tez zakłuł mnie mój problem..ja do dziś nieraz czuję się aseksualna. Szczaególnie jak mi sie jakis męzczyzna spodoba,to tak skutecznie zamknę w sobie wszystkie feromony i "aurę kobiecości",ze nie ma szans wyjśc poza moja skorupę. Zastanawiałam się tez,czy o mnie tez bys powiedział,że mam nadwage i porownał do słodkiej świnki,czy jakos tak skwiatowałeś wyglad Karoliny.

Historię o oficerze alkoholiku pochłonełam tak szybko, że sama sie zdziwiłam. Stwierdziłam,że jakby ktos wiedział o Twym istnieniu wczesniej to by mojego ojca podesłał,co prawda nie alkoholik ale z łapami do kobiet wyskakiwał nie raz. Moje serce rozpłynęło się jak przeczytałam "Twoje życie(...) może miec jedynie jakikolwiek sens,jeśli zrobisz wszystko, by twoja kobieta przestała się ciebie bać". Cóż,moja matka do dziś lękiem (chyba podświadomie) reaguje na pojawienie sie w poblizu ojca. Ja tez tak miałam,moze nieraz jeszcze mam,inaczej na to patrzę,ale nie mam ochoty z nim gadać.

Kolejna najprawdziwsza prawda,że "kobiety są gotowe na wielkie poświęcenia,by dostac to czego chcą" dodałabym jeszcze:jak już wiedzą czego chcą;)

Po raz drugi poryczałam sie przy czytaniu listu od Marty J.,która bała się zaufać, ale udalo jej się to zrobić. Tak pięknie opisała swój związek, bliskość, szczęście, miłość. To, że kocha każdy milimetr ciała swego mężczyzny i zachwyca się nim,również to, że pokochała i podziwia swoje ciało. Ja też chcę kochać i czuć sie kochana..

Pod koniec ksiązki kolejna kwintesencja! Pruderyjnośc naszych czasów..co wypada,co nie wypada,co ludzie powiedzą?! Lęk przed wyśmianiem,odrzuceniem w grupie,bo nie robisz tego co inni,nadmierny,uprzykrzający życie wstyd...jak ja to wszytko znam! Czujesz cos do kogoś? nie pokazuj,będą się śmiać! ten ktoś zapewne też,a jak jeszcze odrzuci, co wtedy?!?! Okażesz komus choćby zwykłą sympatię-ale jak zareaguje otoczenie?! i co z tego? ja chce byc szczęśliwa na swój sposób! Stąd też ta klarofobia.. ja też to poczatkowko przerabiałam.. później pieściłam, masowałam, całowałam, ale też nie wszędzie... w sumie on też się wstydził..

Historia z Marlen smutna i trudna..Czy ten facet jest teraz szczęśliwy? Skoro chce ja dalej kochać,to nie pokocha innej.. Trudne to dla mnie...

Andrzej, uwielbiam Twoje książki!!! 'Bellę" przeczytałam dwa razy i "Nie.. chcę żyć" też. Dopiero czytając "Tak..chcę kochać" zobaczyłam ile nauczyłam się z poprzednich lektur i jak duży mają wpływ na mnie i moje postrzeganie..nie sądziłam, że aż taki. Wiem, że ta to książka nie bedzie przeczytana tylko raz:) Dzięki niej pokazałeś mi jak potrafi kochać prawdziwy mężczyzna... To cudowne...

Chcę Ci jeszcze napisać, że z całego serca zazdroszczę Twojej córce, że ma takiego ojca...(w tym momencie nie widzę już klawiatury,bo łzy mi zasłaniają...)

Pozdrawiam bardzo serdecznie!

Ula

23.07.2011


Na samym początku napiszę tak- Cię kocham Setman.

W mordę jeża!

Długo tak tu będę do Ciebie pisała, bo poza ochami i achami będzie także moja opowieść.

Świetnie mi się widzi Setmana w tej książce. Z tutką orzeszków, w różnych koszulach, w towarzystwie trzech kobiet.I te krosty też zdarzało mi się widzieć. Z Twoją twórczością mam czas drogi. Czytam, gdy jeżdżę. Wtedy najlepiej mi się to wszystko czuje. Reakcje skrajne-od głośnego śmiechu, po wycie z katarem, co leci z nosa. Na początku drażniły mnie trochę porównania. Potem już było wszystko jedno. I znowu, jak w "Belli", perełki w postaci jednego, dwóch zdań, które mnie odrywały i wywracały myślenie. Bunt po przeczytaniu o małżeństwie z Darią. "Z tobą źle,bez ciebie jeszcze gorzej".

Za cały wątek z Arnoldem kłaniam się. Biję Ci pokłony. Dla mnie to najpiękniejsza część książki.

Ależ Ty otwierasz gały. Tam wszystko mówi, wszystko coś znaczy, wszystko jest drogowskazem. Potem, po przeczytaniu choćby 5 stron, mnie wyrywa z kapci. Cud, miód i orzeszki :)

Jest też żal, że to kolejna książka, która zbliża mnie do końca. Bo Setman nie sypie swoimi tytułami, nie ma go na targach książek, nie wydał 20 opasłych tomisk, które zabiorę ze sobą wszędzie. Kradniesz mi czas, ten czas potem wraca z prezentem w postaci znaku od rzeczywistości, w postaci wyzwania, które przede mną staje.

Twoje książki niszczę. Rogi zaginam, rysuję, plamię, robię rysę paznokciem, gdy zaboli.

Taka pokora bije z tych zdań poplątana ze świetną zabawą, dystansem i ironią, i kpiną, gdy się nazbyt poważnie podchodzi do wszystkiego. Widzę Cię uśmiechnietego z oddechem, co rzęzi od papierosów. Prowokującego i drążącego :)

Czytając byłam matką, która rozmawia ze swoim dzieckiem i otwiera je na świat. Byłam (jestem) zagubioną w świecie kobietą, straszoną coraz to cięższymi czasami i tym, że znowu bedzie wszystko drożało. Byłam też kobietą, która uczy się jak traktować mężczyznę (rozmowa z matką Stawrosa pokazała mi drugą stronę medalu). Byłam towarzyszem wspinania się na szczyt i piłam Ouzo :) Byłam też wątpiącym w siebie człowiekiem. ten króciutki rozdzialik "Ojczyzną jest dziecko" ... och, kurwa! Wyłam jak bóbr! I wyłam, bo znowu żarówka w głowie się zapaliła.

Przypomniał mi się fragment opowiadania Marty Fox "Trójkąt równoboczny":

"Pisz. Tnij papier, pióro napełniaj i pisz. Czas to jest dystans między słowem, co trwa ponad wiek, a człowiekiem, którego w ruinę obraca. Grek wymyślił litery, nadając im lot, śpiewność i magię. Rzymianin tępym toporem długo ociosywał frazę, abyś ty dziś lekką ręką usunął ich w świat cieni. (...)Dopraszam się łaski. Przypisany do ciebie jak krata do więźnia."

I ja więzień- przypisany do Twojego pisania :)

Amen!

Magda Żukowska

25.11.2011